Życie nie ma ceny

W ciągu 15 miesięcy Halina i Tadeusz przeżyli śmierć dwojga dzieci. Pomimo ogromnego smutku i bólu duszy zaufali Bogu. Cztery lata później, gdy życie kolejnego ich dziecka – jeszcze nienarodzonego – było zagrożone, raz jeszcze bezgranicznie zaufali Panu. Podjęli heroiczną decyzję, aby je ratować.

Reklama

Byłam w stanie błogosławionym z naszym czwartym dzieckiem. Termin porodu miałam wyznaczony na koniec lipca. Według lekarza prowadzącego ciąża przebiegała normalnie. Dramat zaczął się pod koniec kwietnia – pewnego dnia zaczęłam krwawić. Wiedziałam, że stało się coś bardzo złego, bo krew była czysta i było jej bardzo dużo – wspomina Halina Przęczek z podkrakowskiej miejscowości. Podejrzewała, co mogło się stać. Co ważne, mąż od razu zaopiekował się nią tak, jak należało w tej trudnej sytuacji. – Nie tylko zawiózł mnie do szpitala, ale już tam nie pozwolił mi chodzić, tylko na rękach przeniósł, gdzie trzeba było. Lekarze zdiagnozowali, że doszło do odklejenia się łożyska. Tylko mały jego fragment utrzymywał się jeszcze na ścianie macicy – tłumaczy pani Halina. Oboje z mężem wiedzieli, czym to grozi dla dziecka.

Nie ma ratunku?

Pani Halina do dziś pamięta słowa lekarza, który powiedział, że dziecka nie da się uratować. – Gdy wyszłam z gabinetu i powiedziałam mężowi, że nie ma szans na uratowanie maleństwa, zapytał: „Ale dziecko jeszcze żyje?”. Była w tym nadzieja, że jeszcze nie wszystko stracone. Odpowiedziałam, że jeszcze tak – mówi H. Przeczęk.

Sytuacja była dramatyczna, ale pani Halina prosiła lekarza, aby podjął próbę uratowania życia dziecka, jeśli istnieje jakakolwiek szansa. Przekonywała, że nie ma takiej ceny, która mogłaby usprawiedliwić zaniechanie. – Miałam szczęście, że trafiłam wtedy na doktora Antoniego Marcinka. Był wówczas młodym lekarzem. Widząc moją determinację, zdecydował, że poda mi bardzo silną dawkę leków na podtrzymanie ciąży. Musiałam podpisać na to zgodę, gdyż było to ryzykowne dla mojego życia – mówi.

Doktor Marcinek, dziś ceniony ginekolog i dyrektor Szpitala Położniczego im. R. Czerwiakowskiego w Krakowie, dokładnie nie pamięta tego zdarzenia, ale tłumaczy, że w takich sytuacjach jego postępowanie jest zawsze nastawione na to, aby szukać optymalnych rozwiązań. – Bardzo rzadko są takie sytuacje, które byłyby bezpośrednim zagrożeniem dla matki, jeśli chodzi o kontynuację ciąży. Zawsze trzeba brać pod uwagę, co jeszcze można zrobić, aby poprawić stan matki i doprowadzić ciążę do takiego stanu, że gdy ją rozwiążemy, dziecko będzie miało szansę na przeżycie. Jednak gdy jest bezpośrednie zagrożenie życia kobiety i matka jest umierająca, trzeba rozwiązać wczesną ciążę, by ratować kobietę, bo inaczej umrą oboje – wyjaśnia dr Marcinek.

Tygodnie walki

Pani Halina miała pełną świadomość sytuacji, w jakiej się znalazła, bo doktor poinformował ją o zagrożeniach i wyjaśnił, że ma zaledwie kilka procent szans na przeżycie. Decyzję podjęła w porozumieniu z mężem. Oboje wiedzieli, co może się wydarzyć. – Wiedziałem, że lekarstwa, które będą podawane żonie, by ratować dziecko, mogą zaszkodzić jej zdrowiu. Jednak tutaj chodziło o ratowanie bezbronnego życia. Zaufałem Bogu i lekarzowi – wspomina Tadeusz, mąż Haliny.

Najgorsza była pierwsza doba, ale i później nie było lepiej. Leki, które przyjmowała pani Halina, zatrzymały proces odklejania się łożyska, jednak powodowały skutki uboczne – m.in. drgawki na całym ciele, co praktycznie uniemożliwiało jedzenie. Kobieta nie mogła nawet utrzymać łyżki. Jej mąż przychodził jednak w porze posiłków, aby ją nakarmić. Drżenie ciała było spowodowane odruchem od mięśnia serca, który był bardzo obciążony. Można było łagodzić ten stan lekami uspokajającymi, ale Halina świadomie ich nie brała, ponieważ nie chciała, aby zaszkodziły zdrowiu dziecka.

Zaczął się więc czas długich tygodni leżenia w szpitalu i walki o potrzymanie ciąży. A cel był jeden: dotrwać do takiego momentu, aby nawet wcześniejszy poród nie był zagrożeniem dla życia dziecka. Pani Halina przeleżała kilka tygodni w dużej sali szpitalnej wraz z kilkunastoma kobietami czekającymi na poród. Ciążę udało się podtrzymać do początku 9. miesiąca. Poród odbył się przez cesarskie cięcie, a zabieg wykonał doktor Marcinek. Tak przyszedł na świat Stanisław.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama