Czas, praca i my

Bywa tak, że im więcej tej pracy, więcej obowiązków, tym prościej wszystko się układa i działa.

Reklama

Pamiętacie, drogie mamy, czasy, gdy byłyśmy pewne, że jesteśmy zajęte? Że nie mamy czasu i że jesteśmy bardzo, bardzo, bardzo zmęczone? Pamiętacie? Bo ja tak. I robi mi się wtedy nieco nostalgicznie, ale przede wszystkim zabawnie. A poza tym myślę sobie: „Co ty, dziewczyno, wiedziałaś o świecie i życiu?”. Nic. Albo prawie nic.

Czasy studenckie, czasy nawet pierwszej pracy i pierwszych dorosłych obowiązków. Wydawało się wtedy, że zmęczenie jest ogromne, że nic więcej się nie da. Koniec, kropka. Basta. A tu proszę. Pierwsze dziecko zweryfikowało naiwne myślenie o skrajnym zmęczeniu. Drugie dziecko natomiast ustawiło do pionu myślenie o koszmarnym zmęczeniu z dzieckiem pierwszym. A troje dzieci, okraszone pracą zawodową, pokazało dopiero perspektywę: otóż prawdziwe zmęczenie to rzecz naprawdę względna. I można się przyzwyczaić. A nawet zapomnieć. Między dziesiątkami zajęć i setkami obowiązków.

Jeśli jest prawdą, że mózg ma wyjątkowe możliwości i że zwykle większość osób nie korzysta z niego w stu procentach, to matki korzystają. Z możliwości i mózgu, i nóg, i rąk. W tak konkretny i energiczny sposób, że same sobie się dziwią. Bo dają radę, mimo że często... nie dają.

Wykorzystują pokłady możliwości, zdolności, pracowitości i energii, choć jeszcze niedawno nie pomyślałyby, że tak mogą. Że po prostu „da się”. A daje się. Mimo zmęczenia, trosk, niewyspania (!), niewyspania, niewyspania...

I bywa tak, że im więcej tej pracy, więcej obowiązków, tym prościej wszystko się układa i działa. Jak trybiki przedziwnej maszyny o dwóch nogach, rękach i matczynym sercu.

A gdy już naprawdę, ale to naprawdę jest się zmęczoną, pisze się felieton. O pracy, zmęczeniu i obowiązkach. Nie, zmęczenie nie mija. Ale jakoś się sensownie konkretyzuje...

PS A jeśli któraś młoda mama, albo po prostu młoda kobieta, po przeczytaniu tych słów pomyślała sobie: ale się mądrala mądrzy, jakby wszystkie rozumy pozjadała, to... ma rację. Mądrzy się, mądrzy. To ze zmęczenia i po to, by i sobie dodać odrobinę animuszu. Szczególnie gdy obowiązek goni obowiązek, niewyspanie niewyspanie. A po latach świadomość, że w przyszłości zmęczenie będzie mniejsze, raczej bawi, niż jest realną perspektywą. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Gość
    20.10.2016 17:45
    Szczerze mówiąc ja dopiero odpoczęłam po urodzeniu dzieci. Od małego miałam masę obowiązków. Ojciec był alkoholikiem a matka tyrała aby utrzymać mnie i rodzeństwo. Jako że byłam najstarsza to generalnie w domu spadly wszystkie obowiązki mamy . Prałam, sprzątałam i gotowałam dla całej rodziny. Gdy skończyłam 16 lat dostałam w 'spadku' wszystkie sprawy urzędowe. Gdy zaczęłam studiować i pracować (trzeba było zapracować na studia) to wyszłam za mąż i zamieszkałam u teściow. Do wszystkich obowiązków dostałam dodatkowo opiekę nad chorą teściową. Teść nie potrafił nic zrobić z domowych obowiązków a do tego jeszcze rodzeństwo męża. Pracy masa, koszmarne zmęczenie, brak snu. Wyprowadziliśmy się i urodziłam dwoje dzieci. Co prawda tylko dwoje ale z wieloma problemami zdrowotnymi, obciążone genetycznie. Nie spałam 5 lat . Chyba że za spanie można uznać dzremki po 30 minut. Do tego zawsze pracowałam zawodowo bo z jednej pensji można było tylko zrobić opłaty a o utrzymaniu i lekach na dzieci nie wspomnę. Po mimo wszystko jak właśnie pomyślę o latach młodości to przechodzi mnie dreszcz trwogi. Nigdy nie wróciłabym do tamtych czasów. Mam kilka koleżanek które miały beztroskie dzieciństwo i młodość.Potem spokojne dzienne studia bo mama i tata na nie dali. Potem urodziły dziecko i co?? depresja poporodowa!! Dla nich faktycznie świat wywrócił się do góry nogami i z niczym nie mogły sobie poradzić. Wiem jedno że szklany klosz to najgorsze co może być! Dlatego staram sie dzieci chować bez taryfy ulgowej, pomimo choroby. Uczę je że życie to przede wszytkim walka o przetrwanie i każdego dnia daje przysłowiowego kopa w tyłek. Pozdrawiam Panią Agatę i głowa do góry, bo zawsze może być o wiele gorzej!! :))
  • Gość
    21.10.2016 11:58
    Wszystko jest kwestia tylko dobrej organizacji czasu i zarządzania sobą. W dodatku sami wybieramy przecież czego chcemy od życia. Albo stawiamy na rozwój swojej kariery albo życie rodzinne. Nikt nikomu nie każe mieć 3 dzieci i uzalac się nad sobą. Sami decydujemy o tym i jesteśmy kowalami swojego losu. Felieton o narzekaniu jest beznadziejny i nic nowego nie wnosi. Pokazuje tylko niski poziom dziennikarski.
  • Edyta
    22.10.2016 02:58
    Niski poziom to ty przedstawiasz Gościu. Takie kobiety jak Pani Agata trzeba podziwiać. Które dzieci mają od dwójki wzwyż, domem się zajmują i jeszcze pracą zawodową. Nie te wygodnickie; nie te zajmujące się sobą i tylko swoją karierą; nie te które siedzą w domu ewentualnie z jednym dzieckiem i z nic nie robią i z niczym nie mogą sobie poradzić, a z życia znają tylko pojęcia "wygoda", "przyjemności" "ja" i "mnie"; takie które tylko potrafią brać nic nie dając ze swojej strony. Ja takie kobiety jak Pani Agata - podziwiam. Bo wiem jak to jest gdy się ma na głowie i dom i pracę zawodową. A tu jeszcze dochodzą dzieci i ich wychowywanie. Podziwiam też swoją koleżankę z pracy - dwójka małych dzieci, dom i jeszcze praca i to zmianowa. Szacunek dla takich kobiet :)
  • Gość
    24.10.2016 12:00
    Skoro felieton jest o zmeczeniu, w takim razie czas na zadbanie o siebie i o odpoczynek, ktiry jest tak samo potrzebny jak praca. Da oddech i sily do dalszej pracy. Bez wzgledu jak to praca
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama