Koniec z narzekaniem

Osiedlowy dom kultury kończy działalność i przenosi się do centrum miasta. Lokalni działacze, artyści i mieszkańcy nie zamierzają siedzieć z założonymi rękami.

Reklama

– Jeśli chcemy mieć w Małym Kacku przestrzeń do rozwoju, sami musimy ją sobie stworzyć. I stworzymy. Przy kościele – zapowiadają.

Typowe osiedle domków jednorodzinnych. „Ziemia niczyja” albo „wieś w środku miasta” – nazywają Mały Kack mieszkańcy. – W naszej nieco zapomnianej dzielnicy brakuje podwórek, gdzie dzieci mogłyby spędzać czas na grach i zabawach. Również okoliczna młodzież nie ma swojego miejsca. Zazwyczaj ciekawe zajęcia pozalekcyjne odbywają się w szkołach – gimnazjach czy liceach. A tych zwyczajnie u nas brakuje – podkreśla Marek Hermann, przewodniczący rady dzielnicy. – Jedyną taką przestrzenią otwartą dla wszystkich, niemal 24 godziny na dobę, jest kościół pw. Chrystusa Króla wraz z plebanią. To serce Małego Kacka. Tutaj kwitnie życie duchowe, towarzyskie i kulturalne naszej „małej ojczyzny” – dodaje.

Teatr lepszy od fejsa

Członkowie kilku grup artystycznych działających przy parafii i dzielnicowi aktywiści nie czekali biernie, aż z mapy Małego Kacka zniknie na dobre funkcjonujące od lat centrum kultury. Zjednoczyli siły z proboszczem ks. Zenonem Pipką i w przykościelnej salce zorganizowali pierwsze teatralne warsztaty dla miejscowej młodzieży. Frekwencja przerosła oczekiwania – do projektu zgłosiło się ponad 20 osób.

– Dotychczas odbyły się dwa spotkania. Podczas pierwszego młodzież poznała od kuchni pracę aktorów z Teatru Miejskiego w Gdyni. Drugie miało miejsce w gdańskim teatrze Wybrzeże – mówi Wojciech Mikuć, parafianin, aktor teatru Nazaret, współtwórca warsztatów. – Odwiedziliśmy zakamarki teatru niedostępne dla publiczności. Widzieliśmy rekwizyty i środki służące do imitowania ran czy krwi na scenie, rozmawialiśmy z zawodowymi aktorami, mogliśmy zapytać, jak przygotowują się do roli, jakie techniki stosują, które elementy ich pracy są najtrudniejsze. Interesuję się teatrem od 6. roku życia, sama amatorsko występuję na scenie, więc było to dla mnie bardzo pouczające spotkanie – opowiada Klara Mocek, gimnazjalistka. – W czasie prawie dwugodzinnego spaceru po teatrze nikt nie wyjął komórki, by sprawdzić, „co nowego na fejsie”. To nasz duży sukces – dodaje z uśmiechem W. Mikuć.

Kolejne spotkania odbędą się pod koniec sierpnia. – Planujemy zajęcia z emisji, estetyki i higieny głosu. Pomożemy młodym ludziom w budowie scenografii. Podpowiemy w kwestiach nagłośnienia i oświetlenia. Zaprosimy do współpracy profesjonalnych aktorów – wylicza Anna Halasz, polonistka, poetka, reżyser teatru Przystań. Bezpłatne warsztaty zakończą się prezentacją szerszej publiczności przygotowanego od podstaw spektaklu.

Centrum otwarte dla wszystkich

Oprócz warsztatów teatralnych w parafialnej salce odbywają się także darmowe kursy angielskiego, turnieje szachowe, działają klub filmowy, kawiarnia i czytelnia. – Niestety, salka – jak sugeruje nazwa – nie daje możliwości rozwinięcia skrzydeł. Jest zwyczajnie za mała. Stwierdziliśmy, że warto zrobić krok dalej – mówi ks. Zenon. Tak, przy aprobacie abp. Sławoja Leszka Głódzia, narodził się ambitny pomysł stworzenia w Małym Kacku... Katolickiego Centrum Kultury.

– W najbliższych tygodniach ukonstytuuje się stowarzyszenie, które będzie nadzorowało prace budowlane i późniejsze przedsięwzięcia kulturalne. Niemałe pieniądze potrzebne na realizację projektu już udało nam się zdobyć od zewnętrznego sponsora – zaznacza Jarosław Szydłak, reżyser teatru Nazaret, pomysłodawca i koordynator KCK.

– Teraz, żeby wziąć udział w jakichkolwiek warsztatach, muszę dojeżdżać do centrum miasta. To nie takie proste, ze względu na korki i dodatkowe pieniądze potrzebne na przejazd. Części osób po prostu na to nie stać. Powstające centrum to szansa dla wielu młodych ludzi – uważa Ola Mikuć, gimnazjalistka, mieszkanka Małego Kacka. Jednak – jak podkreślają inicjatorzy – oferta KCK nie będzie skierowana wyłącznie do młodzieży. – Zależy nam na aktywizacji okolicznych seniorów, którzy też nie mają gdzie się podziać.

Ks. Zenon wpadł niedawno na świetny pomysł. Naprawił zdezelowany samochód, zebrał grupę wolontariuszy, którzy dowożą starsze i schorowane osoby na Msze św. Młodzież żartobliwie nazwała pojazd moherobusem. W przyszłości seniorzy będą mogli dojeżdżać nie tylko na nabożeństwa, ale także na interesujące ich warsztaty i zajęcia – tłumaczy M. Hermann.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama