Odpowiedzialność ojców

Odpowiedzialność za poczętego potomka w równym stopniu spoczywa na matce i na ojcu.

Reklama

Wywiad piosenkarki, w którym opowiada o swojej aborcji, przyznam, zrobił na mnie wrażenie. Ale daleka jestem od potępiania. Dlaczego? Bo z każdego niemal słowa, zdania odczytuję następujące stany: zalęknienie, zagubienie, ból, osamotnienie i brak poczucia oparcia. W kimkolwiek. A jeśli mówimy o „kimkolwiek” w kontekście aborcji, to myślimy: „dalsza i bliższa rodzina”, a szczególnie „ojciec dziecka”. No właśnie. W wywiadzie jest mowa o enigmatycznym „narzeczonym”, który jest co prawda dobrym ojcem, ale obciążać go kolejnymi dziećmi to już niekoniecznie trzeba. Co to oznacza? Konkretnej sytuacji nie znamy na tyle dogłębnie, by ją dalej analizować. Ale przenieśmy ją na inne, na bardzo, bardzo wiele innych przypadków, które dzieją się wokół i które – gdy się dobrze przypatrzymy –  obserwujemy niemal na co dzień.

Po pierwsze, za wieloma, jeśli nie za większością decyzji o aborcji stoi mężczyzna. I to nie tylko werbalnie – nie musi niczego mówić czy namawiać. Raczej wręcz niewerbalnie, czyli cicho. Nie wspierając swojej żony, dziewczyny, partnerki, narzeczonej. Lub wspierając nieudolnie, słabo, pokazując własną słabość. Piotruś Pan nie potrzebuje dziecka.

Po drugie, bardzo to przykre, co napiszę, ale wiele decyzji o zabiciu dziecka dotyka właśnie dziecka trzeciego. I to jest też często wspólna decyzja małżonków (!). Bo dwójka to jest w sam raz, a trzecie to jednak poza możliwościami. Bo wielodzietność to „patologia” i co ludzie powiedzą? Bo z dwójką to jeszcze (jakoś) sobie radzimy i możemy realizować. A trójka to tłum. Argumentu o pieniądzach, choć czasem się pojawia, w obecnej sytuacji 500 plus nawet nie wymieniam. A bywa i taki poruszany.

Po trzecie, tzw. wolny wybór kobiety w tym względzie zawsze łączy się z odebraniem odpowiedzialności ojcu dziecka, mężczyźnie. Jeśli pozwalamy mężczyznom na to, by byli nieodpowiedzialnymi chłopcami, bo to kobiety – w imię wolności – biorą na barki cały świat, to trudno się dziwić dramatom, które zawsze wiążą się z konsekwencjami takiego stanu rzeczy.

Postawa, którą można opisać: „Nie chciałam powiększać mieszkania, więc dokonałam aborcji”, a która jest pewnym symbolem, to moim zdaniem próba zamiecenia pod dywan poważniejszych problemów. Problemów, które akurat aborcja tylko zaostrzy i uwypukli. Prędzej czy później. Podczas dyskusji „kto jest winny” nie wolno zapominać, że dziecko ma ojca. Każde dziecko. A odpowiedzialność za poczętego potomka w równym stopniu spoczywa na matce i na ojcu właśnie.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Gość
    27.10.2016 11:42
    Na rekolekcjach małżeńskich przytoczono dwie reakcje mężów na nieplanowane dziecko. Pierwsza: maz pytał sie z wyrzutem żonie "jak to sie mogło stać?". Druga: żona robi kotlety na obiad i ze łzami mówi mężowi nowinę, a on na to:"co sie przejmujesz, zrobisz jednego kotleta wiecej"
  • Mama
    27.10.2016 15:28
    Trzecia ciąża była szokiem zarówno dla mnie, jak i dla męża. Nie planowaliśmy jej. Przeciwnie, chcieliśmy odpocząć po względnym odchowaniu dwójki. Przez kilka tygodni prawie nie odzywaliśmy się do siebie. Najbardziej bałam się o swoją sytuację zawodową, bo nie mam pracy na etat. Paradoksalnie na nowo zbliżyła nas informacja, że z dzieckiem nie wszystko jest w porządku. Ani przez moment na żadnym etapie ciąży nie przyszło nam do głowy, że dziecko można usunąć, może też dlatego, że z miłością patrzyliśmy na co dzień na to szczęście, jakie dają nam starsi synowie. Nosiłam w sobie dziecko, ale trudno było mi się z tym pogodzić. Pokochałam je w dniu, w którym poznałam płeć i już go sobie spersonifikowałam. Dziś syn ma niespełna dwa lata i nie wyobrażamy sobie życia bez niego. Właśnie zaczyna mówić "tata" i widzę łzy w oczach męża. Tak. Był niechciany. Nieplanowany. Ale powstał z miłości i ta miłość rozkwitła i w nim, i w nas. A do "Maluczkiego": kochający się małżonkowie też uprawiają seks, który z założenia Bożego (dni płodne i niepłodne) nie musi kończyć się prokreacją. I nie ma w tym nic szatańskiego.
  • Gość
    28.10.2016 07:18
    I jeszcze bardzo ważny akapit:

    "Po pierwsze, za wieloma, jeśli nie za większością decyzji o aborcji stoi mężczyzna. I to nie tylko werbalnie – nie musi niczego mówić czy namawiać. Raczej wręcz niewerbalnie, czyli cicho. Nie wspierając swojej żony, dziewczyny, partnerki, narzeczonej. Lub wspierając nieudolnie, słabo, pokazując własną słabość. Piotruś Pan nie potrzebuje dziecka."
  • Monika
    28.10.2016 11:28
    Jestem w czwartej ciąży, pierwsza zakończona poronieniem. W domu jest parka fajnych przedszkolaków. To maleństwo nie bylo specjalnie planowane, zawsze gdzieś tam jednak braliśmy pod uwagę, że oczywiście może się zjawić . I nie jest lekko, bo różne kłopoty i wiek już nie najmłodszy, ale ja osobiście jestem pod wrażeniem ile radości daje naszej rodzinie samo oczekiwanie, jak dzieci w to wszystko się angażują, ile rozmów na temat malucha, czułości wobec powiększającego się brzuszka. I choć materialnie może będzie skromniej to myślę, że jako rodzina wzbogacimy się o coś znacznie cenniejszego;-) No i ogromne znaczenie ma tu postawa męża, jego odpowiedzialność za rodzinę i tym samym to nowe życie.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama