Nie tylko „pięćset”

Nie w samych pieniądzach tkwi problem niskiej dzietności.

Reklama

Nie milkną komentarze na temat rodzin i ich (potencjalnego) rozwoju. Nadal więc będzie o programie „500 plus”. A w zasadzie o tym, że nie samym chlebem rodzina żyje i nie samymi pieniędzmi. Więc i nie w samych pieniądzach tkwi problem niskiej dzietności. Dobrze, że program wspomagający rodziny finansowo zostanie wdrożony. Jednak to nie wystarczy, by rodziny decydowały się na (chociaż) dwoje dzieci. Nie mówiąc o trojgu i większej liczbie. Żeby zmienić podejście Polaków i Polek do liczby dzieci, potrzeba dużo więcej. Chodzi o mentalność, o zmianę nastawienia szczególnie młodych ludzi względem i siebie samych, i otoczenia, i obowiązków, i przyjemności.

Chodzi o umiejętność odkrywania, co jest naprawdę ważne, co piękne. W co warto zainwestować emocje, wysiłek i uczucia. Często rozmawiam z młodymi kobietami. Część z nich mówi: „Chciałabym mieć więcej dzieci. Ale mój chłop to leń”. Bądź też: „Chciałabym mieć trzecie dziecko, ale teściowa by mnie zabiła” (!). Jako „blokady” wymieniane są też ambicje zawodowe. Polki również boją się, że mając dwoje lub troje dzieci, po prostu pracy nie dostaną lub nie będą miały do czego wrócić po urlopie macierzyńskim. A panowie? Dostałam ostatnio kilka podobnie brzmiących listów: „Chcę drugiego dziecka, ale żona woli jedynaka. Mówi, że taka tradycja w jej rodzinie”.

Albo „Tak bardzo chciałbym mieć dużą rodzinę. Tymczasem moja mama, teściowa i żona absolutnie nie zgadzają się na jej powiększenie”. Teściowa się nie zgadza? O co w tym chodzi?! Prawdopodobnie o relacje. A raczej o ich brak. O trudności z małżeńską komunikacją, o brak zaufania. Również realne problemy kobiet, które chcą łączyć pracę zawodową z wychowywaniem dzieci. Aby tzw. dzietność była w Polsce większa, wiele problemów trzeba systematycznie i skutecznie rozwiązywać.

Znajomi rodzice ośmiorga (dorosłych już) dzieci, bardzo szczęśliwi ludzie, powiedzieli kiedyś, że po prostu „się kochali”. Więc i dzieci przybywało. Nie mieli „pięćset na dziecko”, nie mieli kokosów z pracy zawodowej wyłącznie męża. Dziś, jako starsi państwo, wspominają czas młodości i przyjmowania kolejnych dzieci na świat jako najlepszy w całym życiu. A ich dorosłe dzieci również dobrze poukładały sobie życie. Takich świadectw w dyskusji o demografii również bardzo potrzeba.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • BB
    18.02.2016 09:17
    święta prawda, często mamy i teściowe działają antykoncepcyjnie
  • Maluczki
    18.02.2016 16:54
    Kiedyś ludzie mieli dzieci, aby mieć zabezpieczenie na starość.
    Obecni ludzie mają przeważnie dzieci, bo Pan Bóg dał, albo tak wypada. Tych co mają je z miłości, to można na palcach policzyć
    Kiedyś dziecko było małym obciążeniem materialnym, a obecnie jest dużym obciążeniem, mało że materialnym, to jeszcze czasowym, bo trzeba mieć auto i wszędzie dziecko zawozić w drogim osprzęcie i innymi utrudnieniami, wymyślanymi przez różnych oświeconych i wykształconych. O napuszczaniu dzieci na rodziców i demoralizowaniu dzieci nie wspomnę.
    Gdyby obecnie młodzi ludzie zdawali sobie sprawę z tego, na co się porywają , decydując się na dziecko, to dzieci w Polsce nie rodziłyby się prawie wcale.
  • SzaraMysz
    20.02.2016 12:16
    W naszym (dziwnym) świecie szalenie ważne stało się "co ludzie powiedzą", albo nawet "co sobie pomyślą". Dulszczyzna to przy tym mały pikuś. Zmieniło się tylko to, czego się boimy - kiedyś było to ujawnienie romansu, mezalians, pozamałżeńskie dziecko. Dziś - "patologia" wielodzietności czy obciach wpadki.
    Matki i teściowe powtarzają hasła słyszane w młodości, kiedy to promowano model 2+2, a socjalistyczne zasiłki dla wielodzietnych były tak wysokie w stosunku do pensji, że słusznie budziły poczucie niesprawiedliwosci. Część odreagowuje własne decyzje o nieposiadaniu większej liczby dzieci albo przenosi je na kolejne pokolenie (skoro ja mogłam poprzestać na urodzeniu jednego czy dwójki dzieci, to było to słuszne i moje dziecko też tak powinno postąpić...).
    Do tego jeszcze przekaz medialny o wyższości kariery zawodowej nad opieką nad domem działa podobnie jak pigułka z "Seksmisji" (ta zamieniająca popęd seksualny na pęd do kariery). W końcu sprzątanie korytarzy, praca na kasie czy fakturowanie to takie rozwijające i twórcze zajęcia...
    W końcu te wszystkie argumenty - co sobie o mnie pomyślą itp. - pozwalają schować się za stereotypem i nie szukać prawdziwej odpowiedzi na pytanie: czego sam(a) się boję...
  • trzinaalli
    28.02.2016 15:45
    Oprócz wymienionych powodów malej ilości dzieci jest jeszcze jeden, o którym wielu zapomina. Mianowicie: "chcę mieć dużo dzieci, ale nie mam z kim ich mieć, bo nikt mnie nie chce"...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama