Poczytaj mi… panie więźniu

Osadzeni w usteckim areszcie nagrywają audiobooka. Użyczają głosów do opowieści o zapomnianej słupskiej ulicy.

Reklama

Kręta już nie istnieje. Kilka wieków temu zahaczała o ogród różany, pielęgnowany przez siostry norbertanki. Przed wojną wiła się od ul. Francesco Nullo do Grodzkiej. Zbliżała się i oddalała od czterech wieżyczek kościoła św. Mikołaja. On też nie istnieje. Teraz mieści się tu Miejska Biblioteka Publiczna im. Marii Dąbrowskiej. Jej pracownicy chcą przywołać dawne dzieje.

Założyli, że muszą to zrobić nieszablonowo. Lekko, w sposób dostępny dla maluchów i ciekawy dla ich rodziców. Zrobili burzę mózgów: może powinna to być regionalna baśń? Może nadać jej formę audiobooka? Może powinien go przeczytać ktoś, komu przygoda z książką odmieni coś w życiu?

Realizatorzy tych pomysłów wręcz sami wpadali bibliotekarzom w ręce. Przyjaciółka dyrektorki MBP Danuty Sroki, Jolanta Nitkowska-Węglarz, dała się namówić na napisanie dawno obiecanej baśni. Pan Wojciech, osadzony w usteckim półotwartym zakładzie karnym, a pracujący w bibliotece jako konserwator, budził sympatię i miał to „coś”. Zaskoczony zgodził się użyczyć głosu na ścieżce dźwiękowej. Aktorka Nowego Teatru Marta Turkowska wpadła z synkiem do biblioteki po książkę, a wyszła z propozycją warsztatów lektorskich dla pana Wojtka i dwóch innych, również osadzonych. A wszystko niemal od razu, w jednym czasie, jakby baśń sama chciała w ten sposób zaistnieć.

Poczytaj mi, tato

Jolanta Nitkowska-Węglarz nie pierwszy raz siadała do pisania bajki inspirowanej historią. Wena w takim przypadku to za mało. Trzeba było poznać wielowiekową historię budynku dzisiejszej biblioteki. Wertowała więc archiwa z pytaniami o siostry norbertanki, które dawniej miały tu klasztor, o ślady po kościele św. Mikołaja oraz o mieszczące się tu szkoły i magazyny. Ostateczna wersja baśni był gotowa rok temu na 70-lecie MBP.

– Baśń „O skrzatach i tajemnicy czterech wieżyczek” łączy pokolenia. Motywuje, by zapoznać się z historią tego miejsca i z historią Słupska w ogóle – wyjaśnia z dumą D. Sroka.

– Joli udało się tę naszą historię nieco zaczarować. Autorka zażyczyła sobie, by tekst, okładka, ilustracje stanowiły zgraną całość. I taka powstała, póki co w pamięci komputera, za kilka miesięcy zostanie wydana także w wersji papierowej. Pisarka nie przewidziała jednak, że jej dzieło otrzyma także głos, prawdziwy głos lektora. Mężczyzny. Po przejściach. Ale czy to dobry pomysł? Bo przecież dla wielu skazany równa się… nieoczytany. No i pewnie nie umie interpretować literatury…

– To jest stereotyp – upiera się D. Sroka. Zło, które takich ludzi dotknęło, to według niej długa, ale czasem niezawiniona historia, sięgająca dzieciństwa, zaniedbanej edukacji i kiepskich wzorców w rodzinie. – Nie mamy prawa do oceniania ludzi, ma je tylko Bóg. To, co możemy tu, w bibliotece, zrobić, to wciągać ich do działań edukacyjnych.

W domu pana Wojtka pękali ze śmiechu. „Tata, popukaj się w głowę”, mówili dwaj synowie. Pana Wojtka to nie dziwi. – Przecież ja własnym dzieciom nie czytałem, a teraz po latach mam czytać bajki w radiu? – śmieje się sam z siebie. Domowników zamęczał ćwiczeniami z dykcji, zaraz po tym, jak po przystąpieniu do projektu „Audiobook na Krętej” wyszedł na zwolnienie warunkowe. Ilekroć słyszeli, jak pilnie deklamuje dla rozruszania języka: „Pierwsza wrona bez ogona…”, łapali się ze śmiechu za brzuchy. Ale sprzyjali. „Spróbuj” – mówili, dumni w gruncie rzeczy. Ten tata, który ma to i tamto za uszami, teraz…

– Dla więźniów to ważne móc sobie powiedzieć: nagrywam audiobooka. Czytam, ćwiczę dykcję, profesjonalista uczy mnie emisji głosu, wiem, jak stosować akcenty w zdaniu – wyjaśnia emocje podopiecznych dyrektor Sroka. – A potem otrzyma gotową płytę, oprawioną muzyką, z własnym nazwiskiem na okładce. I wie, że słuchać jej będą ludzie, także niewidomi, bo tak zakłada projekt. Będą słuchać głosu kogoś, kto sam o sobie myśli, że jest kimś mało ważnym. To dla ludzi po przejściach okazja do odbudowania siebie.

Dyrektor przytacza podobną historię pewnego więźnia z Podlasia, który po pracy nad audiobookiem zaczął o sobie inaczej mówić, myśleć. A głównym impulsem było to, że jego syn zechciał go wreszcie odwiedzić za kratkami, właśnie po tym, jak dowiedział się, że tata jest głosem opowieści na płycie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama