Nie ma rzeczy niemożliwych

Hanna Piekarska, mama 11-letniego Jasia, opowiada o tym, że niepełnosprawność nie przeszkadza w akceptowaniu siebie i realizowaniu marzeń.

Reklama

Anna Kwaśnicka: Myślisz o sobie: „jestem mamą chłopca bez nogi”?

Hanna Piekarska: W naszej rodzinie na co dzień w ogóle o tym nie myślimy. Jasiu rano wstaje, zakłada protezę i rozpoczyna dzień tak, jak inne dzieci. Chodzi do szkoły, uprawia sporty, jest ministrantem. To prawda, że musimy kontrolować etapy wzrostu, żeby nie doprowadzić do pojawienia się wad kręgosłupa, musimy pilnować, żeby proteza była dostatecznej długości, ale to wszystko stało się dla nas normalnością.

Początki nie były takie łatwe, prawda? Czy byłaś przygotowana na to, że Jasiu urodzi się bez nóżki i kilku paluszków?

W ciąży wszystko przebiegało poprawnie. Pod koniec ciąży pojawiły się wskazania do cesarskiego cięcia, ponieważ Jasiu nie chciał się właściwie obrócić. I rzeczywiście miałam cesarkę, po której pokazano mi czubek główki synka. Był ślicznym dzieckiem, po urodzeniu otrzymał 10 punktów na 10, ale urodził się z niewykształconą stopą, która obumierała. To był dla nas szok, bo nie spodziewaliśmy się, że coś może być nie tak. Wada Jasia jest następstwem tzw. zespołu taśm owodniowych. W wyniku stanu zapalnego w organizmie pasma błony się odczepiają i przyklejają się do ciałka dziecka. U Jasia najmocniej owinęły się wokół prawej nóżki. Konieczna była amputacja, która polegała na przecięciu niteczki łączącej kikut nóżki z niewykształconą, usychającą stópką. Po urodzeniu Jasiu przeszedł kompleks badań, które dały nam pewność, że nie ma innych wad rozwojowych.

Jakie były pierwsze dni i miesiące po narodzinach Jasia?

Wciąż słyszałam, że muszę być silna i spokojna, że nie mogę płakać, że dziecko to wyczuje, że stracę pokarm. Robiliśmy z mężem wszystko, by żyć normalnie. Nasi bliscy zaakceptowali Jasia, powtarzali nam, że wszystko będzie dobrze. Pamiętam, jak mój brat dla rozluźnienia atmosfery powiedział, że Jasiu będzie miał mniej paznokci do obcinania. Bo rzeczywiście nie ma wszystkich paluszków do końca wykształconych. Zamiast 20 paznokci musi pielęgnować tylko 9. W pierwszych chwilach zadawałam sobie pytania, dlaczego mnie to spotkało, co złego zrobiłam. Ale bardzo szybko takie egoistyczne myślenie ustąpiło miejsca trosce o Jasia. Chciałam, by był jak najbardziej sprawny i zdrowy, żeby otoczenie go akceptowało, a przede wszystkim – żeby on sam siebie akceptował.

Co mówili wam lekarze?

Lekarze zabezpieczyli nóżkę i w zasadzie ich rola się zakończyła. Po prostu musieliśmy z mężem wejść w normalne życie. W tym czasie kształciłam się w zawodzie fizjoterapeuty i doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że w naturalnym rozwoju psychomotorycznym Jasiu za kilka miesięcy będzie próbował wstawać. Dlatego rozpoczęliśmy intensywne poszukiwanie zakładu ortopedycznego. Wszędzie dowiadywaliśmy się, że najwcześniej w wieku 3–4 lat wykonuje się pierwszą protezę dla dziecka. Dopiero w firmie, która miała swój oddział w Tarnowskich Górach, usłyszeliśmy, że chociaż zbyt wielu takich protez nie wykonali, to postarają się nam pomóc. I rzeczywiście, kiedy Jasiu skończył 9 miesięcy, miał pierwszą protezę, wyglądającą jak mały bucik. W niej zaczął wstawać, a później też stawiać pierwsze kroczki.

Na zdjęciach Jasiu jest niesamowicie aktywny. Rower, rolki, narty, pływanie. Udowadnia, że mimo protezy nic nie jest dla niego niemożliwe…

Pierwszy był trójkołowy rower, później czterokołowy. Z czasem doszliśmy do nauki jazdy na dwóch kółkach, co w zasadzie poszło bardzo sprawnie. Potem były rolki, deskorolka, hulajnoga. W podstawówce Jasiu zaczął się uczyć pływania i teraz pływa dużo lepiej niż ja. Do wody ma specjalną protezę, która jest zakończona płetwą. Pojawiły się też narty, przy których potrzebna okazała się specjalna konstrukcja, by nóżka mogła się w niej utrzymać. W planie jest też snowboard. A kiedy byliśmy na wakacjach, gdzie trafiliśmy na 6-metrową dmuchaną ściankę wspinaczkową, to Jasiu wspiął się na nią bez najmniejszych trudności. Jak na swoją niepełnosprawność, jest bardzo sprawny. Dla nas jest to całkiem normalne, ale mam świadomość, że swoją aktywnością zadziwia innych, pokazuje im, że nie ma rzeczy niemożliwych.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama