Wielodzietnych portret własny

Zarabiają tyle co inni, więc na głowę mają mniej. Tłoczą się w ciasnych mieszkaniach. Słyszą niemiłe docinki. I są zadowoleni. Tak wynika z raportu „Wielodzietni w Polsce 2016”.

Reklama

Jasiu, zanieś PiT-a

Być może zamieszanie z trzecim dzieckiem byłoby mniejsze, gdyby nie brakowało miejsca na łóżeczko. Rzadko się jednak zdarza, by rodzina wielodzietna miała duże mieszkanie. Ponad połowa musi się zmieścić na najwyżej 70 m kw. Zarobki także nie różnią się od dochodów statystycznego Polaka, co oznacza, że sytuacja materialna jest na ogół trudna. 58 proc. wielodzietnych rodzin ma do dyspozycji mniej niż 3 tys. zł miesięcznie (w sumie, nie na głowę). 47 proc. stwierdziło, że nie wystarcza im na bieżące potrzeby. Większość dochodów pochłania żywność (średnio 958 zł miesięcznie), spłata kredytów i długów (934 zł), rachunki (700 zł) czy transport (265 zł). Średnio 73 zł przeznacza się na kulturę i rozrywkę, co oznacza, że wyjście do kina lub kupno książki to rzadki luksus. Trudno się zatem dziwić, że ponad połowa matek, oprócz zajmowania się dziećmi, pracuje zawodowo. Z drugiej strony – zdecydowana większość ojców pomaga w domu. 77 proc. panów pierze, 75 proc. gotuje, 79 proc. prasuje. Mężowie częściej od żon wyrzucają śmieci (28 do 20 proc.), za to znacznie rzadziej odrabiają z dziećmi lekcje (17 do 88 proc.). Obowiązki mają także dzieci. Na ogół to typowe zajęcia domowe, ale w co piątej rodzinie potomstwo załatwia też sprawy w urzędach. – Rodziny wielodzietne wymagają podziału pracy – mówi Michał Owczarski z Łodzi, ojciec trojga dzieci. – W kuchni mamy dyżury – tydzień ja, tydzień żona, tydzień najstarsze dziecko.

Zaufałem Panu

Dwie trzecie małżeństw mających większą gromadkę dzieci zawarto w kościele. Większość takich rodzin mieszka w tych regionach Polski, gdzie odsetek osób wierzących jest wysoki: na wschodzie i południu kraju, częściej w mniejszych miastach niż w metropoliach. Czy w takim razie rodzina wielodzietna to rodzina katolików? – Zdecydowanie tak – odpowiada Jolanta Próchniewicz. Jak podkreśla, wielu rodziców decydujących się na większą liczbę dzieci jest mocno zaangażowanych w życie Kościoła i to stąd bierze się otwartość na życie. Polega ona na tym, że małżonkowie nie tyle planują kolejne dzieci (tak odpowiedziało 8 proc. ankietowanych), co raczej są gotowi je przyjąć (30 proc.). Nasi rozmówcy potwierdzają, że zaufanie do Pana Boga to podstawa.

– Jak się ma trochę wiary, to się nie lęka – uważa Agata Grzyb, która razem z mężem należy do wspólnoty neokatechumenalnej. W takiej samej grupie jest Tomasz Spławski. – Po ludzku to wariactwo – mówi ojciec dziewięciorga dzieci. – Budowaliśmy dom, nie mając na to ani złotówki. Prezbiter powiedział mi wtedy: „wszystko jest kwestią wiary, my tak budujemy seminaria”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama