Z archaniołem na gościńcu

Jacek Małkowski ma w oczach żar. Głęboko wierzy, że jego gra będzie najlepszą planszówką na świecie. W dodatku taką, po której każdy gracz stwierdzi: chrześcijaństwo jest super. – Inaczej nie chcę jej tworzyć – mówi.

Reklama

Często rozmawia pan z nawiedzonymi? – pyta, rozpoczynając opowieść o „Gościńcu”. – Bo moja gra powstaje pod dyktando archanioła Rafała – przekonuje czterdziestoparolatek z Mokotowa.

W zaświatach

Długo żył poza Kościołem. Nawrócił się dzięki żonie Ewie. Nie od razu jednak – najpierw trzeba się było pokłócić z księdzem. Spisał cztery strony zarzutów wobec wiary i Boga, a kapłan cierpliwie, po dwie godziny w tygodniu, przez pół roku prostował mity, którymi pan Jacek karmił się przez całe życie. Nagle wszystko stało się proste, zaczął chodzić do kościoła, słuchał z coraz większą pasją.

Od tego czasu minęło kilkanaście lat. Zanim zaczął myśleć o grze, sam przez 15 lat zapamiętale, nieraz do białego rana, pochłonięty był tzw. RPG-ami (role playing games), w których wcielić się trzeba w zmyśloną postać, poruszającą się w świecie istniejącym jedynie w wyobraźni grających. – Wielokrotnie byłem mistrzem gry, czyli osobą prowadzącą, odgrywającą rolę autora scenariusza, reżysera, narratora i zazwyczaj aktora ról postaci drugoplanowych. Gracze musieli reagować na sytuacje i zadania, jakie przed nimi stawia scenariusz, a także mistrz gry – mówi Jacek Małkowski. – Z tym, że były to rozgrywki w świecie zła, w których spotykało się często postacie demoniczne, dysponujące zaklęciami, magią i mrocznymi mocami. Nowa gra, „Gościniec”, ma być równie atrakcyjna: wciągać, integrować grupę, przyciągać szatą graficzną, ale ma być dostępna dla każdego, bawić, przy okazji ukazując realne skutki decyzji graczy. Tak by każdy po rozgrywce stwierdził: chrześcijaństwo jest super.

Rozrywka, która rozrywa

Jacek Małkowski od kilkunastu lat jest trenerem biznesu. Z żoną, pedagogiem, już dawno doszli do wniosku, że współczesna rozrywka stawia na atomizację. Rozrywa rodzinne więzi, wciskając w rękę każdemu dziecku tablet i komórkę, kusząc setkami kanałów w telewizji i szerokim światem internetu w zasięgu włącznika laptopa. Efekt? Brak umiejętności wspólnego spędzania czasu. Nawet rozmowa przy stole już się nie klei. – Wpadłem na pomysł, żeby zrobić grę, przy której ludzie zechcą wspólnie spędzić czas. Grę integrującą, w której nie chodzi o rywalizację, ale o kooperację. 85 proc. ludzi kieruje się przecież chęcią pomagania innym, a mimo to tworzy się gry, w których chodzi jedynie o współzawodnictwo – mówi autor. A właściwie współautor. – Tę grę tworzy właściwie archanioł Rafał. Pojawiał się od początku, choć sam nie znałem nawet jego imienia – przyznaje Jacek Małkowski.

To archanioł będzie przewodnikiem po niezwykłej podróży, w którą wyruszają gracze. Nie każdy dotrze do celu, ale też nikt nie zginie. Rafael zamiast zaprowadzić do betlejemskiej groty, na spotkanie Świętej Rodziny, może zaproponować powrót do początku. Albo zaprosić w kolejną podróż, by pomóc tym, którzy do stajenki nigdy nie dotarli.

Złapać św. Piotra

„Gościniec” ma pozostawiać uczucie niedosytu. W pierwszym wydaniu znajdzie się osiem scenariuszy. Każdy będzie osobną, wielowątkową przygodą, stawiającą przed trudnymi wyzwaniami i pytaniami. Gdy jednego z uczestników ugryzie wąż, pozostali będą musieli unieść go i trzymać. Im dłużej dadzą radę, tym więcej możliwości się pojawi. Jeśli ugryzionym jest 120-kilogramowy wujek – słabsi nie dadzą rady. Chyba że ktoś wpadnie na genialny pomysł, by podeprzeć od spodu ugryzionego. Każde rozwiązanie jest cenne. Może się okazać, że najważniejszą osobą w grupie będzie babcia, która swoim doświadczeniem pomoże wybrać najwłaściwszą z możliwości. Albo 10-letnia Zuzia, której wrodzony spryt umożliwi drużynie przejście etapu ze śmiertelnie groźnym gadem.

Uczestnicy mają odczuć ciężar podróży wszystkimi zmysłami. Dlatego zamykają oczy, by poczuć się jak na targu w Betsaidzie. Nagle zobaczą sześciolatka, który ciągnie uporczywie za płaszcz. Czy pokaże, gdzie najtaniej kupić ryby, czy ma jakiś zupełnie inny plan? Gdy zacznie uciekać, drużyna ma pięć sekund, by podjąć decyzję: gonić go czy nie? Presja czasu wywołuje emocje – biegniemy. Jeden z uczestników uderza jak najszybciej kolanami w dłonie drugiego. Czy uda mu się wykonać tyle uderzeń, ile potrzeba? Jeśli nie, grupa nie dowie się, kim jest malec, i nie da rady uwolnić go (i jego ojca) od zbójców. Szkoda, bo chłopcem okazałby się przyszły św. Piotr.

– Marzę, by po takich przeżyciach ci, którzy usłyszą w Ewangelii o tym, który zaparł się trzy razy Jezusa, pomyśleli: „Znam go. To przecież jego goniłem w Betsaidzie!” – mówi Jacek Małkowski.

Pot, łzy i radość

W „Gościńcu” można spotkać wiele postaci biblijnych. 7-letnią Marię Magdalenę o wielkich zielonych oczach i kruczoczarnych włosach. Mędrców, w których bez trudu chrześcijanin rozpozna Trzech Króli. Ale gra ma być przeżyciem także dla osób niewierzących. Bo Jacek Małkowski chciałby, żeby miała nie tylko walor nowoczesnej ewangelizacji, ale by stawiła czoło najgłośniejszym pozycjom RPG. I była od nich lepsza. „Gościniec” symuluje prawdziwą podróż, z możliwością spotkania biblijnych osób w niezwykłej scenerii własnego serca i wyobraźni. Podczas podróży po pustyniach i oazach, małych miasteczkach i po Jerozolimie pojawia się adrenalina i emocje. Czasem po czole spływa autentyczny pot, czasem czuje się ból, są strach i łzy. Ale też radość, że udało się rozwiązać zagadkę Szczeliny Bazyliszka, szczęśliwie przebyć Przełęcz Palącego Słońca czy uratować starca od niechybnej śmierci w pustynnej burzy. Archanioł Rafał też pomaga. To on otwiera graczom wrota czasu i przestrzeni i to on obdarowuje niezbędnym ekwipunkiem na każdym etapie. Każdy buduje w tej grze własną historię i każdy ma inny jej finał, choć zadania wykonują wspólnie.

Najlepsza na świecie

W „Gościńcu” nie ma pionków, prawie nie używa się kości. Niewiele zależy tu od łutu szczęścia. Nie ma kart postaci, jak w klasycznych RPG, bo w tej grze każdy pozostaje sobą: dziecko – dzieckiem, rodzic – rodzicem, dziadek – seniorem. Ze swoimi talentami i ograniczeniami. Jest za to prowadzący, mistrz wyprawy, który ma przed sobą księgę przygód – zapis wszystkich możliwych scenariuszy. W którą stronę pójść – zależy jednak od graczy. Czasem na decyzję mają dwie minuty, czasem kilkanaście sekund. Ale głos każdego liczy się tak samo. I każdy dostaje tylko jedną instrukcję: usiądź i baw się świetnie! Służyć ma temu piękna oprawa graficzna, nad którą od pół roku pracuje 30 grafików. Choć gra będzie wydana w systemie non-profit, a wszystkie dochody zostaną przeznaczone na następne edycje oraz kolejne gry, wydawca ma zadbać o wysoką jakość wszystkich elementów. Od 50 kart quizu Rafaela, które pozwolą na najkrótszą, 30-minutową rozgrywkę, 40 kart wyboru z bogatą ornamentyką, paski osobistego postępu (mądrości i reputacji), po żetony w sakwie niespodzianek i pudełko w płóciennej oprawie oraz serce gry – księgę przygód w imitacji skóry, z tłoczonymi na złoto literami.

W sumie spore pudełko za 138 zł, które może stać się hitem tegorocznego Bożego Narodzenia. – Gdyby pojawił się ktoś z 2–3 milionami, chętnie rozdałbym tę grę za darmo, by trafiła do jak największej liczby domów – mówi autor. Ale nie martwi się o finanse. „Bo Bóg ma wszystkie pieniądze świata”. Już zresztą ruszyły: zbiórka w internecie na: pomagam.zrzutka.pl/gragosciniec oraz przedsprzedaż w sklepie polskiegryplanszowe.pl. – Ta gra może być pięknymi domowymi rekolekcjami, podczas których członkowie rodziny lub przyjaciele odkryją na nowo, że tylko pomagając sobie, możemy uzyskać dobry rezultat. Nie jestem arogantem: nie powiem, że ta gra może kogoś nawrócić, choć może zapewne uwrażliwiać na słowo Boże – zapewnia Jacek Małkowski, który już myśli o kolejnej grze.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama