Baśń o historii

Zwiększenie liczby godzin historii jest potrzebne. Jednak bez nauczycieli pełnych pasji młodzież nie będzie się uczyć historii.

Reklama

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami byli sobie uczniowie, którzy uwielbiali lekcje historii. Pilnie uczyli się z lekcji na lekcję, pogłębiali wiedzę, starali się jak najlepiej zrozumieć dzieje własnego kraju.

Wiadomo bowiem: gdy zna się historię narodu, jest się mądrzejszym człowiekiem, patriotą i erudytą jednocześnie.

Tyle z baśni na temat dzieci i lekcji historii. A teraz realia. Dzieci historii nie znają lub znają ją pobieżnie. Młodzież historii nie lubi. Koniec.

MEN zapowiada zmiany dotyczące lekcji historii w szkole. Ma być więcej godzin. Program ma być rozszerzony. I bardzo dobrze. Jednak myli się ten, kto sądzi, że takie zmiany pozwolą na iście historyczną zmianę: autentyczne zarażenie dzieci historią własnego kraju. Niestety – aby to nastąpiło, potrzebnych jest co najmniej kilka innych czynników: wychowanie w rodzinie, przywrócenie wagi edukacji historycznej oraz… dobry nauczyciel.

Zapewne pamiętają Państwo swoich nauczycieli od poszczególnych przedmiotów. I banałem jest tu stwierdzić, że im w nauczycielu więcej pasji, radości z nauczania, tym uczniowie chętniej i z większą atencją uczyli się danego przedmiotu. Szczególnie chyba jest to widoczne na przykładzie przedmiotów humanistycznych. A już historia jest tego koronnym przykładem. Sama wspominam rewelacyjną nauczycielkę z podstawówki, która to z lekcji robiła prawdziwe wydarzenie. Mówiła piękną polszczyzną, ciekawie, w umiejętny sposób zachęcała do pogłębiania wiedzy. Więc nawet ścisłe klasowe umysły historię lubiły. I potem liceum. Pierwsze lata – z nauczycielem zimnym, historycznie obojętnym (jak można ten fakt pogodzić z nauczaniem przedmiotu, do dziś nie wiem). Daty, daty, daty, klasówki i sprawdziany. Nuda i smętne spojrzenie na dzieje świata. W efekcie – lata kompletnie historycznie niewykorzystane.

Na szczęście tuż przed maturą klasę przejął doskonały profesor starszej daty. I znów historia zaczęła pachnieć, błyszczeć. Historia zaczęła żyć. Na tyle żywotnie, by klasa zdążyła nadrobić zaległości, dobrze zdać maturę. Większość też dostała się na studia humanistyczne.

Zwiększenie liczby godzin historii sens ma i jest potrzebne. Jednak bez nauczycieli pełnych pasji, którą zarażą uczniów, cel, jakim jest powszechna znajomość historii, nie zostanie osiągnięty. Jak zatem kształcić nauczycieli historii? Jak sprawić, by prawdziwi pasjonaci dziejów poszli na studia historyczne, a potem zaczęli nauczać? – oto są właściwe pytania. Na razie chyba bez odpowiedzi.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Maluczki
    26.01.2017 11:03
    Ma Pani całkowita rację! Dodałbym tylko że historii powinno uczyć się stopniowo, a wstępem do nauki historii w najmłodszych klasach, powinno być opowiadanie o swoich rodzinach, ich przodkach, o rodzinnych miejscowościach, regionach, a potem państwie i świecie. Pierwsze nauczanie historii powinno być tylko opowiadaniem o niej, a następnie powinno następować jej uszczegółowianie. Daty powinne być traktowane jako sprawa dodatkowa, niejako przy okazji, bo wraz z powiększaniem zainteresowania,zapotrzebowanie na znajomość dat przyjdzie sama.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama