Wyłączona komórka i głowa

O rodzinie, która trzyma się razem, i rzeczach ważniejszych od pieniędzy, mówi Marcin Radziwon, właściciel firmy R-GOL.

Reklama

Ks. Piotr Sroga: Jest Pan właścicielem firmy, która odniosła w ostatnich latach wielki sukces. Posypało się wiele nagród, a ostatnio nawet ścisła współpraca z PZPN. Na czym polega wasz sukces?

Marcin Radziwon: Obecnie jesteśmy w Polsce liderem w handlu specjalistycznym sprzętem piłkarskim. Siedziba firmy mieści się w Ostródzie, gdzie się wychowałem. Jeżeli chodzi o tzw. sukces, to zawsze miałem w życiu dużo szczęścia – inaczej mówiąc: Opatrzność czuwała. Od momentu urodzenia czuję opiekę z góry. Urodziłem się mocno chory, z jednym punktem w skali od 0 do 10, z wylewem krwi do mózgu, niedotlenieniem organizmu. Dzięki opiece rodziców i ich miłości wszystko ułożyło się dobrze.

Opatrzność pomagała mi także w innych momentach mojego życia. Miałem wypadek samochodowy, podczas którego z teściem dachowaliśmy. Zatrzymaliśmy się na posesji zakładu produkcji nagrobków. Wyszedłem z tego cały. Mam szczęście w życiu. W biznesie natomiast mam duże szczęście do dobrych ludzi, których spotykam. Rotacja w naszej firmie jest bardzo mała. To też jest właśnie powód naszego sukcesu. Mamy zaangażowanych, dobrych pracowników. Strefa wartości i odniesienia się do siebie jest bardzo ważne. Dlatego stanowimy dobrą drużynę. A w naszej firmie pracuje obecnie 90 osób.

Zazwyczaj biznes określany jest jako dżungla. W wyobraźni wielu liczy się tylko maksymalny zysk, a reszta jest nieważna. A jak to wygląda w waszej firmie?

Według mnie, można pogodzić wartości z biznesem. Jeśli ktoś wyniósł je z domu rodzinnego i został dobrze wychowany, a do tego stara się w swojej rodzinie urzeczywistniać zasady – to trudno byłoby działać w firmie inaczej. Dzięki temu ludzie wiedzą, czego mogą ode mnie oczekiwać, a ja wiem, czego mogę od nich wymagać. Myślę, że ta rodzinna atmosfera bierze się właśnie stąd, bo każdy wie o drugim to, co trzeba. Wtedy realizuje się zasada: „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.

Chyba ważne jest też to, że w biznesie działasz wspólnie z rodziną?

Nieraz się słyszy, że nie należy prowadzić interesów z rodziną. U nas jest inaczej i to działa. Współpracuję z trzema młodszymi braćmi. Najmłodszy, Marek, obsługuje piłkarzy profesjonalnych i duże korporacje. Tomek jest dyrektorem do spraw sprzedaży i troszczy się, aby firma miały odpowiedni towar w odpowiednich ilościach. Wojtek jest menedżerem sprzedaży regionalnej, czyli człowiekiem od trudnych zadań. On rozkręcił placówkę w Gdańsku. Specjalnie się tam z rodziną wyprowadził. Tak więc u nas z rodziną wychodzi się dobrze nie tylko na zdjęciu, ale również w biznesie. Z zamkniętymi oczami mogę moim braciom powierzyć każde zadanie.

W tej chwili odnosicie sukces i rozbudowujecie się, ale początek był zadziwiająco prosty. Zaczęło się od pary butów.

Pierwsze pary sprzedałem z torby. Najpierw były dwie, potem miałem zawsze kilka. Nie myślałem wtedy o dużym biznesie. Mam umysł analityczny i każdego dnia chcę robić wszystko lepiej. Ciągle zastanawiam się nad tym, co w życiu można poprawić. I chodzi o wszystkie płaszczyzny – rodzinę, pracę i hobby. Chcę być ciągle lepszy i mam nadzieję, że nie jest to choroba. (śmiech) Tak też było z naszą firmą, każdego dnia robiliśmy lepiej i lepiej, aż się na dobre rozkręciło. Przełomem było niewątpliwie mocne wejście do internetu. Położyliśmy również nacisk na rozwój technologii, aby produkty były najwyższej jakości.

Co jest najważniejsze w życiu biznesmena, który czuje, że jest na fali sukcesu?

Oczywiście rodzina i miłość. Moja żona jest moim przyjacielem od dawna, bo poznaliśmy się w wieku 12 lat. Owocem naszej miłości jest czworo dzieci: trzy córki i syn. Rodzina jest dla mnie ważna, dlatego po pracy wyłączam telefon służbowy i poświęcam czas najbliższym. Nie jest to łatwe, bo trudno jest wyłączyć czasem głowę, ale ciągle nad tym pracuję. Weekendy też są z rodziną i wyłączonym telefonem. Nigdy nie patrzyłem na biznes jedynie poprzez pryzmat pieniądza. Właściwie nie chodziło mi głównie o to, by zarabiać jak najwięcej, ale żeby robić jak najlepiej. Jestem szczęśliwy, że przy okazji można godnie utrzymać rodzinę.

Kto, oprócz rodziców, odegrał w Pana życiu ważną rolę w kształtowaniu kręgosłupa moralnego?

Muszę wspomnieć ks. Mariana Midurę, który łączył wartości duchowe ze sportowymi. Byłem przez wiele lat ministrantem, a ks. Marian opiekował się ministrancką drużyną piłki nożnej, która nosiła nazwę „Aniołki”. Ten kapłan pokazywał nam życie, zabierając nas na wyprawy i różne obozy. Jako czwartoklasista poszedłem pierwszy raz na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy. To wszystko były miejsca, gdzie uczyłem się samodzielności i prawdziwego życia. Było spanie na sianie, robienie posiłków i wiele praktycznych zadań. Ksiądz Marian zbudował nasze charaktery we współpracy z rodzicami, którzy swoim życiem pokazują nam, co to znaczy być dobrym człowiekiem. Dziś jako ojciec wiem, że ojcostwo i macierzyństwo kosztuje wiele wysiłku.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama