Skąd nasz ród?

Podobno od czasów chrztu Polski przeszło przez nasze ziemie 40 pokoleń. A ile z nich potrafimy wskazać w historii naszych rodzin? Jak daleko sięga nasza rodzinna pamięć?

Reklama

Warto się wsłuchać w opowiadania najstarszych członków naszych rodzin; co się da, to spisać, sfotografować, zebrać pamiątki, odwiedzić groby – po prostu utrwalić tę rodzinną historię, którą powinno się znać. Na szczęście przyszła moda na poszukiwania genealogiczne.

Błędne zapisy, wątpliwi świadkowie

Tekla, Bartłomiej, Wojciech, Jan Kanty, Anna, Napoleon – to niektóre z imion w długim rodowodzie Mossakowskich. – Czasami odkrywam dziwne i zawikłane dzieje mojej rodziny. Widzę, jak przenika się historia moich przodków z dziejami Polski. Na przykład brat mojego dziadka brał udział w powstaniu górnośląskim, a mój dziadek w I wojnie światowej – mówi Andrzej Mossakowski, dawniej wójt podpłockiego Radzanowa.

Z wykształcenia jest inżynierem ogrodnikiem, ale od kilkunastu lat pasjonuje się genealogią swojej rodziny. – Od dziadków dowiedziałem się o losach moich przodków, ale dawniej nie miałem czasu i takiej pasji, by bliżej poznać te dzieje. To przyszło później – mówi pan Andrzej. Wśród jego przodków jest m.in. bł. abp Antoni Julian Nowowiejski. – Moja babcia była jego siostrą cioteczną. Utrzymywali kontakty między sobą – wyjaśnia.

Kilkanaście lat temu natknął się na publikację o dziejach swojej rodziny i nazwiska w roczniku Polskiego Towarzystwa Heraldycznego. O „Mossakowskich: u początku rodziny i nazwiska” napisał prof. Stanisław Mossakowski: – To mnie zainspirowało do tych poszukiwań. Poznałem również wybitnego znawcę tematu na Mazowszu Adama Antoniego Pszczółkowskiego. Zajmuje się on przede wszystkim historią szlachty północnego Mazowsza. Ma on niesamowitą wiedzę o rodach mieszkających kiedyś na tym terenie. Oprócz tych dwóch historyków pomocą jest dla mnie internet – mówi pan Andrzej.

W sieci jest baza wiadomości genealogicznych: na stronie genealodzy.pl. Korzysta się też z przebogatej Wielkiej Genealogii Minakowskiego. Ale poszukiwania w internecie to początek, który służy orientacji, gdzie – w jakich archiwach i innych miejscach – należy szukać. – Najwięcej informacji otrzymałem w Archiwum Diecezjalnym Płockim. Przeglądając akty urodzenia i chrztu oraz zgonu moich przodków, zamieszkujących parafię Gąsewo, ustaliłem genealogię rodziny do roku 1792, a więc do II rozbioru Rzeczpospolitej. Metryki są spisane po łacinie, polsku i rosyjsku. W moich poszukiwaniach doszedłem jeszcze dalej, aż do roku 1731, ale mam jeszcze pewne nieścisłości. Zdarza się bowiem, że w metrykach są błędy. Czasami świadkowie podawali nieścisłe informacje albo błędne imiona bądź źle je zapisywano. Te wątpliwe zapisy i metryki będę weryfikował w księgach wieczystych, zebranych w Archiwum Głównym Akt Dawnych w Warszawie – opowiada pan Andrzej.

Ale nie poprzestaje on na szukaniu dokumentów w archiwach. Odwiedza również parafie, kościoły i cmentarze, gdzie żyli jego przodkowie, choć materialnie nic już tam nie pozostało. Wtedy przynajmniej robi zdjęcia tych miejsc.

Legendy i fakty

Kopalnią wiedzy dla poszukujących swoich korzeni jest archiwum diecezjalne, mieszczące się w Wyższym Seminarium Duchownym. Tam zgromadzone są najstarsze zabytki sztuki piśmienniczej, bezcenne dokumenty pergaminowe i księgi liturgiczne, m.in. odzyskany rok temu Pontyfikał Płocki. Są tam również księgi metrykalne (od roku 1900 i starsze), zgromadzone z parafii diecezji płockiej, która dawniej obejmowała również rozległe obszary m.in. obecnej diecezji łomżyńskiej i drohiczyńskiej. 80 proc. kwerend w archiwum dotyczy właśnie spraw genealogicznych.

– Od nastolatków do emerytów, wszystkie grupy zawodowe zgłaszają się do naszego archiwum w poszukiwaniu swoich korzeni – mówi ks. Dariusz Majewski, dyrektor Archiwum Diecezji Płockiej. – Pamiętam, gdy tego samego dnia zgłosiły się do nas osoby z różnych części świata: ze Stanów Zjednoczonych, Australii i Anglii. Ciekawe i zawiłe były ich losy, ale korzenie wszystkich sięgały diecezji płockiej. Często ci ludzie nie mówią nawet po polsku, ale wiedzą, że tu powinni szukać przodków. Gdy w naszym archiwum przeglądamy metryki, odnajdujemy też błędy, choćby w pisowni nazwisk. Wychwytują je często ci, którzy szukają swojego rodowodu. I tak, dla przykładu, występują w naszej diecezji podobne nazwiska: „Załęski” i „Załęcki” albo „Jędrzejewski” i „Jedrzejewski”. Historycznie jest ono tym samym nazwiskiem, choć prawnie są one już różne, bo w jakimś dokumencie popełniono błąd, który następnie został powielony – mówi ks. dyrektor.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama