Niczego nie żałują

Z Martą Dzbeńską-Karpińską, autorką albumu „Matki. Mężne czy szalone?”, o miłości, strachu i dumie rozmawia Joanna Jureczko-Wilk.

Reklama

Joanna Jureczko-Wilk: Udowodniłaś, że „szalonych” matek jest niemało.

Marta Dzbeńska-Karpińska: Jest ich rzeczywiście dużo. Jedna z bardziej wzruszających historii, która nie jest opisana w książce, ani przedstawiona na wystawie, zdarzyła mi się w Zamościu. Podczas wystawy podszedł do mnie mężczyzna z dwójką chłopców. Opowiedział mi, że żona cierpi na ciężką formę depresji. Kiedy zaszła w ciążę, ze względu na to, że musiała brać bardzo silne leki, lekarz zalecił aborcję.

To byli prości ludzie i nawet nie wiedzieli, co ten termin oznacza. Kiedy dowiedzieli się, że to zabicie dziecka, nie zgodzili się na zabieg i żona odstawiła leki. Przypłaciła to zdrowotnym „tąpnięciem”, dla całej rodziny to był bardzo trudny czas. Ale jak mówił mi ten mężczyzna, ani on, ani żona nigdy nie żałowali podjętej wtedy decyzji. Przytulał swojego najmłodszego syna, o którego stoczyli z żoną piękną walkę i jest z tego dumny.

Kiedyś podeszła do mnie pani, która powiedziała, że lekarz bardzo naciskał na nią, żeby usunęła trzecią ciążę. Także jej bliscy tłumaczyli, że ani jej zdrowie, ani warunki finansowe i życiowe rodziny nie pozwalają na pojawienie się kolejnego dziecka. Jedyną osobą, która wsparła ją w tej trudnej sytuacji, był ksiądz. Po latach któreś ze starszych dzieci tej kobiety poważnie zachorowało. Potrzebny był przeszczep szpiku kostnego. Jedynym zgodnym dawcą okazało się dziecko, na którego życie tak nastawano. Dzięki przeszczepowi udało się uratować starszego brata.

Z kolei Anna, która mieszka w Rzymie, przeczytała wzmiankę o mojej wystawie w „Gościu Niedzielnym”. Napisała do mnie, że jej matka, mimo zagrożenia życia i zalecenia aborcji, nie zdecydowała się na uśmiercenie swojego dziecka. Dzisiaj Anna pracuje w Fundacji Jana Pawła II w Watykanie. Takie uratowane osoby są żywym dowodem na to, ile świat traci, zabijając nienarodzone dzieci.

Czy kobiety po trudnych ciążach, czasie niewyobrażalnego lęku o siebie, nienarodzone dziecko, rodzinę, chcą wracać do tych wspomnień?

Moje rozmówczynie miały w sobie olbrzymi spokój i takie przekonanie, że w trudnej chwili, w krytycznym wyborze, postąpiły tak, jak należy. Nie było w nich walki w sensie decyzyjnym. One po prostu wiedziały, że swojego dziecka nie zabiją. Nie u wszystkich to przekonanie wynikało z moralności chrześcijańskiej, bo niektóre były niewierzące. Przekonanie, że powinno się walczyć o życie drugiego człowieka, było silniejsze od lęku.

Koszty trudnych ciąż, szczególnie u tych matek, których życie było zagrożone, były przeogromne. Kończyły się dla nich pogorszeniem stanu zdrowia, dla jednej z moich bohaterek wręcz utratą wzroku, prawie wszystkie zmagały się potem z depresją. Ale kiedy dzisiaj z nimi o tym rozmawiam, mówią, że podjęłyby dokładnie taką samą decyzję. Ten ich koszt osobisty teraz wydaje im się marginalny w stosunku do dobra, które wyniknęło z urodzenia dziecka.

Podobno Twoja książka uratowała co najmniej jedno dziecko od aborcji.

Tę historię usłyszałam od jednej z bohaterek mojej książki. Pewna Szwedka w 18. tygodniu ciąży znalazła się w szpitalu z ciężką chorobą nerek. Sugerowano jej aborcję, zwłaszcza że w chorobie nastąpił poważny kryzys. Polka, która w tym samym czasie była w szwedzkim szpitalu na oddziale patologii ciąży, pożyczyła jej książkę o dzielnych matkach. Pod jej wpływem kobieta zdecydowała się urodzić dziecko. Teraz oboje żyją i czują się dobrze. Po to właśnie jest ta książka – żeby dodać odwagi.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama