Ich Mount Everest

– Miarą wartości warsztatów są osobiste sukcesy uczestników – podkreśla Zofia Trochimowicz-Warga.

Reklama

Ale te sukcesy mają różne oblicza – to, co dla jednych jest zwykłą codzienną czynnością, dla innych może być zdobyciem szczytu wielkiej góry. Mimo trudności, jakie piętrzy przed nimi świat, idą do przodu, ciesząc się wraz ze swoimi bliskimi i terapeutami z każdego osiągnięcia. Najważniejsze, że mają z kim dzielić radość.

Pani Monika...

10 lat temu dostała niespodziewaną szansę. – Pewien przedsiębiorca z Lublina szukał kontaktu z tarnobrzeską delegaturą PFRON. Ktoś mylnie skierował go do naszych Warsztatów Terapii Zajęciowej – wyjaśnia Zofia Trochimowicz-Warga, kierownik warsztatów oraz przewodnicząca tarnobrzeskiego Koła Polskiego Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym. – Jak się okazało, był to szczęśliwy traf. Pan bowiem chciał zatrudnić w jednej ze swoich pralni osobę niepełnosprawną, stąd jego poszukiwania PFRON. I tak, od słowa do słowa, zapytałam, czy mógłby zainteresować się kimś od nas. Miałam już wówczas na myśli Monikę, która była bardzo samodzielna, energiczna, niezwykle chętna do działania. Dała się poznać jako świetna organizatorka – opowiada.

– I tym sposobem, dzięki szefowej, czyli Zosi, bo tak ją nazywamy, od 10 lat jestem zupełnie niezależna – cieszy się pani Monika. – Choć bynajmniej nie mogę się określić osobą wolną, gdyż 5 lat temu wyszłam za mąż. Z mężem znaliśmy się od bardzo wczesnego dzieciństwa, ale na dobre zaiskrzyło kilka lat temu. Mogę siebie określić jako osobę spełnioną, bo mam męża, własne mieszkanie i pracę. Rodzice zdecydowali się wyłożyć pieniądze i kupić jej mieszkanie, ale ona postanowiła dołożyć też swoje oszczędności. – Udało mi się odłożyć pewną sumkę i bardzo mi zależało, abym miała też swój udział w kupnie moich czterech kątów – wyjaśnia.

Pani Monika wiarę w siebie w ogromnej mierze zawdzięcza swojej mamie, która – mimo problemów córki z wymową i słuchem – nigdy nie traktowała jej ulgowo, ale jak w pełni zdrową osobę. – Może się wydawać okrutnym stawianie swoim dzieciom wymagań, które czasami są ponad ich siły. Ale nic bardziej mylnego – to je ciągnie w górę, mobilizuje, dopinguje do walki o siebie – podkreśla Z. Trochimowicz-Warga. – Mama Moniki widziała w niej w pełni sprawnego człowieka i to dzięki jej podejściu dziewczyna może cieszyć się i żyć jak inni. Ba! Potrafi nawet ludzi ustawiać do pionu, tak jak swojego męża. Nie tak dawno pojechałyśmy do Warszawy na jakieś spotkanie. Przed powrotem Monika zadzwoniła do męża i, nie dopuszczając go do słowa, wydała mu polecenia: „Będę w domu ok. 17.00, dlatego obierz i podgotuj ziemniaki. Masz przygotowane ubrania do prania, włóż je do pralki i nastaw odpowiedni program. A jak pralka skończy chodzić, powieś je, żeby zdążyło przeschnąć i uprasuj. Bo lekko wilgotne zdecydowanie lepiej się pracuje niż zupełnie suche”. Słuchałam tego oniemiała. Monika, widząc moją minę, skwitowała to krótko: „Męża trzeba sobie wychować”.

Założenie rodziny, wejście na czynny rynek pracy pani Monika postrzega jako swoje największe sukcesy, dlatego o innych osiągnięciach, w tym sportowych, na których zdobywa laury w konkurencji nordic walking, wspomina tylko mimochodem. Choć nie ukrywa, że sprawiają jej radość. – Niedawno, podczas zawodów w Kolbuszowej, inni zawodnicy nie wierzyli mi, że mam orzeczenie o niepełnosprawności – śmieje się. – Pytali nawet, jakim sposobem je zdobyłam i kto mi je dał. I to też jest moim zwycięstwem, którego nie osiągnęłabym bez mojej mamy, szefowej i kochanych warsztatów, gdzie tak wiele się nauczyłam.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama