Pieniądze to temat tabu

O tym, czy otrzymywanie kieszonkowego uczy dzieci zarządzania pieniędzmi, mówi dr Agata Trzcińska z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Reklama

Jakub Jałowiczor: Czy dzieci w Polsce są dobrze uczone gospodarowania pieniędzmi?

Agata Trzcińska: Na ogół takiej nauki jest bardzo mało. Niewielu rodziców świadomie edukuje swoje dzieci ekonomicznie. Stosunkowo nieliczni rodzice regularnie dają dzieciom kieszonkowe. Można uznać, że to całkiem duży problem. Brakuje też edukacji ekonomicznej w szkołach. Zaczyna się ona dopiero na lekcjach wiedzy o społeczeństwie i podstawach przedsiębiorczości, a to już okres gimnazjum i liceum. Wcześniej edukacji ekonomicznej jest bardzo mało. Pojawiają się jej elementy, takie jak rozpoznawanie nominałów i uczenie się, czym są pieniądze i do czego służą. Tego, jak oszczędzać pieniądze, dzieci niekoniecznie się dowiedzą.

Dlaczego rodzice nie uczą dzieci, jak obchodzić się z pieniędzmi?

Przyczyn jest kilka. Jedna jest taka, że rodzice sami często mają niezbyt wielką wiedzę na temat finansów i ekonomii, więc trudno, żeby przekazywali ją dzieciom. Jednak na wcześniejszym etapie rozwoju dzieci nie potrzebują jeszcze skomplikowanych informacji. Ucznia podstawówki nie uczymy przecież, jak inwestować na giełdzie. Większość dorosłych podstawowe umiejętności jednak posiada, więc problemem może być raczej to, że rodzice traktują pieniądze jako temat tabu. Niechętnie rozmawiają o sprawach finansowych. Uważają, że dzieci powinny być raczej od nich odsuwane.

Wspomniała Pani o kieszonkowym. Posiadanie własnych pieniędzy uczy dziecko gospodarowania finansami?

Z pewnością tak, ma szanse nauczyć dziecko gospodarności i oszczędności. Jednak stanie się tak tylko wtedy, kiedy kieszonkowe jest wypłacane w odpowiedni sposób. Po pierwsze musiałoby być dawane regularnie. Jeśli już zaczynamy wręczać kieszonkowe, to musimy bardzo pilnować tego, żeby pieniądze były przekazywane dziecku w takich odstępach czasu, na jakie się z nim umówimy (np. co tydzień przy młodszych dzieciach i co miesiąc przy starszych). Nie można o tym zapominać. Nie powinno być tak, że dziecko upomina się o pieniądze. Po drugie, żeby to miało charakter edukacyjny; nie można dziecku dokładać środków, kiedy ono już wyda wszystko. Jeśli biegnie potem do rodziców, część z nich mówi: dobrze, dam ci więcej. Nie, dziecko musi uczyć się na swoich błędach – jeżeli wszystko wyda, to potem mu zabraknie.

A wypłacanie pieniędzy za coś? System „masz kieszonkowe, ale sprzątnij pokój” jest właściwy?

Nie. Jeśli wypłacamy kieszonkowe, to powinno ono być niezależne od tego, czy dziecko dobrze się zachowuje. Dziecko powinno mieć swoje obowiązki i można o tym rozmawiać podczas ustalania kieszonkowego, ale na pewno nie powinno się płacić dzieciom za pościelenie łóżka czy rozładowanie zmywarki. Oczywiście można umówić się z dzieckiem na dodatkowe wypłaty za dodatkową pracę. Na przykład mogłabym pojechać samochodem do myjni, ale zamiast tego samochód myje dziecko. Wtedy kwotę, którą wydałabym na myjnię, daję dziecku. W taki sposób syn czy córka może dodatkowo zarabiać i uczyć się, że pieniądze można zdobyć samemu, a nie tylko dostaje się je od rodziców. Ale tak może być wtedy, kiedy dana czynność nie jest codziennym obowiązkiem dziecka.

Od jakiego wieku należy zacząć wypłacanie kieszonkowego?

Myślę, że dobrym momentem jest ten, kiedy dziecko zaczyna chodzić do szkoły. Można próbować wcześniej, ale wtedy maluchy nawet nie mają na co wydawać. Często zdarza się, że rodzice decydują się na wypłacanie kieszonkowego właśnie wtedy, kiedy dziecko idzie do pierwszej klasy.

Jak określić właściwą wysokość kieszonkowego?

To jest bardzo trudne pytanie. Trzeba, rzecz jasna, wziąć pod uwagę możliwości finansowe rodziny. Kieszonkowe nie może być zbyt wysokie, bo wtedy dziecko nie będzie miało motywacji do oszczędzania. Zawsze będzie mu na wszystko wystarczało. Nie może też być zbyt niskie, bo nie będzie szans na to, aby uzbierać na jakiś cel. Wiele zależy też od tego, na co przeznaczone będą te środki. Inna jest sytuacja, kiedy dziecko ma sobie kupić jedzenie w szkole, a inna, kiedy dostaje zapakowane drugie śniadanie, a pieniądze są tylko na przyjemności czy zabawki. Różne badania pokazują, że na początku podstawówki kieszonkowe wynosi zwykle kilka złotych tygodniowo.

Z kolei statystyczny gimnazjalista dostaje całkiem sporo.

Kieszonkowe rośnie z wiekiem. Wszystkie badania pokazują, że najmłodsze dzieci mają do dyspozycji 20–30 zł miesięcznie. Ale nie chciałabym podawać konkretnych kwot, bo to może sugerować rodzicom, że skoro dzieci dostają średnio po 20 zł, to i moje powinno tyle otrzymywać. To zależy od tego, w jakim otoczeniu jest dziecko, jakie ma potrzeby i jakie są możliwości finansowe rodziny. W wieku gimnazjalnym kwota rośnie, bo rosną potrzeby. Bardzo często młodsi nastolatkowie opłacają już z kieszonkowego np. wyjścia z kolegami.

Czy założenie konta dziecku to dobry pomysł?

To jest bardzo fajny pomysł. Przede wszystkim dlatego, że oswajamy dziecko ze światem finansów i banków. Uczy się ono, że pieniądze to nie tylko gotówka, którą mamy w portfelu. Zresztą banki prowadzą pewną działalność edukacyjną, np. pokazują, jak i na co możemy oszczędzać.

Tylko czy w ten sposób banki nie produkują sobie przyszłych klientów?

Nie zgodziłabym się z tym. W wielu krajach nawet bardzo małe dzieci mogą mieć własne konta. Ważna jest oczywiście rola rodziców, bo to oni powinni pokazać dziecku, na co zwracać uwagę, kiedy wybieramy bank i konto. Trudno byłoby wymagać od banku, żeby uczył, że można się z nim pożegnać i założyć konto gdzie indziej. To już zadanie dla taty i mamy.

Domowa edukacja ekonomiczna

  • Kieszonkowe to najlepsze narzędzie do nauczenia dziecka gospodarowania swoimi pieniędzmi. Ale konieczna jest tu konsekwencja: nie należy dawać dzieciom dodatkowych pieniędzy ani płacić za dobre oceny w szkole czy prace domowe.
  • Warto zachęcać dziecko do planowania wydatków i oszczędzania na jakiś konkretny cel.
  • Małe dzieci można uczyć oszczędzania za pomocą skarbonki, nastolatkom można założyć rachunek płatniczy w banku czy spółdzielczej kasie oszczędnościowo-kredytowej.
  • Rodzinne zakupy to dobra okazja do nauczenia dzieci porównywania cen, wybierania tylko tych produktów, których naprawdę potrzebujemy, i korzystania z promocji.
  • Uczmy oszczędzania nie tylko pieniędzy – zakręcania kranu, wyłączania światła, niemarnowania żywności również.
  • Warto proponować dzieciom gry ekonomiczne, np. planszową Monopoly, internetowe: www.nbportal.pl/rozrywka (ekonomiczne quizy, gry proste i decyzyjne), www.malykonsument.com.pl (rozsądne kupowanie), https://sigg.gpw.com.pl (symulator gry giełdowej).
  • Dzieci można włączać do gospodarowania domowym budżetem: planowanie dochodów i wydatków, oszczędności, zaciągnięcia pożyczki czy kredytu.
  • Starszym dzieciom warto pozwolić na pracę, za którą otrzymają wynagrodzenie: roznoszenie ulotek, umycie samochodu, pakowanie zakupów w supermarkecie, odśnieżenie posesji sąsiadów. To uczy szacunku do zarobionych pieniędzy i odpowiedzialnego zarządzania swoim budżetem.
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama