Janosiki

Jurek i Ilona Konieczni. Od lat pomagają bezdomnym. A im pomaga Pan Bóg.

Reklama

Stara kamienica, schodki. Na dzień dobry ni to przeszklona recepcja, ni to maleńkie biuro. A może bardziej mieszkanko. Lub kawiarenka, pokój do rozmów oraz przychodnia w jednym. – Smacznego. To ciasteczko dostaliśmy i to ptasie mleczko również. Ostatnio nawet lody z restauracji otrzymaliśmy. Nasi mają żołądki nie do zdarcia. Ale nie dlatego, że „tankowali”. Wyłącznie dlatego, że to wszystko wokół domu jest otoczone modlitwą – mówi Jurek Konieczny. – I dlatego wszy i żadna choroba się nie rozprzestrzeniają.

Dziwne, biorąc pod uwagę, że jesteśmy w domu, do którego przychodzą bezdomni z całego Krakowa? Wcale nie dziwne. Bóg czuwa. Stowarzyszenie Dobroczynne „Betlejem” Dom Łazarza wita w swoich progach. Wita pod dachem. I daje dach.

Milicjant i „kryminalistka”

– Bożej łaski doświadczamy ciągle i ciągle – mówi Ilona Konieczna, lekarz, szeroko znana jako „doktor Janosikowa”. Niegdyś oskarżona o to, że wydawała bezdomnym leki na recepty 100 proc. refundowane. Że to przestępstwo takie, ratować ludzi, którzy bez leków po prostu umrą. Na szczęście po latach koszmarnego procesu doktor Konieczna została uniewinniona. I nadal, cały czas, wraz z mężem ratuje ciała... i dusze osób bezdomnych.

– Tak, to jest wszystko zaskakujące. Ja, były gliniarz, komunista, alkoholik, zajmuję się takimi ludźmi... Jak to możliwe? Przecież moi podopieczni to nie „grzeczni” chłopcy i dziewczynki! Wyroki mają za sobą, odsiadki. Nienawidzą policji. A żaden z nich, znając moją milicyjną przeszłość, nie spojrzy na mnie złym wzrokiem. Szanujemy się. Bo ja rozumiem, że Ilonkę, z wyższych sfer kobietę, szanują. Ale mnie? – Jurek Konieczny pyta mocno zadziwiony.

Ale doktor Ilona burzy się: – Ja z wyższych sfer? Do niedawna przecież „kryminalistką” byłam. Zagrożona ośmioma latami pozbawienia wolności... Niestety mój ojciec adwokat nie doczekał ogłoszenia wyroku. Zmarł rok wcześniej. Znając realia sądowo-prawne, nie dawał mi wielkich szans na wygraną. Ale sędzia powiedziała w uzasadnieniu, że „z miłości to robiłam”. Taki wyrok! No czy to przypadek? Nie!

Cały proces był omodlony. Głęboko omodlony. Na sali sądowej zawsze obecny był ktoś, kto modlił się o serce sędziny. A prokurator? Do końca tak nieżyczliwa, w końcu wymyśliła, żebym pracowała społecznie! I... w prowadzonej przez siebie fundacji. No da się więcej?

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama