Fajnie być ojcem!

Przez te parę dni mam Cię tylko dla siebie. Całe życie na to czekałam – usłyszeć takie słowa z ust córki – bezcenne.

Reklama

Tylko co robić, by wypracować takie relacje z dzieckiem? Na to i inne pytania starają się znaleźć odpowiedź członkowie Ojcowskiego Klubu Poszerza Horyzonty. Powstał on niecałe dwa lata temu. – Pokazujemy tu męskość i ojcostwo jako zadanie i odpowiedzialność – tłumaczy Rafał Lasek, inicjator dzieła. – Chodzi też o to, żeby nie było tak, jak w memie krążącym w internecie, gdzie dziecko ma sto pytań do mamy, a do taty tylko jedno: „Gdzie jest mama?”. My jako ojcowie daliśmy się czasem wypchnąć do trzeciego rzędu, tak że nasza funkcja sprowadziła się do czegoś w rodzaju „przynieś pieniądze, wynieś śmieci”. Często nawet jest nam tak wygodniej – tłumaczy Mateusz Dybka, współzałożyciel klubu. – A ja chcę być zaangażowanym, żeby moje dziecko wiedziało, że z takim pytaniem lepiej pójść do mamy, a z takim do taty. – Dzieci muszą widzieć rodziców kłócących się i godzących. Bo spory, negocjacje, czasem nawet płacz, ale też radość są nieodzownym elementem naszego życia.

Kuźnia ojcostwa

– Pięć lat temu zobaczyłem gdzieś napis Tato.Net. Zaciekawiło mnie to, poszukałem informacji o tej inicjatywie, pojechałem z córką na warsztaty, potem na międzynarodowe forum. Spotkać w jednym miejscu 700 mężczyzn i rozmawiać, jak być lepszym ojcem... Warto. Dziś sam jestem trenerem tato.net, ale pomyślałem, że warsztaty raz w roku to mało, że warto tu spotykać się z innymi ojcami, pogadać – opowiada Rafał Lasek. Klub rozrasta się, liczy już kilkanaście osób. ma profil na FB i skrzynkę e-mail (facetklb@gmail.com). Nie jest formalnym zrzeszeniem, nie ma zapisów czy listy obecności. Z tego powodu, a także ze względu na pracę i realia domowe na spotkaniach przewijają się ciągle nowe osoby; bywa, że ktoś ma przerwę i wraca. Ba, nawet w kwestii przyfnaleźności do Ojcowskiego Klubu inicjatorzy są bardzo liberalni. Dziecko być może dopiero poczęte albo przysposobione. Ważne, żeby czuć się ojcem. – Pamiętam spotkanie z młodym chłopakiem na jednej wyprawie przygodowej. Pytam, czy jest ojcem, a on, że nie, ale jest ojcem chrzestnym i wyjazd jest prezentem dla chrześniaka. Okazało się, że ojciec tego dziecka wcześnie zmarł, ale stwierdzenie chłopaka: „Co ja mogę mu dać? Nową komórkę? Wolę podarować mu swój czas. Niech spędzi ten tydzień z mężczyzną” – to było niesamowite świadectwo jego dojrzałości i odpowiedzialności. On był bardziej ojcem tego dziecka niż niejeden biologiczny – opowiada założyciel kluczborskiej grupy.

Męskie inspiracje

– Nie, nie spotykamy się, by skarżyć się i żalić na żony i dzieci. Zresztą my nie mamy problemów, tylko wyzwania – śmieją się klubowicze. Choć czasem warto wiedzieć, że ktoś inny zmaga się z podobnymi rzeczami. Cenne są uwagi, jak koledzy poradzili sobie na przykład z ząbkowaniem czy sznurowaniem butów, co u kogo się sprawdziło. – To spotkania dla tych, którzy na dowolnym etapie ojcostwa chcą stać się trochę lepszymi. Nie zajmujemy się walką, dochodzeniem jakichś praw. Wspieramy się doświadczeniami, wielu odkrywa, że fajnie być ojcem. A czasem trzeba usłyszeć od innego mężczyzny to, co na przykład żona ciągle powtarza, żeby dotarło – podkreślają.

Zwykle spotykają się u sercanów i przy kawie, ciastku rozmawiają. Często są też krótkie warsztaty, na których można się czegoś nauczyć, dowiedzieć bądź samemu coś przekazać. – Słyszałem o tym klubie i chcę wziąć udział w spotkaniu, bo brakuje takiej możliwości pogadania, poradzenia się, wymiany pomysłów. Na spotkaniach rodzinnych nie zawsze jest okazja. Ojcostwa nie uczy się w szkole, przy każdym dziecku robi się błędy, innych unika – mówi Krzysztof Breguła z Kluczborka. Zdarzało się, że na spotkania ojcowie dojeżdżali prawie 70 km. Jest też alternatywa: – Można spróbować zorganizować w okolicy warsztaty ojcowskie – radzi Rafał Lasek. – Kiedy spotka się na nich ileś osób, które mają podobne podejście, odkrywają one potrzebę kontynuacji, utrzymywania kontaktu ze sobą i można założyć klub, który potem się rozrasta. Reaktywuje się też właśnie jeden w Opolu.

Balonowy bohater

W ostatnim roku uczestnicy nie tylko dyskutowali, ale dzielili się umiejętnościami i pasjami. Każdy z ojców opowiadał o swojej pracy albo uczył innych prostych rzeczy z danej dziedziny. – Tato klaun, czyli animator grup dziecięcych, pokazywał, czym się zajmuje, m.in. uczył nas robić różne zwierzątka z balonów. Świetna sprawa! I po dwóch miesiącach jeden z ojców opowiada, że skoro tu się nauczył takich sztuczek, postanowił na urodzinach swojego dziecka pokazać, co umie. Kupił balony, nadmuchał, ale z tym, co fachowiec robi w 5 sekund, męczył się 20 minut. Mimo to obecne tam dzieci były zachwycone, a tato został bohaterem – wspominają. Inny ojciec, fan planszówek, nauczył pozostałych grać w różne gry – do dziś wspominają miło spędzony wieczór i reakcje dzieci. Były podstawy z malowania i remontowania domu. Jeden z uczestników, pracownik Rejonu Dróg Publicznych, martwił się, że nie robi nic tak ciekawego. Ale opowiedział o zasadach rządzących poszczególnymi kategoriami dróg, o tym, gdzie zaczyna się jedna droga a kończy inna, a potem inni mogli pochwalić się w trasie zapamiętaną, niecodzienną wiedzą...

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama