Wykreślony haczyk

Umowy kredytowe tysięcy frankowiczów zawierają niedozwolony zapis zwany klauzulą indeksacyjną. Jeden z klientów właśnie wygrał w sądzie z bankiem. Czy za tym wyrokiem pójdą kolejne?

Reklama

Zapis w standardowej umowie kredytowej z jednym z polskich banków: „W przypadku kredytu indeksowanego kursem waluty obcej kwota raty spłaty obliczona jest według kursu sprzedaży dewiz, obowiązującego w Banku na podstawie obowiązującej w Banku Tabeli Kursów Walut Obcych z dnia spłaty”. Co to znaczy? W praktyce na przykład to, że klient, który pożyczył 130 tys. zł, po 10 latach płacenia rat musi oddać jeszcze 160 tys. zł. Jednak w jego wypadku sąd orzekł, że klauzula od początku była nieważna, a kredyt, choć formalnie frankowy, był pożyczką złotówkową. Frankowicze liczą, że takich wyroków będzie więcej. W kolejce czeka zbiorowy pozew złożony przez ponad 4 tys. zadłużonych osób.

Frank? Nigdy nie było

Na przełomie kwietnia i maja warszawski sąd rejonowy wydał wyrok w sprawie klienta mBanku. Według naszych ustaleń kredytobiorcą był mężczyzna z Warszawy lub okolic. W 2006 r. wziął kredyt. 130 tys. zł było mu potrzebne na zakup mieszkania.

Podobnie jak w większości tego typu przypadków, pożyczka była tzw. kredytem indeksowanym. Takie kredyty są potocznie nazywane frankowymi, choć w rzeczywistości klient nie dostaje obcej waluty. Kwota pożyczki podana jest w złotych, następnie bank przelicza ją na franki. Raty wyliczane są we frankach, ale w dniu spłaty bank przelicza je z powrotem na złote i klient płaci w polskiej walucie. Umowa warszawskiego frankowicza zawierała klauzulę bardzo podobną do zacytowanej na początku. Na jej mocy bank sam mógł ustalać kurs szwajcarskiego pieniądza. W 2012 r. Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumenta wpisał takie rozwiązanie na listę klauzul niedozwolonych. Uznał, że jedna strona umowy nie może dowolnie wyznaczać wysokości raty.

Lepsza stopa

Klient mBanku spłacał raty, ale w styczniu 2015 r. cena franka gwałtownie wzrosła. W efekcie zadłużenie kredytobiorcy wynosi dziś 160 tys. zł, czyli więcej niż na początku. Mężczyzna poszedł do sądu. Twierdził, że sposób obliczania wysokości raty jest niezgodny z prawem.

Sąd pierwszej instancji przyznał klientowi rację. Mecenas Marcin Szymański z Kancelarii Drzewiecki, Tomaszek & Wspólnicy, który reprezentuje frankowicza, podkreśla, że sąd uznał, iż nieuczciwa klauzula w zasadzie nie podlegała negocjacjom – można było ją zaakceptować albo nie brać kredytu. Sędzia stwierdził, że zapis od początku był nieważny, za to pozostała część umowy obowiązuje, zatem kredyt od początku był złotówkowy. Z tej części umowy, która pozostała w mocy, wynika, że wysokość rat powinna zależeć nie od kursu franka ustalanego przez mBank, ale od tzw. stopy ­LIBOR, ustalanej na podstawie działalności instytucji finansowych z Londynu. Raty wyliczone na podstawie stopy LIBOR byłyby niższe. Sąd zdecydował zatem, że bank musi zwrócić klientowi różnicę między tym, ile już wyłożył, a tym, ile powinien był zapłacić. Kwota ta wyniosła blisko 19 tys. zł. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.

Banki nie składają broni

Rzecznik mBanku Tomasz Olszewski nie chce komentować sprawy, dopóki nie dostanie pisemnego uzasadnienia wyroku. Jak mówi, obecnie w umowach kredytowych mBanku nie ma już klauzuli indeksacyjnej, ale nie zdradza, ile takich umów podpisano z klientami wcześniej. Zapowiada, że jego firma będzie odwoływać się od wyroku. – W innych sprawach dotyczących klauzuli waloryzacyjnej, zawartej w umowach walutowych kredytów hipotecznych, sądy prezentowały dotąd odmienne stanowisko – dodaje. W jednej z przytoczonych przez niego spraw sąd uznał, że klient świadomie zgodził się na warunki umowy i choć jest stroną słabszą niż bank, powinien rzetelnie dbać o swoje interesy. W innym wyroku sędziowie, oddalając pozew kredytobiorców, stwierdzili, że nie byli oni w sytuacji, która zmuszałaby ich do zaciągnięcia pożyczki (wzięli ją na zakup mieszkania). Znane jest też orzeczenie Sądu Najwyższego, według którego zakaz stosowania klauzul indeksacyjnych oznacza tylko tyle, że nie można ich wpisywać do wzorców umów, zaś „legalność ich stosowania w konkretnej umowie może być badana w trybie kontroli incydentalnej”, czyli zależy od konkretnego przypadku.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • GośćLukas
    30.05.2016 19:47
    W końcu gdzieś można przeczytać prawdę. Dziękuję.
  • Alicja
    30.05.2016 21:46
    Nie mnie oceniać czy zapisy w umowie są zgodne z prawem. Pytanie brzmi czy ktoś zmuszał do brania kredytu we frankach? Ja wzięłam kredyt w złotówkach. Kupiliśmy mniejsze mieszkanie. Spłacamy raty dużo wyższe niż spłacali frankowicze. Mogłam wziąć kredyt we frankach i kupić większe mieszkanie, ale nie ryzykowałam. Ci, którzy zaryzykowali śmiali się ze mnie, że dobrowolnie daję zarobić bankom. Nie krzyczeli wtedy, że banki mnie oszukały. Krzyczą teraz.......
  • Gośći
    31.05.2016 07:23
    Ty Alicja a ja mam 37m i w zł nie miałam zdolności za to w CHF mogłam kupić 60m na co mnie namawiano nawet na remont nie chciałam wiec sie nie madrzyj
  • mieso1313
    31.05.2016 09:39
    Dziękuję za artykuł - wreszcie rzeczowy, obnażający nie tyle niemoc Państwa Polskiego ile jego najsłabsze ogniwo - Sądy. Gdyby Sądy w Polsce orzekały zgodnie z prawem i sprawnie, już dawno byłoby po "kłopocie". Jeśli bank łamie prawo, to za to łamanie prawa ma ponieść odpowiedzialność i karę, a nie podzielić się tą odpowiedzialnością z klientem. Nawet jeśli klient wybrał ten kredyt dlatego, że chciał zaoszczędzić, bo był tańszy niż złotówkowy, to nie klient złamał prawo, tylko bank!!
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama