Nie mamy mamy

Może być wysoka albo niska, chuda albo gruba. Nie musi mieć długich włosów ani niebieskich oczu. Ani czerwonej sukienki, jak na obrazku. To rysopis poszukiwanej: mamy, która nie musi być idealna.

Reklama

Ruszyła druga edycja kampanii „Szukamy Mamy” zorganizowanej przez Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce w Polsce.

To nie fabryka

Nad kanapą w salonie wisi 9 fotografii. Sławek, Rafał, Beata, Sandra – rodzeństwo biologiczne, później druga Sandra, obok Mateusz, Dawid, Asia i Jarek. – A tu jeszcze jest Magda, która jest we Wspólnocie Młodzieżowej – pani Jola wskazuje na drugą ścianę. Kasia i Monika już są samodzielne. Siedzimy przy stole, przy którym nie brakuje miejsca, rozmawiamy, jak to się stało, że 6 lat temu Jola i Bogdan Urbańczykowie z Radomia wylądowali nad morzem. I zrobili życiową woltę o 180 stopni.

Inspiracją był kuzyn Joli, który w Szczecinie stworzył rodzinny dom dziecka. – Sama nad tym się zastanawiałam, oglądając programy w telewizji, ale zawsze jakoś inaczej się układało: dwoje naszych dzieci, rodzice, którym trzeba było pomagać, wnuki – opowiada Jola. Ziarenko zaczęło jednak kiełkować. Przeszli szkolenia, ale znów się odwlekło. Kuzyn zapytał: „A słyszeliście o Wioskach Dziecięcych?”. Słyszeli. Wybrali tę nad morzem, w Karlinie.

– Wcale nie zastanawiałam się nad możliwymi problemami. Byłam przekonana, że wystarczy, że chcemy dać dzieciom dom i już stworzymy piękną rodzinę, jak z amerykańskich filmów – przyznaje ze śmiechem Jola. – Ale szkolenia to czysta teoria, a każde dziecko to inny przykład, nie da się opowiedzieć wszystkich – przytakuje jej mąż. Siódemka rodzeństwa, która trafiła pod ich opiekę, zapewniła im chrzest bojowy. – Wyrwane z rodziny, w obcym środowisku, przekazane obcym ludziom. Dzieciaki trzymały się razem, my byliśmy wrogami. Przetrwaliśmy i teraz jest pięknie – opowiadają.

Nie wyobrażają już sobie, że mogliby inaczej. – Znajomi opowiadają o firmach, zarobionych pieniądzach, nowych samochodach, wczasach – i to mogłoby mi zaimponować? Przecież tym nie przebiją naszych sukcesów! – śmieje się Bogdan. Choć bywało ciężko, jak wtedy, gdy pojawienie się nowych dzieci w miejsce najstarszej trójki, która wyfrunęła z domu, co wywołało mały kryzys. Ale nawet wtedy nie rozważali sytuacji, w której mieliby powiedzieć: „już dziękujemy”. – W biologicznej rodzinie też zdarzają się trudne sytuacje, ale z niej się wypisać nie można. Tutaj niby można rozwiązać umowę, ale nie wyobrażamy sobie takiej skrajności. Mielibyśmy zostawić dzieci? – kręcą głowami.

Bo dla nich to zdecydowanie więcej niż praca. – Mamy zagwarantowany jeden dzień wolny w tygodniu. Od początku wszyscy nas przestrzegali, że powinniśmy poświęcać go tylko sobie, nie sprawom wioskowym. Lubimy jeździć, więc wsiadamy do samochodu i w drogę. 10 kilometrów rozmawiamy o pogodzie. Następne 10 szukamy tematów. W końcu pada pytanie o któreś z dzieci. Po 50 kilometrach nie mówimy o niczym innym, jak tylko o dzieciach. Nie da się zamknąć za sobą drzwi i wyjść z pracy. To nie fabryka – mówi Bogdan.

Puste okna

Wioska w Karlinie jest najmłodsza z czterech istniejących w Polsce Wiosek Dziecięcych SOS. Rozpoczęła 12. rok funkcjonowania. – Wydaje się, jakby to było wczoraj, a już kilkunastu z naszych mieszkańców żyje swoim, dorosłym życiem, choć przy naszym wsparciu – mówi Tomasz Rusiecki, dyrektor karlińskiej wioski. Przed południem na zaśnieżonym osiedlu kolorowych domków panuje cisza i spokój. Dzieci są w szkole i przedszkolu. Jest jednak coś, co kłuje dyrektorskie oko.

– Aż serce boli, gdy patrzy się na te puste okna – kręci głową przed czterema niezamieszkanymi domkami. – Kilkadziesiąt tysięcy dzieci w Polsce czeka na to, że ktoś stworzy im dom. Odbieramy co rusz telefon z pytaniem: „Czy macie państwo miejsce dla czwórki, piątki dzieci?”. Mamy miejsce, ale nie mamy… mamy – rozkłada ręce.

Zaradzić temu może druga edycja kampanii „Mama poszukiwana” powadzonej przez Stowarzyszenie. W całym kraju wioski potrzebują kilkunastu rodziców. W Karlinie mieszka 9 zastępczych rodzin tworzonych przez 6 mam i 3 małżeństwa. W jednym domu może mieszkać nawet ośmioro dzieci. Najczęściej jednak wioskową rodzinę tworzy piątka lub szóstka dzieci. Bywa, że to rodzeństwo biologiczne, ale zdarza się i tak, że rodzinę trzeba pozszywać jak patch-work.

– Nie ma idealnych rodziców, więc też takich nie szukamy. Szukamy ludzi, którzy są gotowi podjąć wyzwanie. A my zapewniamy im to, że nie zostawimy ich samych. Dajemy sztab fachowców, pomoc psychologa, pedagoga, osobę pomagającą przy remontach, wsparcie i logistykę – wylicza Tomasz Rusiecki. – Jesteśmy instytucją, mamy przepisy, księgowość, obowiązujące prawo – od tego nie uciekniemy, ale staramy się być miejscem do życia. To więcej niż miejsce pracy – dodaje.

Wymagania formalne to wykształcenie średnie i wola dokształcania się, choć niekoniecznie na studiach, testy psychologiczne, szkolenia, staż przygotowawczy. Rekrutacja, wraz z trzymiesięcznym stażem, trwa prawie rok. – Cały czas powtarzam, że my tu nie robimy śrubek, ale mamy pod opieką dzieci, zwykle po potężnych przejściach. Powinny być przy swojej mamie czy tacie, ale niestety świat dorosłych je zwiódł. My w zastępstwie staramy się zapewnić im opiekę i rozwój najbardziej zbliżony do tego rodzinnego – wyjaśnia dyrektor. Dzieci o dyplomy i kursy nie pytają, ale sito stowarzyszenia ma gęste oczka. Decyzja o zamieszkaniu w wiosce musi zostać podjęta odpowiedzialnie. Żeby dzieci po raz kolejny nie zawiodły się na dorosłych.

Więcej niż ściany i dach

W domku B mieszka Asia. Drobna blondynka po czterdziestce, rodowita karlinianka. Jest w wiosce od samego początku. Zaczynała w domku B jako asystent. – Dyrektor mnie namawiał, ale mi odpowiadało bycie „dochodzącą ciocią”. Owszem, praca z młodzieżą, opieka, pomoc, ale po godzinach pracy wracam do siebie. Aż coś się zmieniło w głowie – wspomina Joanna Tytoń.

Kiedy się zdecydowała zostać mamą SOS, w domku czekała na nią piątka zbuntowanych nastolatków. Doskonale pamięta pierwszą noc. – Zagoniłam dzieciaki do łóżek, usiadałam na środku korytarza i zaczęłam czytać bajkę. Chociaż to brzmi jak banał, proszę mi wierzyć – zadziałało! – śmieje się, wspominając pierwsze miesiące: – Ściany były, dach był, ale trzeba było stworzyć dom. To zabrało sporo czasu. Ale myślę, że się udało – mówi, patrząc pytająco na Pawła – asystenta. To jedyny wujek w wiosce. Wcześniej było ich trzech. Teraz jest tylko Paweł. Kiedy jest potrzeba, idzie na zebranie do szkoły, odprowadza do lekarza, wyjeżdża na ferie, pomaga w lekcjach, a jak trzeba, to gotuje obiad. Jest też męskim wzorcem. – Bo tego w codziennym życiu dzieciaki też potrzebują, a w tym domku była większość chłopaków, więc pracuję z Asią – mówi Paweł Bloch.

Bywa ciężko, dlatego pytam o plusy tej pracy. Paweł nie ma wątpliwości: – To satysfakcja, że robimy kawał dobrej roboty dla dzieciaków. I na zmianę zaczynają wyliczać: plusem jest, kiedy jedno z dzieci mówi: „ciocia, nauczyłaś mnie więcej niż mama”, kiedy nie umiejąca czytać i pisać dwunastolatka po trzech latach przynosi świadectwo z czerwonym paskiem, kiedy najstarszy Michał świetnie radzi sobie na studiach w Poznaniu. O każdym z dzieciaków mogą tak opowiadać. W tej chwili mają pod opieką dwie Natalki, dwóch Patryków oraz Michała i Mateusza. – To z nimi tak naprawdę podpisuje się umowę. Nie ze stowarzyszeniem czy dyrektorem, ale z dziećmi – mówi Asia. Pytam, czy jest recepta na bycie mamą. – Nie jesteśmy idealni, bo to niemożliwe. My jedynie staramy się dać tym dzieciakom normalność – dodaje z uśmiechem.

Wioski Dziecięce SOS

To niepubliczne, rodzinne placówki opieki całkowitej nad dziećmi osieroconymi i opuszczonymi, które prowadzi Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce w Polsce. Stowarzyszenie jest częścią międzynarodowej organizacji SOS Kinderdorf, działającej w 135 krajach na całym świecie. W Polsce są cztery SOS Wioski Dziecięce: w Biłgoraju, Kraśniku, Siedlcach i w Karlinie. W skład karlińskiego programu, oprócz wioski, wchodzi również Wspólnota Młodzieżowa SOS w Koszalinie, w której szesnastoletni podopieczni mogą rozpocząć drugi etap usamodzielnienia, oraz profilaktyczny Program Umacniania Rodziny.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama