Pomówmy o pracy. Poważnie

Kilka tysięcy Dolnoślązakow mogłoby choćby dzisiaj rozpocząć legalną pracę w Czechach i w Niemczech. Ale nigdzie nie wyjadą, bo nie znają języka. To największy, ale nie jedyny grzech Polaków poszukujących pracy za granicą.

Reklama

Polacy są za granicą bardzo cenionymi pracownikami, zwłaszcza w branży budowlanej i motoryzacyjnej. Nie mniej superlatywów można powiedzieć o polskich gospodyniach domowych, pielęgniarkach czy krawcowych. Takie zdanie o naszych rodakach można było usłyszeć niemal na każdym stoisku międzynarodowych targów pracy, które odbyły się w Zgorzelcu.

– Gdybym miał większy samochód, mógłbym od razu stąd zabrać 15–20 osób do pracy w przemyśle ciężkim albo na budowach w Czechach. Odeszłyby im koszty dojazdu na miejsce. Niestety, mogę zabrać tylko trzech – mówi Waldemar Nowik, reprezentujący na targach firmę Luto Automotive. – Oczywiście potrzeba nam nie tylko fachowców, ale także osoby znające choć trochę język. A tych jest jak na lekarstwo – żałuje.

Oczekiwania i rzeczywistość

O język obcy – niemiecki lub czeski – pytali prawie wszyscy wystawcy oferujący pracę. – Proponujemy znakomite warunki pracy wakacyjnej dla młodych osób z terenu całej Polski. Docelowo możemy przyjąć na dwa miesiące nawet kilkaset osób. To głównie praca zmianowa przy kontroli części samochodowych – informuje przedstawicielka niemieckiej firmy Exact Systems. – Można u nas zarobić ok. 4 tys. zł miesięcznie. Oferujemy także możliwość awansu i pozostania u nas na stałe – dodaje.

Christoph Gonczewski reprezentujący w Zgorzelcu niemiecką firmę Job Timo ze Stadtlohn poszukuje głównie spawaczy. – Proponujemy bezpłatny dojazd do pracy, oferujemy mieszkanie, minimum 10 euro za godzinę i 500 euro miesięcznie ekstra za pracę na nocnej zmianie – mówi. Chętnych do podjęcia pracy nie brakuje. Są pełni chęci i determinacji, mają za sobą wieloletnie doświadczenie i są gotowi na przenosiny, nawet jeśli ma to oznaczać czasową rozłąkę. Brakuje im tylko jednego – znajomości języka.

– Każdy pracodawca w Niemczech oczekuje, że pracownik z zagranicy będzie się komunikował w jego języku. To standard, bez którego nie da się nic zrobić – uważa Anke Kirchhof z niemieckiego Zjednoczenia Pracodawców Przemysłu Maszynowego. – Znam przypadki, kiedy ktoś pisał w CV, że zna język, a na miejscu okazywało się, że to nieprawda. I wracał do domu na własny koszt – mówi.

Ze znajomością języka nie jest dobrze. Poszukujący pracy na targach skarżyli się, że blokuje im to dostanie dobrego, wymarzonego etatu. – Jestem zdruzgotana, bo chyba runęła moja ostatnia szansa na wyjazd. Szukam posady jako opiekunka osób starszych. Mam doświadczenie i chęci. Nie znam tylko języka i wszędzie mi mówią, że w takim razie nic z tego – żali się Elżbieta Lis ze Zgorzelca. Monika Engler przyjechała na targi z Lubania. Też nic nie znalazła, bo nie zna niemieckiego. – To raczej jest miejsce dla osób z językiem. Przekonałam się, że wolą nawet starsze osoby od młodszych, ale ze znajomością języka – mówi.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • marianna102
    26.05.2016 21:30
    Oczywiście, jadąc do pracy w Niemczech jako opiekunka trzeba znać język przynajmniej w stopniu komunikatywnym, to podstawa choćby zapewnienia podopiecznemu bezpieczeństwa. Bo co będzie jak poprosi o wezwanie lekarza, a tu opiekunka ani be, ani me? Jeszcze lepiej znać język dobrze, bo i danie można zrobić według pani ulubionego przepisu i pośmiać się razem z jakiegoś dowcipu. A bardzo dobrze ? Lepiej nie rozumieć, bo wtedy można się niechcący dowiedzieć, co Niemcy naprawdę myślą o Polsce i Polakach.
  • Gość
    11.09.2016 22:42
    Jedna wielka sciema.Najpierw obiecuja a potem jest wszystko inaczej.Potrzebuja murzynow do pracy.Okradaja ich z kazdej godziny i wiecznie im mało.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama