Więcej niż siedem

Czy to, że ktoś czasem jest zmęczony zajmowaniem się swoją chorą żoną, mężem, ojcem czy matką to grzech? Uczynek "chorych nawiedzać" wcale nie musi być 
tak trudny, dopóki nie osiągnie poziomu "z chorym zamieszkać". 


Reklama

Miłość to bardziej czyny niż słowa. Albo inaczej – miłość bez słów, jest bardziej dosłowna.

Pani Nadzieja i pan Jerzy z Koszalina nie zamienili ze sobą słowa już od 15 lat. Rak krtani sprawił, że pan Jerzy po prostu zaniemówił. Kiedyś jednak z ich ust padło: „…i że cię nie opuszczę”. Od kilku tygodni pan Jerzy jest już leżący i trzeba zapewnić mu całodobową opiekę. Przyszedł czas na: „Sprawdzam!”. Czekoladki i róże zastąpiły pampersy i zastrzyki.


Miejsce


Czy zajmować się nim /nią u siebie, czy może lepiej znaleźć jakiś dom opieki albo hospicjum? To częste pytanie, które zadają sobie bliscy osoby chorej. Jak mówią specjaliści, nie ma w tym pytaniu nic nienormalnego. – Wszystko zależy od domu, chorego, samej choroby i jej fazy. Są sytuacje, kiedy chory bezpieczniej czuje się w szpitalu, np. przy dusznościach. Innym razem wręcz ucieka ze szpitala do domu, nawet wbrew zaleceniom – mówi dr Paweł Wiszniewski, specjalista medycyny paliatywnej, prezes pilskiego Towarzystwa Pomocy Chorym im. Sługi Bożej Stanisławy Leszczyńskiej, które w kwietniu zorganizowało konferencję na temat pielęgnacji chorych w domu.
 Oczywiście są ludzie, którzy zwyczajnie chcą „pozbyć się problemu”. Chory staje się przeszkodą, o którą życie potyka się na drodze do szczęścia.

Pracownicy socjalni podają przykłady sytuacji, które w nowym świetle stawiają definicje słów: „człowiek” i „ludzki”. – Nigdy nikogo zbyt łatwo bym nie oceniała. To są nieraz dramatyczne wybory – przyznaje jednak Mariola Lotko, psycholog, uczestniczka pilskiej konferencji. Czasami więzi pogmatwane przez całe życie nie ulegają cudownej naprawie w momencie choroby. Innym razem w domu po prostu się nie da.


Mąż pani Nadziei położył się na dobre dopiero kilka tygodni temu. – Aaa tam… Nie dam rady…? Muszę. Jesteśmy razem 53 lata. Mam teraz pozwolić, żeby koło niego latali obcy ludzie? Wiem, że byłoby mi łatwiej, ale chcę to dla niego robić – mówi kobieta, po czym dodaje pokornie: – Dokąd będę mogła.


Uczynki


Pani Anna z Koszalina zajmowała się swoimi rodzicami w sumie 9 lat. Tata umarł kilka tygodni temu. Pranie, karmienie, kąpanie, przebieranie – uczynków miłosierdzia co do ciała jest naprawdę więcej niż tych 7, które podaje katechizm.
 Violetta Manarczyk, która prowadzi hospicjum domowe „Promyk” w Koszalinie, zapewnia, że wszystkiego można się nauczyć. Patrzy z podziwem na rodziny swoich podopiecznych, którzy w domowych miniszpitalach zamieniają się w całkiem wykwalifikowany personel medyczny.

– Na początku wszystko wydaje się wręcz niemożliwe. Ale są sposoby, żeby sobie poradzić, także z dźwiganiem – mówi doświadczona pielęgniarka.
Jakie są te „pozakatechizmowe” uczynki miłosierdzia? Na przykład: „Pampersa bez ceregieli założyć”. To ważne, chodzi bowiem o intymność, którą łatwo naruszyć. – Mąż tak się przed tym bronił, że wstawał ostatkiem sił, żeby dojść do toalety. Trzy razy po drodze się przewracał, ale walczył. W końcu musiał skapitulować – mówi pani Nadzieja.

– Najlepiej zrobić przy tym trochę huku. U mnie to jest zawsze szybka akcja. Raz, dwa, trochę zamieszania, rozmowa o czymś, żeby chory nie miał wrażenia, że się tak na tym koncentrujemy – opowiada Violetta Manarczyk.


Jest oczywiście jeszcze wiele innych uczynków miłosierdzia, których domowy opiekun musi się nauczyć. „Zupkę dokładnie zmiksować”, „O godzinie podania leków pamiętać”, „Do odleżyn nie dopuścić”, „Kroplówkę umiejętnie podłączyć” – to tylko niektóre z nich.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama