Miłość to nie pluszowy miś...

– Miłość musi być wieczna. Jeśli po 10 latach ktoś stwierdza, że nie kocha małżonka, to znaczy, że nigdy go nie kochał – uważają Jadwiga i Paweł Rosowie. – Miłość też jest wtedy, gdy ugotuję Pawłowi pomidorówkę z makaronem, choć ja wolę z ryżem – dodaje Jadwiga.

Reklama

O narzeczeństwie jako okresie dojrzewania do miłości małżeńskiej mówi także diecezjalny duszpasterz rodzin. Kapłan przestrzega jednocześnie, że jego brak może mieć poważne skutki. – To budowanie małżeństwa na piasku – uważa. Dlatego państwo Orzelscy do okresu narzeczeństwa przywiązują wiele wagi podczas organizowanych przez siebie spotkań dla małżeństw. – Narzeczeństwo jest nadzieją na piękną, wieczną miłość, okresem patrzenia sobie w oczy i przekonaniem, że nic tej miłości nie zburzy. Ale zawsze mówimy młodym, żeby nie zapominali, że miłość jest bardzo krucha i po ślubie nie mogą zostawić jej samej sobie.

(Nie) tak jak w kinie

– Miłość małżeńska nie jest łatwa – przyznaje Dominika Warmuz. – Wymaga wytrwałości, wysiłku, ofiar i całkowitego poświęcenia się dla dobra drugiego – mówi. Dla naszych narzeczonych to sprawa przyszłości, ale bardzo bliskiej i ważnej. Uważają, że jej wyjątkowość opiera się na sakramentalnym wymiarze. – Instytucję, jaką jest małżeństwo, podnosi niemalże do rangi cudu – uważają. Jak to jest w rzeczywistości?

Małżeństwo Rosów nie ma wątpliwości, że miłość małżeńska to najpełniejsza forma bliskości dwojga ludzi. – Owszem, są aspiracje indywidualne, w końcu mamy różne zainteresowania czy potrzeby, ale te główne mamy określone jako wspólne. Ja męża pcham do nieba, on wciąga mnie i tak wędrujemy przez życie – mówi pani Jadwiga.

Irena i Ryszard Orzelscy mają za sobą 42 lata stażu małżeńskiego. Przyznają, że przeżyli wspólnie wiele pięknych chwil, które ich łączą, ale też wiele trudnych kryzysów. – Takich, po których, rozumując po ludzku, dawno już nie bylibyśmy razem. Ale dzięki postawie miłości, nad którą wciąż pracujemy, udało nam się przetrwać – mówią państwo Orzelscy.

Mówiąc o trudnościach, Jadwiga Rosa zaznacza, że jej zdaniem z tą miłością jest zupełnie inaczej niż w kinie. – Wcale nie wstrząsnęło mną, że nie słyszę smyczków w tle podczas pocałunków. Wiem, że nie muszę nudzić się jak królewna, tylko pracować całe życie nad sobą i nad naszym małżeństwem. I robię to. A Paweł robi to samo. To właśnie jest miłość – uważa.

Miłość jest constans, stała. Gdy mam dobry dzień, łatwiej mi wyrazić swoją miłość. Gdy mam gorszy, kocham pomimo. Cały czas, dzień w dzień, aż do znudzenia, aż do śmierci.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama