Niekonsekwencja urodzeniowa?

Rolą państwa jest dbanie o każdego obywatela w ten sam sposób. Szczególnie gdy mówimy o państwach z ugruntowaną demokracją.

Reklama

Przepiękna historia: oto matka nosi małą córkę pod sercem. Okazuje się jednak, że dziewczynka jest ciężko chora – ma nowotwór, który uniemożliwia jej prawidłowy rozwój i życie. I albo guz zostanie usunięty, albo dziecko umrze. Lekarze? Jedni „doradzają” aborcję, wszak rzecz dzieje w USA, gdzie aborcja dopuszczalna jest w zasadzie aż do końca ciąży, w niektórych stanach niemal do ostatnich godzin przed urodzeniem (!). Znajdują się jednak lekarze, którzy postanawiają walczyć, bo i matka dziecka walczy – chce ratować córkę. W połowie ciąży dziecko zostaje więc na chwilę wyjęte z brzucha mamy, operacja zostaje przeprowadzona perfekcyjnie. Dziecko wraca do maminego brzucha. I rodzi się jako niemal zdrowe, w zwykłym czasie. Radość? Ogromna. I świadectwo, że współczesna medycyna, jeśli są pieniądze i chęci – może naprawdę wiele.

No właśnie: chęci. Dziewczynka przeżyła i będzie żyć długo i szczęśliwie tylko dlatego, że jej mama powiedziała „chcę”. Moc sprawcza jednego słowa w przypadku życia lub śmierci jest fascynująca, ale i dość zastanawiająca. Jedno słowo, jedna „chęć” decyduje o życiu człowieka. Człowieka, który może żyć, jeśli tylko się mu pomoże! Jedni „chcą”, inni „nie chcą” – i to „chcenie” jest jak przyzwolenie, realny „paszport” na życie

Ile matek „nie chce”, ilu lekarzy nie zachęca do „chcenia”? Niepoliczalna ilość... I jednocześnie jakaś dramatyczna niekonsekwencja dotycząca największej wartości, jaką jest życie człowieka. Niekonsekwencja w wydaniu prywatnych osób, instytucji, matek, lekarzy. Ale też niekonsekwencja państw, które w sumie nie wiedzieć czemu dzieci „chciane” traktują jako godne życie. Dzieci „niechciane” – jako gorszej kategorii: taka wstydliwa podkategoria małego, chorego dzieciaka, którego nikomu leczyć się nie chce.

Niekonsekwencja jest rzeczą ludzką. Ot, emocje, lęki, brak ducha, brak kręgosłupa. Różne życiowe doświadczenia. Ale rolą państwa jest dbanie o każdego obywatela w ten sam sposób. Bez różnic. I niwelowanie jednostkowych „chceń” – w obronie jednostki. Szczególnie gdy mówimy o państwach z ugruntowaną demokracją. Państwach, w których w teorii każdy obywatel jest równy.

Naprawdę ważniejsza jest „chęć” od wolności demokratycznych? Ważniejsza jest chwilowa decyzja jednostki od dobra ogółu? Bo dobrem ogółu można z pewnością nazwać taką sytuację, w której słaby i bezbronny zostaje objęty właściwą opieką. Zarówno prywatną, jak i instytucji. Jeśli jednak godzimy się na uzależnienie opieki od „chęci” – mamy problem. I sytuację mocno antydemokratyczną. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Maluczki
    17.11.2016 09:18
    Pani Agato! Pani też uwierzyła w bożka demokracji? Przecież ta tzw demokracja, to nic innego jak jedna wielka manipulacja głupimi ludźmi. To jest taki parawan dla ludzi najbardziej upadłych, aby spoza niego mogli kręcić całym światem, jednocześnie mającym sprawiać, żeby ludzie myśleli sobie, że to oni rządzą. Demokracja, to największe oszustwo od początku świata! Ustrój chrześcijański, to ustrój paternalistyczny, w którym poprzednik wyznacza następcę. Gdyby ludzie żyli po bożemu, a nie w demokracjach (przecież to demokracja pozwala legalnie zabijać ludzi ), to to, o czym Pani pisze byłoby oczywiste i tak by było. Poza tym choroby nowotworowe i krążeniowe, to choroby spowodowane przez ludzi, właśnie za przyczyną demokracji, w której prym wiedzie religia materialistyczna, która jest religią diabła, a diabeł, jak wiadomo, to śmierć, zniszczenie i cierpienie.
  • Gość
    21.11.2016 19:05
    To jeden z najlepszych tekstów autorki, który nie opisuje (znowu) "co tam u (dzieci) państwa Puścikowskich słychać"...
  • Florian
    19.01.2017 17:52
    A czasem to nie zamyka się do jednego ja chce a nie ja muszę. Miała taką wolę nikt jej nie zmuszał ,miała wybór i go dokonała .Ja borykam się codziennie z dzieckiem autystycznym zwolniłem się z pracy opiekuje się nim sprzątam ,gotuję, prasuję, wożę go na zajęcia bo tak chcę i czuję że trzeba. Muszę udowadniać co 2 lata przed szanownym państwem RP że jest chory ale nie chcę go oddać do szkoły specjalnej w której spędzał by całe dnie z podobnymi sobie a ja mógłbym normalnie pracować i odbierac go w weckend .Nie nie oddam go z pozdrowieniami zza płotu sąsiad Pani Agaty
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama