Ile procent zabobonu jest w każdym z nas?

No ile? Niby wcale, niby tacy jesteśmy niepodatni na zabobon. Bo przecież chyba każdy z wierzących wie, w teorii przynajmniej, że nie wolno dwóm bogom służyć. Tym bardziej czarom-marom i innym wróżom.

Kiedy jednak coś trudnego dzieje się w życiu, zamiast do Boga uciekamy często w „prostsze” i „skuteczniejsze”, czyli gusła. Niebezpieczne to i głupie przede wszystkim.

Przykład pierwszy z brzegu. Pani bardzo chora. Wierząca. Teraz, w obliczu choroby, próbuje przedziwnych specyfików, nie tylko typowo medycznych. I oczywiście „pomocy duchowej”, która to z pewnością „nie zaszkodzi, a pomóc może”. Czyli jakieś tam książki o samouzdrowieniu metodą autosugestii (proszę nie pytać, co to takiego). Oraz oczywiście wizyty u bioenergoterapeuty.

Na pomysł, by może iść na... Mszę św. z modlitwą o uzdrowienie, pani robi wielkie oczy i odpowiada, że „takie cuda jej nie interesują”. I koniec dyskusji!

Sytuacje ekstremalne pokazują stopień naszej wiary. To, czy myślimy o Bogu na serio. Bo albo się wierzy i ufa, albo dajemy Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek. Lub też na odwrót: diabłu świeczkę, Bogu ogarek, który ledwie, ledwie się tli.

Wiele jest sytuacji, które znamy z własnego podwórka. Wróżby, karty, „niewinne” podglądanie głupich jak but z lewej nogi programików z wróżem, który przez szklany ekran „pomaga” naiwnym. Już małe dziewczynki dostają wraz z kieszonkowym i głupim pisemkiem przeróżne horoskopy. Szkodliwość tych ostatnich polega głównie na tym, że od małego dziecko uczy się wierzyć nie temu, co trzeba. I szukać rozwiązywania swoich życiowych problemów na bzdurnych i nieskutecznych (!) płaszczyznach.

Papież Franciszek jakiś czas temu mówił o różnicy między wierzeniem jasnowidzom (i innym czarodziejom) a wiarą Jezusowi. I przestrzegał przed pokładaniem zaufania w zabobonach. Bo gusła i czary prowadzą wyłącznie na manowce.

„Życie chrześcijańskie jest takie proste” – mówił papież. – „Jezus jest bramą; On nas prowadzi w drodze, a my poznajemy Jego głos w błogosławieństwach, w dziełach miłosierdzia i kiedy uczy nas mówić: Ojcze”.

Mówmy więc z ufnością „Ojcze”. W każdej sytuacji. A „Bóg sam wystarczy”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja