Zagubieni bez języka

Wszyscy, którzy posiadali Kartę Polaka, mają już pozwolenie na stały pobyt w Polsce, czyli prawa zrównane z prawami obywateli Polski, z wyjątkiem wyborczych. – Czekamy jeszcze na zakończenie procedur związanych z legalizacją pobytu osób, które są u nas jako azylanci – mówi ks. Piotr Hartkiewicz.

Reklama

Przyjechali do Polski z Ukrainy, miejsca ogarniętego wojną, w listopadzie ubiegłego roku. W sumie 188 osób. – Obecnie jest ich 186, bo kilka dni temu jedna z rodzin znalazła samodzielnie pracę w Tarnowskich Górach. Stwierdzili, że nie potrzebują już opieki, że sobie poradzą. Cieszę się, że podjęli taką inicjatywę. To udowadnia, że byli dobrze zmotywowani. Teraz jesteśmy na półmetku programu. Zdecydowana większość spraw idzie zgodnie z planem – mówi dyrektor Ośrodka Caritas w Rybakach ks. Piotr Hartkiewicz.

W swoim żywiole

Do sali wchodzi młoda nauczycielka. Uśmiecha się do swoich uczniów. Zapewne większość z nich jest starsza od niej, jednak to nikomu nie przeszkadza.

– Dlatego, że dzień dziś jest nieco senny, pozwolę państwu wybrać temat zajęć. Macie dwie możliwości: albo zajmiemy się aspektami czasowników, czyli zrobimy powtórkę i będziemy robić ćwiczenia gramatyczne, albo pobawimy się językiem i słowem oraz przypomnimy sobie polskie idiomy i przysłowia. Co państwo na to? – pyta. – A czy można na początku zadać kilka pytań odnośnie do zadania domowego? Bo mam pytania do zadania siedemnastego – mówi Olga. Pierwsze zdanie. „Mamy jutro spotkanie...”, i tu trzeba uzupełnić w odpowiedniej formie „profesor Paluszyńska”. Czy ma być „z panią profesorką”?

Te i wiele innych wątpliwości związanych z językiem polskim muszą wyjaśnić nauczycielki języka polskiego uchodźcom z Ukrainy, którzy mieszkają w Ośrodku Caritas w Rybakach. Przyjechali w listopadzie ubiegłego roku, by w Polsce rozpocząć nowe życie. Kiedy dorośli uczą się na intensywnym kursie języka polskiego, dzieci wyjeżdżają do szkół w Stawigudzie i Olsztynie. Te najmłodsze bawią się w przedszkolu, które znajduje się w jednej z większych sal ośrodka Caritas.

– Praca z dziećmi to sama przyjemność. Minęły cztery miesiące od momentu przybycia dzieci wraz z rodzicami do Rybak. Przez ten czas wiele się zmieniło. Już same przychodzą do przedszkola. Nie potrzebują towarzystwa rodziców w codziennych naszych zajęciach i zabawach. Czują się tu dobrze. Zżyły się z nami. Rozumiemy się świetnie. Oczywiście mówimy po polsku. Wszystkie zabawy i zajęcia prowadzone są w naszym ojczystym języku. Na początku były wyciszone, a dziś... Są w swoim żywiole – uśmiecha się opiekunka Teresa Jeżewska.

Dom i praca

– Jak widać, trwają wszystkie działania związane z ich adaptacją w Polsce. Trwa kurs języka, a że odbywa się w sąsiedniej sali, to praktycznie sam uczestniczę w lekcjach – uśmiecha się ks. Hartkiewicz. Chwali kursantów, którzy robią szybkie postępy. – A jest to ważne, bo znajomość języka pozwala swobodnie funkcjonować w społeczeństwie. Praca, załatwianie spraw w urzędach czy zwykłe zakupy. Bez znajomości języka człowiek czuje się często zagubiony – dodaje.

Podkreśla, że ważnym elementem adaptacji są spotkania z różnymi instytucjami, z którymi Polacy na co dzień mają do czynienia. – Przerobiliśmy już wszystkie podstawowe służby: policja, straż pożarna, ośrodek pomocy społecznej, urząd pracy, ZUS. Odbyły się ciekawe zajęcia prowadzone przez Państwową Inspekcję Pracy, by poznali oni prawa i obowiązki pracowników. Za chwilę wkroczą na nasz rynek pracy, a nie chcielibyśmy, aby ktoś ich oszukał – mówi ks. Piotr. Okazało się również, że ważne było szkolenie z systemu bankowego w Polsce. – Ukraiński system nie wzbudzał zaufania. Wielu z nich straciło pieniądze. Dlatego długo musieliśmy ich przekonywać, żeby założyli konto bankowe w Polsce – wyjaśnia.

Obecnie jedną z ważniejszych spraw jest znalezienie zatrudnienia i miejsca zamieszkania dla uchodźców. – Oczywiście, bank ofert założony przez MSWiA funkcjonuje już od dnia ich przylotu i rzeczywiście sporo tych ofert wpłynęło. Jednak nie jesteśmy jeszcze w stanie dać odpowiedniej propozycji wszystkim przybyłym rodzinom. Odbywają się spotkania z potencjalnymi samorządami i pracodawcami. Cała trudność procesu usamodzielniania polega na tym, że mamy całe rodziny. Szukając dla nich miejsca, musimy umieścić gdzieś nie tylko jedną osobę, ale współmałżonka i dzieci. Często są to rodziny wielodzietne. Musimy powiązać ofertę pracy z niezależną ofertą zamieszkania – wyjaśnia ks. Piotr.

Podkreśla, że ponad 90 proc. uczestników pierwszego programu adaptacji uchodźców w Polsce dobrze funkcjonuje w miejscach, gdzie zostali przyjęci. – To nie znaczy, że bez problemów. Każda polska rodzina się z nimi boryka. Ale nikt nie wrócił na Ukrainę. Niektórzy znaleźli już lepszą pracę od tej, którą otrzymali w ramach programu. Często są to ludzie dobrze wykształceni, z ambicjami, którzy przed wojną prowadzili z sukcesem własny biznes – dodaje ks. Hartkiewicz.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama