Między słabością a perfekcją

Aneta Adamkowska, psycholog w płockim Centrum Psychologiczno--Pastoralnym „Metanoia”, o nowej grupie wsparcia dla kobiet.

Reklama

Agnieszka Małecka: W Płocku są pewne propozycje spotkań dla kobiet. Czym różni się od nich grupa wsparcia, która powstaje w CPP „Metanoia”?

Aneta Adamkowska: Głównym celem grup, które się spotykają, aby potańczyć, pośpiewać czy pomodlić się, są właśnie taniec czy modlitwa. Relacje są tam rzeczą dodatkową. Natomiast w grupie wsparcia głównym celem jest praca nad więziami. Przychodzimy do niej po to, by porozmawiać o problemie, przyjrzeć się temu, co robimy w relacji, uświadomić sobie na przykład, dlaczego jesteśmy ciągle w konflikcie albo nie możemy porozumieć się z dzieckiem. Usłyszymy też informacje zwrotne, których zwykle nie dostaniemy podczas rozmów kuluarowych w trakcie kursów czy warsztatów.

Czy takie rozmowy w grupie nie są rozdrapywaniem ran?

Jeśli złamiemy nogę i ona źle się zrośnie, to ból będzie nam ciągle dokuczał. I może być tak, że trzeba będzie złamać ją na nowo, by dobrze się zrosła. Jeśli ktoś przechodził jakieś trudności w swoim życiu, a one się dobrze „zrosły”, nie będzie ich rozdrapywał, bo to nie ma sensu. Natomiast jeśli te rzeczy na nas wpływają, siedzą w nas, nie dają nam spać, powodują np. napady paniki, to wtedy tę ranę trzeba trochę otworzyć, oczyścić. Grupa wsparcia nie jest jednak grupą ściśle terapeutyczną, która zajmuje się pracą nad traumą. Koncentruje się raczej na tym, co jest „tu i teraz”. Oczywiście, jeśli ktoś będzie miał potrzebę rozmowy o jakimś fakcie z przeszłości, możemy to zrobić, bo to może wpływać na jego obecne życie. Jednak to nie jest celem grupy.

Z czym zgłaszają się panie do Waszej poradni?

Są przede wszystkim rozczarowane: życiem, rodziną, dziećmi, mężem, którego po 20 latach jednak nie udało się zmienić. Najczęściej trafiają do nas kobiety w okolicach czterdziestki. Czasami wiąże się to z jakimś przełomem w ich życiu, czasami z trudnym przeżyciem. Rozsypuje się związek, pojawiają się zdrady. Albo teoretycznie są pieniądze, mąż, dzieci, praca, ale czegoś nadal brakuje. Myślę, że te problemy odzwierciedlają trudności społeczne. Nasz świat zmienił się diametralnie przez ostatnie dziesięciolecia. Bezustannie musimy dokonywać wyborów, a to jest frustrujące. Druga sprawa to szybkość życia, jego zmienność. Nie wiadomo, co nas spotka za chwilę, chcemy więc natychmiastowej gratyfikacji. Mamy też osłabienie poczucia tożsamości, kodeksów moralnych. To wszystko wpływa na to, że mamy złe relacje. Tak naprawdę nie dbamy o nie, nie czekamy na zmianę.

Jak działa grupa wsparcia?

Kobiety, które do nas trafiają, często myślą: „nic nie znaczę, moje życie jest bez sensu, nie mam nic do zaoferowania”. W grupie okazują się bardzo potrzebne, bo każdy uczestnik jest ważny. Każdy jest potrzebny, bo udzieli jakiegoś wsparcia albo po prostu wysłucha. Najważniejszym czynnikiem leczącym w grupie jest rozmowa, drugim – nadzieja. Bez niej terapia praktycznie nie jest możliwa. Jeżeli ktoś ma nadzieję na zmianę życia, to jest duża szansa, że do niej dojdzie. Gdy do nas, terapeutów, przychodzą ludzie, którzy takiej nadziei nie mają, nie wierzą, że terapia może im pomóc, wtedy najpierw pracujemy nad motywacją. W grupie jest o wiele łatwiej. Ktoś już przechodzi jakiś etap i u innej osoby pojawia się myśl: „ja też bym tak chciała”. Rodzi się pewna twórcza rywalizacja.

W grupie być może spotkają się panie z różnych środowisk. Jak stworzyć atmosferę współpracy i wymiany?

Grupa często staje się gronem przyjaciół. Oczywiście, są też osoby, które z czymś się nie zgadzają. W takich sytuacjach nie neguje się człowieka. Nie oceniamy, nie krytykujemy. Mówimy o tym, co czujemy, słuchając aktywnie danej osoby. W grupie jest trochę jak w pracy. Możemy się nie lubić, ale musimy ze sobą współpracować, na jakimś poziomie musimy być jednością.

Jakie cechy są potrzebne współczesnej kobiecie?

Paradoksalnie mocną stroną kobiet są ich słabości. My mamy wrażenie, że musimy być silne, a to jest myślenie błędne. Fajnie jest czasami być słabą, nie być matką idealną, ale wystarczająco dobrą. Dobrze by było, żeby udało się nam odseparować od takich wymagań, by nie być „perfekcyjną”. Proszę sobie wyobrazić, że ma pani idealną przyjaciółkę, która miałaby idealną pracę, idealne dzieci, idealne relacje z mężem... To o czym byście rozmawiały? Nie jesteśmy ideałami. Miewamy gorsze dni, gorszy humor, czasami myślimy negatywnie, mylimy się. Ważne jest, aby dać sobie do tego prawo.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama