Bez interesu

Zostań wolontariuszem w Centrum Kryzysowym dla Kobiet i Kobiet z Dziećmi „Nadzieja” albo w Domu Samotnej Matki. To odmładza.

Reklama

Należące do Caritas Centrum Kryzysowe w Koszalinie 1 listopada obchodziło 10-lecie istnienia. – Gdybym 10 lat temu wiedziała, że jest takie miejsce, nie musiałybyśmy się z mamą błąkać, gdy uciekłyśmy przed tatą z domu – powiedziała jedna z ofiar przemocy domowej. Dziś wie, że za zieloną bramą przy ul. Harcerskiej zawsze czeka ktoś gotowy pomóc kobiecie szukającej schronienia przed przemocą fizyczną lub psychiczną. Tu można liczyć także na pomoc psychologa, pedagoga, terapeuty, prawnika.

Brama jest niepozorna, a nawet nieładna, oko jakoś samo ją omija. – Chciałybyśmy ją zmienić. Może zorganizujemy w tym celu akcję na Facebooku? – zastanawia się Sylwia Noga, wychowawca CK. Jednak na razie są pilniejsze sprawy. W ośrodku brakuje wolontariuszy.

Centrum Kryzysowe

– Tutaj nie tylko pomagamy kobietom odbudować poczucie własnej wartości, ale też znaleźć pracę, żłobek. Uczymy sprzątania, gotowania, dbania o higienę – wyjaśnia koordynatorka Justyna Kosiec. Bywają delikatne kwestie, np. przekonanie kobiety, by spała w pościeli, a nie, jak przywykła, w kocu. I tu otwiera się pole do działania dla wolontariuszki, zwłaszcza starszej wiekiem, która towarzysząc pensjonariuszce CK, mogłyby taktownie podpowiedzieć to i tamto. Owszem, personel ośrodka dopilnuje przestrzegania regulaminu i osobistego kontraktu mieszkanek (który zresztą jest bardzo szczegółowy i zakłada np. wizytę w urzędzie pracy czy u ginekologa), ale chodzi też o to, by przekonać je, że warto ulepić pierogi, pobawić się z własnym dzieckiem, pójść do dentysty, bo tak się po prostu żyje. Rola taktownego i serdecznego wolontariusza jest więc nie do przecenienia.

Pracownicy CK próbują tworzyć domową atmosferę. Miło im, gdy obdarowana tortem urodzinowym mieszkanka przełyka łzy, bo od lat nigdy nie była w centrum zainteresowania. Ale bywają sytuacje, które są logistycznym wyzwaniem. Zazwyczaj wiążą się z tym, że mamie, która ma przed sobą jakieś zadanie, trudno je zrealizować, gdy jednocześnie musi zajmować się dzieckiem. Czasem ta niemożność staje się pretekstem, by się od czegoś wymigać, nie dotrzymać słowa. Ale są też i „zbytki”, które pozwoliłyby udręczonym życiem kobietom zaznać trochę normalności. – Chciałybyśmy zabrać czasem panie do kina, na basen, do kawiarni, tak po babsku wyjść sobie gdzieś bez dzieci – wyjaśnia J. Kosiec. Zaznacza, że szczególnie cenne są wolontariuszki pełnoletnie, ponieważ młodsze mogą opiekować się dziećmi tylko pod okiem matki.

Dom Samotnej Matki

Barbara Staszewska jest wolontariuszką od 5 lat, od kiedy przeszła na emeryturę. – I co robić? – wspomina pustkę pierwszych dni bez pracy. Trafiła do DSM. Przez pierwsze 2 lata poświęcała codziennie 4 godziny mieszkankom. – Dzisiaj wzięłam dwójkę dzieci na spacer. Dzięki nim poznaję tyle pięknych miejsc w okolicy! – zachwyca się emerytka, przyznając zarazem, że bez tej motywacji nie chciałoby się jej wychodzić z domu. – A tak to trzeba oko zrobić, żeby jakoś wyglądać, poczytać o psychice dziecka, żeby coś zrozumieć. To jest radość, gdy coś mi się udaje. Raz przewinęłam trzytygodniową Lenę z taką zwinnością, jakbym bułeczkę obracała w dłoniach. Jej mama mówi: pani Basiu, niech pani codziennie ją kąpie! A ja na to: nauczę cię, i ty będziesz tak robić. Wyszło mi! To naprawdę odmładza.

Agnieszka Świderska zagląda tu od września. Zajmuje się opieką nad synami, w tym jednym chorym. Ale zostaje jej jeszcze trochę wolnego czasu, który postanowiła poświęcić mieszkankom DSM. Dlaczego? Bo kiedyś to jej tu ktoś pomógł. Więc kto jak nie ona najlepiej wie, jak bardzo wolontariusz jest przydatny? – Dzięki wolontariuszom mogłam wyjść na zewnątrz, pozałatwiać sprawy urzędowe albo po prostu psychicznie odpocząć. To podnosiło na duchu – wspomina. Czuje tyle wdzięczności wobec prowadzących dom sióstr ze Wspólnoty Dzieci Łaski Bożej, dzięki którym nauczyła się odpowiedzialności, gotowania i tego, co to jest rodzina. Teraz sama chce u ich boku pomagać innym.

– O co chodzi w byciu wolontariuszem? – zastanawia się s. Małgorzata Książak z DSM. – Czynienie dobra otwiera serce. Z podziwem patrzę na osoby, które przyjeżdżają nam pomagać nawet z daleka, z Połczyna lub Bobolic. Albo na superbabcie, które dyżurują o 21.00 lub są dostępne „na telefon”. Ale też sama wiem, że gdy daję komuś serce, to jeszcze więcej zyskuję. Uczę się tego, by w tym, co robię, nie mieć żadnego interesu. Tylko czystą miłość.

Osoby chcące włączyć się w wolontariat w Centrum Kryzysowym mogą przyjść do ośrodka na ul. Harcerską 17 lub zadzwonić pod nr tel. 94 342 30 05. W Domu Samotnej Matki na ul. Wojska Polskiego 13 czeka na chętnych s. Małgorzata (tel. 94 342 37 70).

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama