Przecieram szlak do nieba

Spędził w przestworzach ponad 500 godzin. I twierdzi, że tego uczucia nie da się opisać.

Reklama

Człowiek od zawsze chciał się wznieść w powietrze, najpierw Ikar próbował zrobić sobie skrzydła, potem Leonardo da Vinci czynił próby... Jako chłopiec lubiłem puszczać latawce, bawiłem się samolocikami – zaczyna opowieść Bernard Kochoń z Sukowic. – Aż po latach, przeglądając z kolegą gazety, znaleźliśmy artykuł o paralotniach.

Z lotu ptaka

Choć nie mieli o tym pojęcia, postanowili spróbować. Pojechali z ogłoszenia pod Wałbrzych. – Udało się wznieść na ok. 3 metry. I choć nie kupiliśmy oferowanego sprzętu, wiedziałem już, że to jest to – wspomina. Dwa kolejne lata kompletowali sprzęt i próbowali latać sami z okolicznych górek, nie znając zupełnie zasad. – To była partyzantka. Dopiero później poszliśmy na kurs. Z czasem kupiłem swój sprzęt, poznałem pionierów polskiego paralotniarstwa, robiłem kolejne uprawnienia. Zaczęły się wyjazdy w kraju, potem za granicę – Słowacja, Słowenia, Włochy – przyznaje lotnik. – Tę pasję dzielą różni ludzie: mechanik, prawnik czy menedżer. Najstarszy polski paralotniarz, mający 90 lat, dalej lata! – dodaje. Póki nie miał silnika, musiał ograniczać się do górek, gdzie były odpowiednie warunki termiczne. W okolicy domu nie sprzyjały, a jego marzeniem było zobaczyć, jak z góry wygląda rodzinna parafia. Więc dokupił napęd, zmienił skrzydło (paralotnię) na lepsze. – Byłem szczęśliwy, że mam takie widoki, ciszę, spokój i że jestem bliżej nieba. Przecieram sobie szlak – uśmiecha się pasjonat.

Powietrzny dekalog

Wydaje się, że przestrzeń powietrzna jest pusta, jednak w przestworzach obowiązuje wiele zasad. Przepisy określają, jak się mijać, z której strony stoku paralotnia ma pierwszeństwo. Wiele osób tego nie zna, więc trzeba uważać nie tylko na siebie, ale i na innych, tak jak na drodze. Latając z silnikiem, trzeba wiedzieć, jak się poruszać. Nad terenem niezabudowanym można nisko, przy miejscowościach do 60 tys. ludzi należy utrzymywać się 150 m ponad najwyższym punktem terenu. Są strefy, w których nie można latać swobodnie, trzeba przed startem zgłosić lot, wysokość i trasę do Służby Informacji Powietrznej (tzw. FIS), informować o wylądowaniu. To pomaga uniknąć zagrożeń. –

Lecąc nisko, trzeba bardzo uważać na druty, bo ich nie widać z powietrza – tłumaczy Bernard Kochoń. Nie wystarczy wiedzieć, za którą linkę pociągnąć. Różne warunki do latania są nad zaoranym polem, jeziorem czy lasem, bo każde inaczej się nagrzewa i oddaje ciepło powietrzu. Różnica temperatur między sąsiednimi warstwami powietrza może być znaczna. Potrzeba sporej wiedzy z zakresu meteorologii, fizyki czy geografii. Zdobywa się ją z czasem, doczytując i dopytując doświadczonych paralotniarzy. Łatwo popełnić błąd albo nie zauważyć np. bąbli termicznych, przegapić, że się zbytnio wznosi lub opada. Przyrządy, których paralotniarz ma na sobie sporo, nie zastąpią czujności. – Ważne, by obserwować chmury, rozpoznawać wiatry. To istotne przy planowaniu przelotów – tłumaczy pasjonat.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama