Jestem z gwałtu

Dowiedziała się o tym dopiero jako dorosła. Dzisiaj Jola ma 52 lata.

Reklama

Niedawno, przy kawie, znajoma emerytka zadała jej kłopotliwe pytanie. – A co pani myśli o tym, że Kościół jest za zakazem aborcji, nawet z gwałtu? – zagaiła. Jola wcześniej nad tym się nie zastanawiała. Odpowiedziała: – Tak się składa, że mnie to dotyczy, bo poczęłam się z gwałtu. A teraz proszę na mnie spojrzeć i zastanowić się, czy chciałaby pani, żebym żyła, czy lepiej, żeby mnie nie było? – powiedziała. – Dawno nie widziałam kogoś tak zakłopotanego, przepraszała mnie wiele razy – wspomina dzisiaj. – Ludzie, którzy domagają się prawa do aborcji dzieci z gwałtu, nie myślą o tym, że tu chodzi o konkretną osobę – dodaje. Jolanta jest sympatyczną blondynką o jasnym spojrzeniu. Mieszka na Górnym Śląsku. – Powiem szczerze: kocham życie – mówi.

Babcia rwie włosy z głowy

Jej mama została zgwałcona w wieku 15 lat. Gwałciciel pochodził z tej samej, rodzinnej wsi. Działo się to w północnej Polsce. – Kiedy moja babcia dowiedziała się, że mama została zgwałcona, rwała sobie włosy z głowy – mówi Jola. Właśnie babcia była zdania, że dziecko trzeba zabić – co określało się eleganckim określeniem „usunąć ciążę”. Naciskała na to. Po wielu latach, kiedy Jolanta dowiedziała się o tym, bardzo to przeżyła – bo właśnie z babcią miała najlepszy kontakt. Rozumiały się bez słów, jakby łączyła je autostrada między sercami. 15-letnia matka nie zgodziła się jednak na zabicie małej Joli. Działo się to przed ponad pół wiekiem, więc nawet nie widziała jej na ekranie ultrasonografu ani nie znała jej płci. – Ona była świadoma. Nie wiem skąd. Nie umiem pojąć, w jaki sposób 15-latka, która nie miała ojca, bo zmarł cztery lata wcześniej, okazała się tak dojrzała – ocenia Jolanta.

Dziewczynka przyszła więc na świat. Okazała się bardzo radosnym, małym człowiekiem. Rodzina namawiała jednak matkę Joli na ślub z człowiekiem, który ją zgwałcił. Kiedy dziewczynka miała 4 latka, jej mama zgodziła się na to. – Wyszła za mojego biologicznego ojca, bo myślała, że robi to dla mojego dobra. Trochę też dlatego, że jako czteroletnie dziecko bardzo dobrze na niego reagowałam – mówi. Szybko okazało się, że co innego dobra relacja z człowiekiem, którego widzi się raz na jakiś czas, a co innego życie z nim pod jednym dachem. Okazało się, że biologiczny ojciec Jolanty wciąż jest człowiekiem niedojrzałym. Dla jej matki małżeństwo z nim było pasmem udręk. Na szczęście przemoc w tym domu nie dotknęła dzieci. – Mama postawiła takie granice, których on nigdy nie przekroczył, nigdy nas nie dotknął. Chroniła nas miłość naszej mamy – mówi. „Nas” – bo na świecie pojawiło się jeszcze troje dzieci – rodzeństwo Joli. Są do dzisiaj jej najwierniejszymi przyjaciółmi.

Przeprowadzili się na Górny Śląsk. Tutaj dzieci dorosły. Mama ciężko pracowała. – Można byłoby jej dać Nobla za obracanie pieniędzmi. Nie wiem, jak ona to robiła, ale chodziliśmy zadbani, a ona jeszcze miała odłożone fundusze na czarną godzinę. Czasem ojciec coś jej z tej puli wykradał – wspomina Jolanta. – Uważam, że mama ma godność królewską. Choć nie zdobyła wykształcenia, to pokłady miłości i rozumu są u niej ogromne – mówi z przekonaniem. Kiedy Jola była już dorosła, jej ojciec zostawił żonę i odszedł do innej kobiety.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • TeKa
    26.10.2016 16:06
    Chwileczkę. To nie tak. Projekt Ordo Iuris zakłada karanie kobiet. Nie daje im prawa wyboru. P. Jola urodziła się, bo miała mądrą i czułą matkę i - nie da się ukryć babcię, która, pomimo początkowego oporu, zaakceptowała wybór swojej córki i się z nim zgodziła. 52 lata temu, podobnie jak i teraz, dziecko niepełnoletnie pozostaje pod pełną władzą rodzicielską. To rodzice decydują, co dziecko ma w danym momencie robić. 52 lata temu to babcia Joli mogła zdecydować, że jej córka nie urodzi dziecka. Również ona mogła zdecydować, że urodzone dziecko, Jola, zostanie oddana do Domu Dziecka, lub adopcji. Mama p. Joli miała WOLNOŚĆ WYBORU i o to idzie tym, którzy chcą utrzymać dotychczasowe status quo (nie zgadzając się na projekt Ordo Iuris). Św. Joanna Beretta Mola też miała PRAWO WYBORU. Ona, jako lekarka, doskonale wiedziała, co jej grozi. Wybrała życie swojej córeczki. Agata Mróz również. Ale miała PRAWO WYBORU. Projekt jest niebezpieczny. Wymaga od każdej matki nadludzkiego heroizmu. Lekarze zaś, bojąc się postępowań karnych, będą odradzali badania prenatalne (bo zagrażające dziecku), chociaż pozwalają one na dokonanie niebywałych wręcz cudów dla ratowania życia i zdrowia dzieci. Pan Bóg ustrzegł, że nigdy nie musiałam wybierać - moje życie, czy życie mojego dziecka. Ale tak naprawdę, żadna z nas nie chciałaby być w sytuacji konieczności dokonywania takiego wyboru. Chodzi jedynie o to, by takie prawo kobieta miała. I żeby było jasne - jestem przeciwniczką przerywania ciąży, dopuszczam jednak myśl, że nie każdy musi mieć taki sam pogląd, jak ja. A ponieważ nie każdy musi mój pogląd podzielać, jako obywatel mam prawo żądać, by państwo wolny wybór uszanowało tym bardziej, że krąg możliwości dokonania aborcji jest mocno ograniczony. Uważam, że wypracowany w 1993 r. consensus jest najlepszym ze złych wyjść. Swoją drogą, gdzie w tym wszystkim jest Kościół, skoro przez tyle lat (prawie 2000) nie potrafi wytłumaczyć, jakim złem i jakim grzechem jest aborcja. Cała dyskusja zaś o ochronie życia poczętego powinna zacząć się od tego, żeby rodzicom, którym rodzi się dziecko kalekie, pomagać instytucjonalnie, a nie skazywać na wegetację. A to, jak na razie, jest w naszym państwie normą.

    Od moderatora AM
    Mając WOLNOŚĆ WYBORU mógłbym te i inne podobne opinie wyrzucać do kosza. Nie robię tego, bo szanuję wolność innych. I o to właśnie w sprawie aborcji chodzi. Że wolności wyboru nie mają te dzieci, które matki swoim wolnym wyborem skazały na śmierć.

    Do czego prowadzi takie ubóstwianie wolnego wyboru najlepiej uświadomić sobie przypominając sobie wszystkie świństwa, jakie ktoś nam zrobił i może zrobić zasłaniając się wolnością wyboru. Ot, złodziej, gwałciciel i paru innych...
  • TeKa
    26.10.2016 23:36
    Widzę, że albo ma Pan problemy ze zrozumieniem tego, co napisałam, albo to rzeczywiście jest Pańska zła wola. Nie mówię, że aborcja jest czymś dobrym. Ale mówię o prawie rodziców do podjęcia decyzji o tym, czy ma przeżyć dziecko, czy jego matka. Czy ma osierocić troje dzieci po to, by urodziło się czwarte, czy też ma prawo zdecydować, że jej dzieci mają mieć ją jeszcze przez długi czas (casus Joanny Beretty Moli). Nie chce Pan przyjąć do wiadomości, że każda kobieta powinna mieć taki wybór i że nie każda czuje się powołana do bycia świętą. Chyba, że prawdziwą jest teza, wygłoszona przez jednego z polityków, że należy dążyć do tego, żeby każda kobieta urodziła dziecko, które nosi, ponieważ jedynym tego powodem jest to, by można je było ochrzcić. W tym miejscu tylko ręce opadają, bo świadczy to jedynie o tym, że człowiek, który taką tezę wygłasza, katolikiem jest jedynie formalnie i faktycznie wiara to jest coś, co służy wyłącznie do wycierania sobie gęby, w oczekiwaniu na skok popularności i słupków wyborczych. Jeśli zaś tak to może spenalizujmy inne naganne zachowania - nieprzystąpienie do sakramentu pokuty w okresie wielkanocnym- kara ograniczenia wolności, nieuczestniczenie w niedzielnej Mszy św. - grzywna. Nie wariujmy. Chciałabym, żebyśmy wreszcie zaczęli rozmawiać, a nie obrzucać się obelgami. I niech Pan spróbuje choć odrobinę przemyśleć problem z obu stron, bo noc nigdy nie jest czarne lub białe.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama