Alchemia światła

- Fotografii nauczyli mnie malarze, to oni pokazali mi grę światła i tajemnice kompozycji, a moja świadomość fotografa rosła z kilometrami naświetlonej taśmy i hektolitrami przerobionej chemii – mówi Andrzej Łada, ostrowiecki artysta fotograf.

Reklama

Dziś zdjęcie zrobić może każdy i niemal w każdej sytuacji. Wystarczy wyciągnąć telefon komórkowy i już możemy utrwalić to, co dzieje się wokół nas. Jednak czy taki utrwalony obraz można nazwać fotografią?

- Dawniej fotograf miał wiedzę, był fachowcem w swojej sztuce. Dziś fotografia poszła pod strzechy. Jedni mają lustrzankę, inni jakąś hybrydę, a jeszcze inni komórki lub jakieś głuptaki, którymi pstrykają tysiące zdjęć. Fotografia wymaga wiedzy i świadomości. W przeciwnym razie i małpę możemy nauczyć naciskać migawkę, aby zrobiła zdjęcie. Tylko suma szerokiej wiedzy pozwala wykonać fotografię, która staje się dziełem sztuki - podkreśla Andrzej Łada.

Tajemnica i fascynacja

Ostrowiecki artysta fotografik   ks. Tomasz Lis /Foto Gość Ostrowiecki artysta fotografik Z fotografią zetknął się już jako dziecko w rodzinnym domu, gdzie gromadzono pieczołowicie zdjęcia robione podczas podróży czy wakacji. Jednak to przyjaciel ojca, ostrowiecki fotograf pokazał mu po raz pierwszy magię powstawania fotografii.

- W domu było dużo zdjęć, które układano w albumach lub zbierano w paczkach po butach. Gdy ojciec wracał z rejsów, a był komandorem klubu żeglarskiego, z gronem przyjaciół oglądał wywołane zdjęcia. Jako dziecko przysłuchiwałem się opowieściom i chłonąłem utrwalone na zdjęciach obrazy. Pewnego dnia ojciec zabrał mnie do swojego przyjaciela Longina Łapicza, który działał w Towarzystwie Fotograficznym. W jego domu kuchnia była zamieniana na ciemnię. To tam przy zasłoniętych oknach i czerwonym świetle po raz pierwszy poznałem magię fotografii, gdzie na naświetlonym papierze zanurzonym w jakimś płynie zaczynał tajemniczo wyłaniać się obraz. Pan Longin wydawał się być alchemikiem, który wyczarowuje obrazy ze światła, ciemności i papieru. Dlatego pierwszą swoją wystawę fotograficzną nazwałem po latach „Alchemia światła” - opowiada pan Andrzej.

Pan Longin użyczył młodemu kandydatowi na fotografa pierwszego aparatu. Była to Praktica FX, która w latach 50. ubiegłego wieku kosztowała kilka pensji. Potem od rodziców otrzymał pierwszy swój aparat Smiena i tak zaczęła się życiowa przygoda z fotografią.

- Moją pierwszą ciemnię urządziłem w łazience. Musiałem czekać aż wszyscy pójdą spać, by zacząć wywoływać zrobione zdjęcia. Często robiłem to całą noc - opowiada.

Potem trafił do pracy do ostrowieckiej huty, gdzie dzięki panu Longinowi pracował jako fotograf w dziale kontroli technicznej. Tam wykonywał zdjęcia techniczne na mikroskopie elektronowym i poznał kolejnego nauczyciela fotografii pana Aleksandra Saleja.

- To z nim ruszałem na wspólne wycieczki i wyjazdy plenerowe. Mieliśmy te same aparaty i utrwalaliśmy te same obrazy, by potem porównać zdjęcia. To on nauczył mnie świadomości kadru, dobrania światła i uchwycenia piękna perspektywy. Na jego fotografiach zwykła wiejska studnia zamieniała się w zatrutą studnię Malczewskiego - opowiada pan Andrzej.

Pod jego wpływem początkujący jeszcze fotograf rzucił studiowanie budowy maszyn na kieleckiej politechnice i wybrał historię sztuki. Podczas nauki spotkał wspaniałych artystów, którzy odkryli przed nim prawdziwy świat sztuki i odsłonili jego tajemnice.

- Mnie fotografii nauczyli malarze. To oni pokazali mi grę światła i strukturę kompozycji, co stało się przedsionkiem artystycznej fotografii. Wtedy zacząłem przygotowania do wstąpienia do Związku Polskich Artystów Fotografików - wspomina.

W latach 80. ubiegłego wieku był to związek elitarny i jak opowiada przygotowanie do egzaminu zajęło mu sporo czasu. - Trzeba było przygotować kilka tematów fotograficznych proponowanych przez związek i indywidualny zestaw zdjęć, który trzeba było obronić przed komisją. Po pozytywnym wyniku otrzymałem legitymację z numerem 539 - wspomina pan Andrzej.

Na początku swojej fotograficznej drogi miał szczęście spotkać wielkie sławy polskiej fotografiki: Edwarda Hartwiga czy Jana Berdaka, którzy na wspólnych plenerach dali mu wspaniałą szkołę fotografii.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama