Franciszek – papież rodziny

To właśnie starsze pokolenie ma ogromny wpływ na wiarę młodych.

Reklama

Uczestniczyłam w papieskiej Mszy św. w Częstochowie. Razem z tysiącami nieco mniej młodych metrykalnie, ale młodych duchem. Tuż pod wałami jasnogórskimi, gdzie nie spojrzeć: matki z córkami, ojcowie z synami, całe familie, od starszej babci począwszy, po malucha w wózku. Mocne to. Bo pokazujące, że na czymś nam wszystkim międzypokoleniowo zależy. I ktoś nas wychował. I dobrze się stało, że podczas homilii papież, mówiąc o historii Polski, o wierności wierze i Chrystusowi, podkreślił rolę rodziny – w tym rodziny wielopokoleniowej, w przekazywaniu wiary. „Także wasza historia, uformowana przez Ewangelię, krzyż i wierność Kościołowi, była świadkiem pozytywnego wpływu autentycznej wiary, przekazywanej z rodziny do rodziny, z ojca na syna, a zwłaszcza przez matki i babcie, którym trzeba bardzo dziękować”. Te słowa, przyjęte wyjątkowo ciepło przez zgromadzone tłumy, wzruszały prawdziwością i wyczuciem polskości. Papież niejako przypomniał starą prawdę, która czasem jest dyskredytowana albo ośmieszana. Tymczasem to właśnie starsze pokolenie ma ogromny wpływ na wiarę młodych. Dla starszych słowa papieża to nobilitacja. Dowartościowanie dobra i trudu. Dla młodych, w tym młodych i przyszłych rodziców, są zadaniem na przyszłość. Najważniejszym zadaniem.

Warta przypomnienia jest też katecheza Franciszka z okna papieskiego w Krakowie. „Ponieważ nie jest rzeczą łatwą stworzenie rodziny i nie jest łatwo poświęcić życie i zobowiązać się na zawsze, trzeba mieć odwagę” – mówił Ojciec Święty. Odwagi, niezaobrączkowani! – chciałoby się dopowiedzieć. Papież podał też prostą receptę na małżeńskie konflikty: „Nigdy nie kończcie dnia bez zawarcia pokoju”. Któryś z komentatorów kręcił nosem: „Gdyby to było takie proste, nie byłoby rozwodów”. Ale to właśnie jest proste. Tylko mało kto powyższe zasady naprawdę realizuje...

Inne mocne słowa dotyczące rodziny, które, jak się wydaje, nieco jednak umknęły w komentarzach publicystów, to słowa papieskiego przemówienia na Wawelu. Papież mówił o ludzkim życiu, które musi być: „(…) zawsze przyjęte i chronione – od poczęcia do naturalnej śmierci, i wszyscy jesteśmy powołani, aby je szanować i troszczyć się o nie. (...) Do zadań państwa, Kościoła należy towarzyszenie i konkretna pomoc wszystkim, którzy znajdują się w sytuacji poważnej trudności, aby dziecko nigdy nie było postrzegane jako ciężar, ale jako dar, a osoby najsłabsze i najuboższe nigdy nie były pozostawione same sobie”.
Nie sposób nie odczytywać tych zdań jako konkretnego zadania do wykonania. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • trzinaalli
    04.08.2016 12:57
    Właśnie w Częstochowie była prawdziwa wspólnota. Wszyscy tam byli równi, nie było tam kryteriów "lepszości". Tymczasem ŚDM to faworyzowanie "młodych" z jednoczesną dyskryminacją i wykluczaniem większości pozostałych, co wyczerpuje łamanie choćby art. 1. i 2. Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Najdziwniejsze jest to, że pomysłodawcą ŚDM był papież, który walczył z dyskryminacją i nierównościami. Jeśli ktoś "młody duchem" znajdzie się wśród nastolatków, to spotka się z ostracyzmem, pogardą i lekceważeniem (ze strony "katolików"). Tak więc zostaje mu tylko owa "kanapa". I dobrze, że tylko kanapa i telewizor, bo czasami poprzez odrzucenie innych ktoś wpada w szpony różnych wyniszczających nałogów, a nawet popełnia samobójstwo.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama