Być babcią? Uwielbiam!

Rozmowa z koszalinianką Urszulą Łumianek, pedagogiem, pracownikiem socjalnym i babcią 4,5-letniego Jasia oraz 2,5-letniej Julii.

Reklama

Katarzyna Matejek: Czy bycie babcią zmieniło coś w Pani życiu?

Urszula Łumianek: To uspokaja, porządkuje. Otwiera na nowe doznania. Takiego intensywnego uczucia szczęścia, jakiego zaznaję przy wnukach, wprowadzającego w tak doskonały nastrój, chyba wcześniej nie doświadczałam. Poza tym przy wnukach nie da się przyspieszyć, nie odpowiedzieć na pytanie, zrobić coś byle jak. To służy także mnie samej, bo uczę się działać bardziej autentycznie, po prostu mądrze.

Czym to się różni od tego, co Pani przeżywała jako matka syna i córki?

Dystansem. Ilością czasu przeznaczonego wyłącznie na bycie razem z dzieckiem, na zabawę, rozmowę. Mam go więcej dla wnucząt, bo mimo że nadal pracuję zawodowo, to potrafię tak poukładać moje obowiązki, by ten czas znaleźć. Nie wiem, czy umiałam się tak dobrze bawić jako mama, ale jako babcia naprawdę nauczyłam się to robić.

Babciom trudno niekiedy wpaść na pomysł, co mogłyby robić z wnukami.

Dzieciom zawsze będzie odpowiadać układanie klocków, malowanie, zabawy z piłką. Bawimy się także w opowiadanie historii, teatr, przyjęcie. Dużo możliwości daje piaskownica – urządzamy w niej lodziarnię albo profesjonalną kawiarnię z kartą dań. Nie musimy spędzać czasu w niewiadomo jakich miejscach, bo zwykły plac zabaw, park wprowadzają nas w takie wirtualne przestrzenie.

Nie nudzi to Pani?

Przeciwnie, uwielbiam obserwować, jak moje wnuki z dnia na dzień się rozwijają, jak nawet taka mała Julcia uczy się przejmować inicjatywę, proponuje dalszy scenariusz zabawy.

Czy bycie babcią jest instynktowne? Czy trzeba się jakoś podszkolić?

Wiele pomysłów, szczególnie na zabawy z dziećmi, biorę po prostu z głowy. Ale oglądam też programy edukacyjne, czytam książki, rozmawiam z ludźmi. Potem te różne elementy wplatam w nasze zabawy.

Czego trzeba się wystrzegać?

Torpedowania sposobów wychowawczych rodziców. Ja pilnie obserwuję młodych. Nie chcę narzucać im swoich sposobów sprzed lat. Przeciwnie, często przyznaję im rację. Uczę się od nich np., jak zwracać dzieciom uwagę. Zresztą uczę się nawet od samych wnucząt, które wiedzą, że za zwyczajne zachowania, np. za to, że same się ubrały, nie należy im się pochwała, oklaski.

W wielu rodzinach kwestie wychowania dzieci rodzą konflikty.

My dyskutujemy. To jest żywa praca. Nie wyobrażam sobie, że nie zgadzając się z czymś, miałabym za plecami rodziców robić to po swojemu. Jeśli coś nie jest dla mnie jasne albo jestem przyzwyczajona do robienia czegoś inaczej, to muszę to przedyskutować. Oczywiście bez kłótni, to jest życzliwa rozmowa, padają racjonalne argumenty.

Czy to jest trudne?

Dość. Wymaga to ode mnie zmiany nawyków, namysłu. I pielęgnowania w sobie postawy szacunku do córki, zięcia. Nie złoszczenia się na nich, ale akceptacji, bo nie ulega wątpliwości, że działają dla dobra dziecka. Czasem przekonanie się do jakiejś zasady, np. czym nie karmić dzieci, przychodzi w trakcie jej stosowania.

Czy rozmawia Pani z wnukami o Bogu?

Tak, bo wiem, jakie wartości przekazują im rodzice. Zachowuję ten sam rytm, to znaczy jeśli jestem z wnukami rano albo wieczorem, to modlimy się razem. W czasie spacerów warto zajść z dziećmi na moment do kościoła. Praktykowana pobożność pomaga im znaleźć się w trudnych sytuacjach. Kiedyś w centrum handlowym zawieruszyła się nam Julcia. Ja stanęłam bezradna, ale Jasio błyskawicznie podpowiedział: módlmy się.

Dzięki wnukom wkroczyła Pani w świat dziecka.

Tak i jest to czysty zysk. W każdym człowieku jest dziecko, którym był kiedyś, tylko ono śpi. Chodzi głównie o taką dziecięcą radość. Przy wnukach łatwiej ją odkryć. Łatwiej zniżyć się do ich poziomu, nawet fizycznie, zachowywać się jak one, umieć się naprawdę bawić, a nie tylko je dozorować. Jeśli udajemy teatr, to całą sobą jestem aktorką, jeśli biegamy po boisku, to rzucam piłką do kosza, który tyle lat omijałam. Z wnukami mogę robić to, o czym już dawno zapomniałam albo na co brakuje odwagi. Kto wie, może ta spontaniczność spowoduje, że w przyszłości odważę się na coś, co na razie wydaje mi się poza moim zasięgiem?

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama