Pociągi z barierami

Tylko co dziesiąty wagon jeżdżący po torach jest dostępny dla osób niepełnosprawnych - pisze "Nasz Dziennik".

Reklama

To skutek wieloletnich zaniedbań, gdyż dopiero od kilku lat przewoźnicy kolejowi kupują nowe wagony lub modernizują używane, aby je dostosować do potrzeb wszystkich pasażerów.

"Polski tabor pasażerski ma średnio 29 lat" - informuje Ignacy Góra, prezes Urzędu Transportu Kolejowego.

Co prawda spółki kolejowe już sporo zainwestowały w unowocześnienie taboru, jednak minie jeszcze co najmniej 10-15 lat, zanim będziemy mogli powiedzieć, że z naszych pociągów będzie mogła skorzystać każda niepełnosprawna osoba, pasażer w podeszłym wieku czy rodzice udający się w podróż z dziećmi w wózkach. Wtedy bowiem wszystkie składy lokalne i dalekobieżne będą miały specjalne windy i ramy na wózki, odpowiednio wyposażone toalety, oświetlenie, systemy informacji pasażerskiej - podaje gazeta.

Jak wynika z raportów kontrolerów UTK, pasażerowie o ograniczonych możliwościach poruszania się mają problemy, aby pojechać pociągiem, który teoretycznie jest przystosowany do ich potrzeb. Ignacy Góra wymienia popsute rampy dla wózków. Jeśli działają, to czasami zdarza się, że kierownicy pociągów i konduktorzy nie potrafią ich obsługiwać. Nieczynne są też toalety dla niepełnosprawnych, poza tym szwankuje komunikacja głosowa, nieczytelne są wyświetlacze informujące o trasie i przystankach - przekazuje "Nasz Dziennik".

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

  • Spoko
    21.02.2017 11:01
    Bo błąd jest w założeniu, to projektant powinien zostać "przywiązany" do wózka i wtedy wiedziałby jak zaprojektować tabor dla osób niepełnosprawnych. Na razie to co jeździ to jest żenada (bo w większości to nieudolne kalki z zachodu). Zresztą to samo dotyczy budowlańców, którzy uwielbiają kłaść kostkę, a jazda wózkiem po czymś takim to jak jazda po tarce do prania, wystarczy przymocować słoik z mlekiem i będzie masło. Dopóki projektanci, decydenci i wykonawcy nie usiądą w wózku dopóty nie zrozumieją punktu widzenia osób na wózkach.
  • Gość
    21.02.2017 13:50
    To generalnie jest dość duży problem logistyczny i ekonomiczny. Mam wrażenie - i mówię to mając naprawdę duży szacunek do osób niepełnosprawnych, że czasem robi się z tego "równouprawnienia" jakiś niewyobrażalny młot na wszystkich projektantów, producentów, wykonawców i właścicieli wszystkiego.
    Osoba niepełnosprawna jest niepełnosprawna i będzie niepełnosprawna. Nie wejdzie na szczyt góry, nie zjedzie z niej na nartach, nie pójdzie na basen popływać - choćbyśmy się nie wiadomo jak starali, nie wstanie z tego wózka bez Bożej interwencji (która zresztą, jeśli nastąpi, zniweczy wszystkie powyższe problemy). Z drugiej strony znam wiele osób niepełnosprawnych, z kilkoma też na co dzień współpracuję - i żadna z tych osób nie chce, żeby ją traktować jak niepełnosprawną. Ważne, by jej życie ułatwić na rozsądnym poziomie, ale zmuszanie przewoźnika do wymiany WSZYSTKICH pociągów na WSZYSTKICH liniach - najlepiej naraz i do końca roku - i wszystko w oparciu o "nam się należy" i "jak tego nie zrobisz toś rzeźnik bez sumienia" brzmi śmiesznie - o czym mówią nawet sami zainteresowani.

    Do czego zmierzam? Qno do tego, żeby w każde miejsce w Polsce jeździła ROZSĄDNA ilość pociągów dostosowanych do potrzeb osoby niepełnosprawnej. Jeśli pociąg Katowice - Gliwice jeździ co 20 minut, to niech co drugi będzie dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych i naprawdę świat się nie zawali. I to nie jest żadne wykluczanie ani spychanie na margines społeczny - tylko brutalna ekonomia. Jeśli nas nie stać na przebudowę całej Polski pod ludzi na wózkach, których jest pół procenta - to przebudujmy tyle, na ile nas stać, zamiast obiecywać gruszki na wierzbie, albo co gorsza robić to sięgając po cudzą kasę, opatrzoną tysiącem "drobnych druczków" (np. "daliśmy ci kasę, teraz ty masz wprowadzić aborcję").

    Może to brutalne, ale czasem wydaje mi się, że walka o równouprawnienie (jakiekolwiek równouprawnienie - bo każde prowadzi do tego samego) przeradza się w dyktat mniejszości... I potem właściciel kamienicy ma w sobie tylko wiadomy sposób wcisnąć do niej windę dla niepełnosprawnych (na własny koszt), nie niszcząc zabytku (albo go potem ratując - na własny koszt).

    Jeśli masz trzy równoległe drogi, a dobrowolnie jedziesz wózkiem po tej wyłożonej kostką brukową, to nie miej pretensji, że trzęsie, tylko jedź inną. Jeśli nie masz żadnej - jasne, upomnij się o nią. Jeśli nie masz czym dojechać do pracy bo nie jeździ nic niskopodłogowego - upomnij się. Ale jeśli na tej trasie jeździ dziesięć tramwajów niskopodłogowych i jeden tramwaj ze schodkami, a Ty akurat chciałeś nim jechać - weź się człowieku w garść. To się nazywa życie, w pełni sprawni też czasem się do tramwaju nie zmieszczą i też nie zawsze sobie siedzą na mięciutkim.

    Mówię to wszystko z perspektywy znajomej osoby niepełnosprawnej, która na co dzień zamiast jęczeć jaki to świat zły - wykazuje się oceanem wręcz kreatywności i zaradności, żeby ten świat ogarnąć. I naprawdę - lepiej niż niejeden w pełni sprawny człowiek - czyni sobie ziemię poddaną. A wszystko robi własną kreatywnością, a nie żądaniami i pretensjami do całego świata.

    Ostatnia uwaga: NIE TWIERDZĘ (co zaraz mi zarzucą wszyscy, którzy nie potrafią czytać ze zrozumieniem), żeby olać potrzeby osób niepełnosprawnych i w ogóle się na nie wypiąć. Twierdzę, że zdrowy rozsądek to podstawa egzystencji - i naszej, i niepełnosprawnych. I mówię to ze świadomością, że jest w społeczeństwie dziwna psychoza, która nakaże połowie następnych komentujących wyzwać mnie od "faszysty" i życzyć mi wylądowania na wózku, bo dopiero wtedy zrozumiem.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama