Dropsy z antybiotyku?


Zdrowy rozsądek lekarski jest potrzebny szczególnie wtedy, gdy oczami matczynej wyobraźni zwykły wirus u dwulatka przybiera niepokojące wizje.

Reklama

Dziecko prycha i kaszle. Temperatura. Idziesz z dzieckiem do lekarza. Dziecko jest badane stetoskopem, lekarz zagląda mu do uszu, nosa, gardła. „No, w zasadzie nic mu nie jest, niczego nie słyszę. Ale wie pani, lepiej podać antybiotyk. Tak na wszelki wypadek” – brzmi lekarski wywód. Po czym rodzic wpycha dziecku kolejny w tym sezonie antybiotyk. Dziecko zdrowieje, widać więc, że był potrzebny. Otóż… nie był! Szacuje się, że ponad 80 proc. zachorowań na infekcje górnych dróg oddechowych to choroby wirusowe. Wirusów natomiast leczyć się antybiotykami nie powinno, bo po prostu nie działają. Wirus oczywiście przechodzi, wspierany czasem chociażby rutyną, witaminą C lub inszymi specyfikami. Antybiotyk podany bezsensownie powoduje same szkody: niszczy florę bakteryjną układu pokarmowego, obniża odporność, powoduje uodpornienie niektórych szczepów bakterii na konkretne antybiotyki. W razie autentycznego zachorowania na poważną chorobę bakteryjną może się zdarzyć tak, że leczenie będzie trudniejsze. Bo antybiotyki nie będą działać. W zasadzie wszystkie te informacje są lekarzom doskonale znane. W praktyce jednak, nie wiedzieć czemu, wielu z nich nadal aplikuje antybiotyki jak dropsy. W niewielu przychodniach stosowany jest test diagnostyczny, pokazujący bezbłędnie, czy pacjent złapał wirusa, czy przyczyną choroby jest bakteria. Na Zachodzie jest to standard: dziecko przychodzi do przychodni i w kilka chwil następuje taka procedura. Co powoduje, że antybiotyki są używane wyłącznie wtedy, gdy są potrzebne. U nas o test należy prosić, a i prośby niestety (z wielu powodów) nie skutkują. Warto podziękować tym pediatrom, którzy mówią rodzicom: „Spokojnie, proszę podawać leki przeciwgorączkowe. Jeśli po dwóch dniach dziecku się nie poprawi, wtedy zapraszam ponownie na wizytę. Na razie antybiotyk nie jest potrzebny”. Po latach poszukiwań mam właśnie takiego lekarza. I wiem, ile razy udało się uratować dziecko przed niepotrzebnymi antybiotykami. Rozsądek lekarski jest potrzebny szczególnie wtedy, gdy oczami matczynej wyobraźni zwykły wirus u dwulatka przybiera niepokojące wizje. A co poza tym? Czosnek, cytryna, syrop z cebuli i z malin. I naturalne sposoby naszych babć na odporność. Dropsy z antybiotyków niech jedzą ci, którzy chcą mieć chore zęby. I nie tylko.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • KT
    04.02.2016 17:17
    Jeśli chodzi o sposób leczenia dorosłych kobiet, to w moim przypadku stwierdzenie, iż mogę być w ciąży zadziałało momentalnie - z proponowanego antybiotyku pozostało zalecenie wygrzania się w łóżku, bo gorączka nawet przez cztery dni to normalne ... :)
  • sword
    05.02.2016 16:35
    Witamina C... duuuuuuzo witaminy C i czarny bez... imbir... czosnek, sok z pędów sosny itp, p co chodzić w ogóle do lekarza?
  • Daria Henschke
    06.02.2016 22:48
    Bardzo się cieszę, że poruszyła Pani temat niepotrzebnej antybiotykoterapii.
    Jestem lekarzem rodzinnym z 18-letnią praktyką, w tym 3 lata w USA. Też należę do tego, coraz szerszego grona lekarzy, którzy starają się nie stosować antybiotyku bez potrzeby.
    Na temat dlaczego lekarze „na wszelki wypadek” wypisują antybiotyk, mogłabym się wielowątkowo rozpisać, ale tak właściwie wszystko sprowadza się do dwóch przyczyn – bo się boimy, że dziecko umrze, mimo iż moglibyśmy temu zapobiec. Taki jest przebieg m.in. słynnej posocznicy, która z początku też wygląda jak zwykła i banalna infekcja górnych dróg oddechowych. A druga – bo nie potrafimy przeciwstawić się oczekiwaniom rodziców. I brakuje mi wyartykułowania tego ze strony Pani Redaktor. Z jaką ja ulgą słyszę od mamy „pani doktor, jakby się udało bez antybiotyku”. A jak często muszę znieść niezadowolenie rodzica, że antybiotyku nie chcę zapisać.
    Dlatego tak się cieszę, że tak wyraźnie napisała Pani, że w znaczącej większości dziecku antybiotyk raczej zaszkodzi niż pomoże. Bo czego naprawdę nam jako społeczeństwu brak, to brakuje nam rzetelnej edukacji medycznej.
    Ale tutaj, żeby być rzetelną, jedną rzecz musi Pani sprostować – nie ma testu, który bezbłędnie wykaże, czy infekcja jest wirusowa, czy bakteryjna. (Tak w nawiasie - w medycynie o niczym nie można powiedzieć ze 100% pewnością). Test, o którym Pani pisze, to test wykrywający (z +/- 90% pewnością – co rzeczywiście jak na rzeczywistość medycyny to prawie 100%, ale jednak „prawie”) paciorkowca w gardle – czyli pomagający nam stwierdzić, czy jest to zapalenie gardła/migdałków wywołane przez paciorkowca. Ale ten test nam nie wykaże, czy jest to infekcja wirusowa, czy może wywołana przez inną bakterię. I nie działa w zapaleniach ucha, zatok, oskrzeli, płuc i innych narządów. I niestety kosztuje, a NFZ nie zwraca kosztów tego badania.
    Co do standardu jego stosowania (też na Zachodzie), to jest on zalecany tylko przy klinicznym podejrzeniu paciorkowcowego zapalenia gardła/migdałków. Naprawdę to zdecydowana mniejszość przypadków. Te objawy, które Pani opisała w swoim felietonie, idą w parze z przeziębieniem – tutaj nikt, nawet na Zachodzie, nie zastosowałby rutynowo tego testu.
    Przy okazji – chciałabym się odnieść do Pani uprzedniego felietonu o obecności dzieci na manifestacjach KOD. Uważam, że rodzice mają wszelkie prawa, aby swoje dziecko kształtować tak, aby wyznawało te same wartości co oni. Jeśli my możemy zabierać dzieci na marsze w obronie życia i inne manifestacje zgodne z naszymi poglądami, to dlaczego tego prawa odmawiamy tym, którzy mają inne przekonania?
  • Jadwiga
    08.02.2016 15:15
    Spojrzenie z drugiej strony. Jestem lekarzem pediatrą, właśnie skończyłam pracę w przychodni. Dziś tylko jedna niezadowolona matka "" bo na pewno wrócimy, jemu bez antybiotyku nie przejdzie". Nie tak dawno, po moim dyżurze w opiece nocnej i świątecznej, mój ojciec odprowadzając mojego synka do szkoły wysłuchał jak jedna mama żaliła się drugiej mamie, że na dyżurze była ta -tu moje nazwisko i nie dała antybiotyku, więc trzeba będzie iść do ......, bo da antybiotyk i będzie spokój. Tak więc, to nie tylko nastawienie lekarzy, to również oczekiwania rodziców wpływają na opisaną prze Panią Redaktor sytuację.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama