Łzy Agnieszki

Gdy serce przestaje na chwilę bić, nie oznacza to, że miłość się wypala. Wręcz przeciwnie. Czasem wzrasta i wzrasta. Mimo łez…

Reklama

Maks ma 11 lat, Olcia – 10. Lubią bawić się z ojcem piłką. Albo gadać do niego o wszystkim. Przyprowadzają kolegów. Umieją też zadbać o higienę ojca, ugotować obiad. I tulą mamę Agnieszkę. Szczególnie gdy do domu rodziny Połciów wkrada się czasem smutek…

Remoncik

Dziś jeszcze dzieci nie ma. Przebywają na obozie tanecznym – żeby się trochę oderwać i odpocząć. Przez ten czas mama Agnieszka i jej przyjaciółka Iwona Lis oraz gromada przyjaciół zajęli się remontem mieszkania. Ściany pomalować, meble wymienić w dziecięcym pokoju, lampy, drzwi – bo stare były jak świat. Po wielu dniach intensywnej pracy pozostało już tylko szafę ogarnąć: zdemontować, zapakować do windy, przewieźć na warszawską Ochotę i z powrotem tutaj zamontować. Tyle że wiadomo: na piąte piętro wielka szafa pojedzie windą. Potem z piątego na szóste trzeba będzie szafę wnieść. To wnoszenie i znoszenie jest zresztą zmorą Agnieszki. Przecież męża, Kuby, nie daje rady już znosić… – Dzieci nie wiedzą, że tyle się w mieszkaniu zmieniło. Jak zobaczą własny pokój, to chyba padną ze szczęścia. Żeby mi zawału nie dostały – śmieje się pani Agnieszka. Choć dwie łzy, takie łzy wdzięczności, niepostrzeżenie ociera z policzka.

– Przed remontem to było mieszkanie od lat bardzo zaniedbane. Ja sama nie mogę uwierzyć, że idę po przedpokoju i nie obijam się o wiszące wszędzie ubrania. To wszystko dzięki Iwonce! – pokazuje palcem kąt stołu, przy którym siedzi przyjaciółka. Iwona Lis, czyli twórczyni Fundacji „Forani”, od lat pomaga ofiarom (przeróżnych) wypadków. O Agnieszce i jej mężu dowiedziała się przypadkiem rok temu.

Agnieszka i Kuba poznali się kilkanaście lat temu. Ona kucharka, on kucharz. Ona była jego szefową, a Kuba… średnio ją najpierw cenił. – A jak to się później stało, że zaiskrzyło, to ja nie wiem do dziś – pani Agnieszka snuje miłosne wspomnienia. Pobrali się, urodził się Maks, później Olcia. Rodzinne szczęście. Kuba, zdolny i pracowity, lepszą pracę dostał w modnej i eleganckiej restauracji. Ale wtedy pojawił się pierwszy schodek. Czy raczej dysk. – Wypadł mi nagle i tutaj – pani Agnieszka pokazuje okolice dolnego kręgosłupa – zerwały mi się całkowicie nerwy. Leżałam jak kłoda wiele miesięcy, leczyli mnie, jak potrafili. Mąż musiał wziąć opiekuńcze zwolnienie. Bo ja niepełnosprawna, a dwoje maleńkich dzieci w domu. On dom ogarniał, za mnie wszystko robił, do toalety nosił. Czy już jest ze mną dobrze? Po latach leczenia i rehabilitacji jako tako, choć bywa ciężko… Szczególnie gdy muszę się nachylać nad Kubą – mówi Agnieszka, jednak szybko dodaje: – Ale, ale! Żeby nie było – Kuba również się mną opiekuje. Nawet teraz!

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • ifos
    09.09.2016 11:10
    Pani Agnieszko, czytając ten artykuł popłakałam się jak bóbr..... Trzymajcie się Kochani myślę , że w takich chwilach życia Jezus jest bardzo blisko człowieka i podtrzymuje go. Nie traćcie nadziei na lepsze jutro, bo jak napisał ks. Jan Twardowski- " Miłość światło zapala, nadzieja uczy czekać pomaleńku." Pozdrawiam Serdecznie. Będę pamiętać o Was w modlitwie.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama