Migracyjny bigos

Mija kilka miesięcy, odkąd na wrocławskim Strachocinie zamieszkali przybysze zza wschodniej granicy Polski, którzy uciekli przed wojną. Jak dziś wygląda ich sytuacja?

Mieszkańcy osiedla i strachocińskiej parafii NMP Bolesnej, gdy odkryli, że są wśród nich ludzie w dramatycznej sytuacji, zaangażowali się w pomoc – w kwestii mieszkania, pracy, spraw urzędowych, opieki zdrowotnej. Przy kościele naprędce zorganizowano lekcje polskiego, raz po raz przeprowadzane są zbiórki żywności. Obecnie mieszka tu kilka rodzin ze Wschodu (m.in. z Krymu i Donbasu); po pomoc zgłaszają się także osoby z innych części Wrocławia. Ich sytuacja, jak się okazuje, bywa trudniejsza niż w przypadku np. przyjezdnych z Syrii.

Uchodźca uchodźcy nierówny

Renata Runge, z zawodu radca prawny, włączyła się od początku w pomoc ludziom, których pewnego dnia dostrzegła po prostu na swojej ulicy. Wskazuje na zróżnicowaną sytuację, w której takie osoby się znajdują. – W najlepszej są ci, którzy posiadają Kartę Polaka, otrzymaną po udowodnieniu, że wśród ich przodków byli Polacy – wyjaśnia. – To głównie osoby z zachodniej Ukrainy. Mają pozwolenie na pracę, prawo do korzystania z pomocy socjalnej w Urzędzie Miasta i Urzędzie Wojewódzkim. Mogą starać się o zgodę na pobyt stały lub czasowy. Problem w tym, że z tym pierwszym wiąże się koszt 640 zł od osoby (dochodzą jeszcze koszty dodatkowe, m.in. związane z tłumaczeniami dokumentów). Nie jest również łatwo takim osobom wypełnić samodzielnie wielostronicowy wniosek. Inna sprawa, że niektórzy Kartę Polaka… kupują, trafia więc czasem w ręce osób przypadkowych.

Kolejną grupę stanowią ci, którym przyznano status uchodźcy – z czym wiąże się opieka socjalna, pozwolenie na pracę. W najgorszej sytuacji znajdują się ludzie, którzy nie mają ani jednego, ani drugiego. – Gdy przekroczyli granicę, zabrano im paszporty i przewieziono do jednego z ośrodków dla cudzoziemców ubiegających się o status uchodźcy. Opuszczając taki ośrodek, otrzymują 600 zł na osobę. Ma im to starczyć na wynajęcie mieszkania i na życie, co jest zupełnie nierealne. Dopiero po 6 miesiącach pobytu w Polsce mają prawo ubiegać się o pozwolenie na pracę – mówi R. Runge.

Niektórzy z Ukraińców przebywających na Strachocinie już je otrzymali i pracują, utrzymują swoje rodziny. Niestety, widoki na otrzymanie statusu uchodźcy są marne. – W jednym przypadku przyszła odmowa, uzasadniona tym, że… nikt jeszcze w rodzinie wnioskodawców nie zginął ani nie został ranny – wspomina pani Renata. – Ludzie, którzy uciekli przed wojną na wschodniej Ukrainie (gdy zbombardowano ich domy, a oni ledwo ocaleli), dowiadują się, że przecież mogą znaleźć schronienie na zachodzie swojego kraju. Tymczasem wiemy, że tak nie jest. Na zachodniej Ukrainie ci ze wschodu spotykają się z wielką wrogością. „Tubylcy” obawiają się, że „nowi” zabiorą im pracę, pogorszą i tak już trudną sytuację materialną. Jedna z „naszych” rodzin wspominała, jak za żadne pieniądze nikt im tam nie chciał wynająć mieszkania; nie mogli też pobierać emerytury, którą otrzymywali w Doniecku. Pomoc socjalna jest rozkradana i w praktyce nie dociera do potrzebujących.

Pod nogami kłody

Jak tacy ludzie, pozbawieni statusu uchodźcy, mają sobie poradzić? Pani Renata opowiada, że jeden ze strachocińskich migrantów myśli o zakupie 17-letniego busa. Nawet nie po to, by nim jeździć, lecz po to, by posłużył za… mieszkanie, jeśli rodzina będzie zmuszona wracać na Ukrainę. Tym, którzy mają jeszcze pozwolenie na pracę, pozostaje zarobek na czarno. Okazuje się czasem, że osoba, z którą umawiali się na pracę za 8 zł za godzinę, ostatecznie oferuje im… 20 groszy lub w ogóle uchyla się od zapłaty. W oczekiwaniu na rozpatrzenie wniosku o wspomniany status przysługuje prawo do korzystania z opieki lekarskiej, lecz w… Warszawie. Dzięki usilnym zabiegom udało się uzyskać wytypowanie jednej z wrocławskich przychodni, lecz przed każdą wizytą u lekarza trzeba kontaktować się ze stolicą. Tam też trzeba wysyłać faktury za leki, by otrzymać zwrot kosztów. Tymczasem np. chłopczyk z krymskiej rodziny, przyzwyczajony do innego klimatu, bardzo często choruje. Pracownicy pogotowia ratunkowego czy szpitala nie wiedzą, jak się w nagłych sytuacjach zachować wobec takich ludzi.

– Przede wszystkim, pilnie potrzeba im bardzo intensywnej i profesjonalnej nauki języka polskiego – mówi R. Runge, wspominając m.in. o dziewczynie z Krymu, która bardzo chciałaby kontynuować we Wrocławiu studia. Może łatwiej jej będzie podszlifować język w grupie rówieśników w jednym z duszpasterstw akademickich, do którego zaprowadziła ją pani Renata? R. Runge wymienia kolejne problemy formalno-prawne, czyhające na przybyszów z daleka – choćby brak PESEL-u, uniemożliwiający normalne zapisanie dziecka do szkoły czy przedszkola, trudności przy meldunku czy rejestracji samochodu, ogólną niechęć do wynajmu dla nich mieszkań.

Pani Renata, która koordynuje pomoc materialną dla uchodźców (niezależnie od ich statusu) przy strachocińskiej parafii, wciąż ma ręce pełne roboty. Jak trzeba, organizuje zbiórkę żywności, jak trzeba, szuka dla kogoś pracy czy choćby i lampki nocnej. Obecnie trzeba m.in. pomyśleć o zimowej odzieży dla przybyszów.

Kto chciałby pomóc, może kontaktować się pod nr. tel. 604 508 016.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja