Sposób na dużą rybę

Niemal każdy, kto pierwszy raz udał się z wędką nad rzekę czy jezioro, marzył o złowieniu dużej ryby. Jednak dla wielu wędkarstwo to nie tylko sposób na odpoczynek i relaks, ale także życiowa pasja niosąca wiele emocji.

Reklama

Od paru dni w południowej Polsce dość mocno padał deszcz. Wisła, która od kilku dobrych lat boryka się z niskim poziomem wody, zaczęła wzbierać. Woda podnosiła się, zakrywając kolejne centymetry na wodomierzu. Niemal proporcjonalnie do podnoszącej się wody przybywało wędkarzy, którzy zajmowali swoje łowiska na brzegach rzeki.

– Każdy ma swoje ulubione, wybrane i sprawdzone miejsca. Znamy tę rzekę od lat. Mnie przyprowadził tutaj ojciec, gdy miałem kilka lat, tu uczyłem się wędkowania. To piękna rzeka, można w niej złowić naprawę ładne ryby – podkreśla pan Kazimierz, przygotowując sprzęt wędkarski. – Na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że woda w Wiśle jest brudna. Nic bardziej mylnego. Woda w Wiśle jest czysta. Potwierdzają to żyjące tutaj rzadkie gatunki ryb, żółwie i całe ławice małżów, które mają się dobrze i całkiem licznie rozmnażają się w wodach naszej rzeki – informuje Mateusz Grębowiec, sandomierski wędkarz.

Wyprawa na suma

– By sprawdzić, jak się łowi na Wiśle, trzeba samemu spróbować – podkreśla Paweł Rewera, zapraszając do swojej łódki. Po włożeniu kapoków i zapoznaniu się z zasadami bezpiecznego pływania ruszamy na Wisłę. Rzeczywiście rzeka mocno przybiera. Wędkarz ustawia łódkę w jednej z zatoczek. Kotwiczymy ją do brzegu i można zacząć przygotowania do prawdziwej wędkarskiej przygody.

– Tak naprawdę nie pamiętam, kiedy zacząłem wędkować – zaczyna opowieść pan Paweł. – Tę pasję zaszczepił we mnie ojciec. W wieku 7 lat miałem już kartę wędkarską. Wtedy to było wędkowanie amatorskie. Frajda była, jak łowiło się przede wszystkim dużo ryb. Każda z nich dawała radość. Jednak z czasem nabiera się ochoty na coraz bardziej specjalistyczne wędkowanie. Uwagę przykuwa złapanie jakiejś rzadkiej ryby lub dużego okazu. Jeden z moich kolegów specjalizuje się w łapaniu boleni, które dla innych są trudną rybą. Mnie najpierw zafascynowały duże karpie, łapane tutaj na Wiśle, potem przyszła pora na duże sumy – opowiada sandomierski wędkarz, przygotowując sprzęt na suma.

Z uwagą rozkłada wędki, dobiera przypon, haczyk, spławik i oczywiście przynętę. – Dziś jest dobra woda na suma. Przybierająca Wisła opłukuje brzegi z różnych robaków stanowiących dobry żer dla tej ryby, która chyba instynktownie staje się wtedy bardziej aktywna, choć nie jest to reguła – dodaje pan Paweł.

Jak opowiada, pasja do łowienia sumów rozpoczęła się od momentu, gdy na Wiśle złowił jeden z największych okazów tej ryby w życiu. Było to w 2016 roku. Sum miał 2 metry i 6 centymetrów długości i ważył około 40 kg.

By złowić taką rybę, trzeba znać miejsca, gdzie można ją spotkać. Tutaj, na Wiśle, pan Paweł zna niemal każdy zakątek. – Trzeba wiedzieć, gdzie ryba lubi żerować, wtedy można ją nęcić przez kilka dni, obserwować i czekać. Nieraz trzeba poświęcić i cały weekend, by trafić na dobry czas, gdy ryba się spławia i wychodzi na żer. Wtedy można trafić na naprawdę duże sumy – wyjaśnia.

Ale miejsce to jeszcze nie wszystko. Trzeba trafić w gust ryby i dobrać odpowiednią wabik, by razem z nim połknęła haczyk. – Wiadomo, na dużą rybę potrzeba konkretnej przynęty. Wielu wędkarzy używa woblerów, czyli gumowych przynęt, lub rosówek, czyli dużych dżdżownic. Jednak wtedy może się okazać, że na taką przynętę weźmie mniejszy sum lub inny drapieżnik. Jeśli chcemy złowić dużego suma, potrzeba żywej przynęty, czyli innej ryby, na którą sumy polują – podpowiada wędkarz.

Tym razem po założonej przynęcie widać, że podczas tego wypadu na ryby zapolujemy na mniejszego suma. Na haczyk powędrowało kilkanaście rosówek. Z pluskiem trafiły do wody z całym zestawem obciążników, przyponu i spławika. Wędkujemy na tak zwany podwodny spławik. Zabezpieczone wędki stoją w łódce niczym maszty. Teraz pozostaje tylko cierpliwe czekanie.

Pan Paweł opowiada o swoich największych braniach i złowionych rybach. – Pamiętam, w 2006 r. roku miałem duże branie, i to w bardzo trudnym miejscu. Na brzegu były drzewa, pod którymi nie mogłem przejść. Ryba poszła na środek Wisły i uciekała w dół rzeki. W końcu z pomocą kolegi udało się ją powstrzymać i wyciągnąć. Po zrobieniu zdjęcia znów trafiła w nurty Wisły. Mam nadzieję, że jeszcze się z nią kiedyś zmierzę – dodaje z uśmiechem pan Paweł. Swoją pasję dzieli z żoną, która także lubi powędkować. I choć teraz musi więcej czasu poświęcić dzieciom, to jednak zawsze razem z mężem próbuje wygospodarować czas na rodzinny relaks nad wodą i oddanie się wspólnej pasji: polowaniu na dużą rybę.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama