Dzieci w świecie finansów

Nawet małe dzieci rozumieją, że pieniądze mają wartość. Co trzeci nastolatek oszczędza. Od 13. roku życia można to robić w niemal każdym banku.

Reklama

Nastolatki na ogół nie mają kont, także tych oszczędnościowych. Odłożone pieniądze trzymane są zwykle w domu. Według badań przeprowadzonych na zlecenie Narodowego Banku Polskiego w 2014 r. rachunek płatniczy (konto) posiada 8 proc. gimnazjalistów i 25 proc. ich starszych kolegów. Większość młodych osób woli płacić gotówką, nawet jeśli mają kartę. Nie oznacza to, że jej posiadanie jest wstydem. Przeciwnie, wyniki badania wskazują, że konto w banku kojarzy się nastolatkom z dorosłością. Oczywiście nie można go założyć bez zgody rodziców. Konieczne jest też zachowanie względów bezpieczeństwa.

Dla młodych klientów

– W dzisiejszych czasach posiadanie konta jest nieodzowne. Założenie go to jeden z kroków w dorosłość – uważa Ewa Kruk z zarządu Stowarzyszenia Krzewienia Edukacji Finansowej. Większość dostawców usług platniczych, takich jak: banki czy spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe oferuje możliwość założenia konta młodzieży mającej przynajmniej 13 lat. Dziecko w tym wieku jest uznawane za małoletnie, ale ma już zdolność prawną, choć ograniczoną. Może np. zawierać umowy za zgodą opiekuna prawnego. W tym przypadku oznacza to możliwość zarządzania kontem i znajdującymi się na nim pieniędzmi. 13-latek nie potrzebuje też zgody rodziców na każde użycie karty płatniczej. Banki i spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe zachęcają młodych klientów i ich rodziców korzystniejszym niż w innych przypadkach oprocentowaniem i niższymi opłatami. Nie oznacza to jednak, że prowadzenie dziecięcego konta jest darmowe. Przed założeniem go dziecku warto zapoznać się z tabelą opłat i prowizji albo poszukać w internecie sprawdzonych stron porównujących oferty poszczególnych banków i spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych.

Prawo chroni dzieci przed niektórymi pułapkami, w jakie mógłby wpaść dorosły. Bankowi i spółdzielczym kasom oszczędnościowo-kredytowym nie wolno udzielić nieletniemu kredytu ani wręczyć karty kredytowej. Licealiście czy gimnazjaliście nie grozi więc to, że zadłuży się na resztę życia. Oczywiście nie będzie mógł wydać więcej, niż rodzice wpłacili mu na konto, a rodzice mogą ustawić dzienny albo miesięczny limit wydatków. Na pewno nie zaszkodzi przypomnieć dziecku, że wirtualne pieniądze wydaje się zwykle chętniej niż gotówkę, więc potrzeba tu sporo rozwagi. Rodzice powinni pamiętać o tym, by od czasu do czasu przejrzeć wydatki swojej pociechy. W przypadku konta internetowego można to zrobić bez odwiedzania oddziału. W niektórych przypadkach warunkiem otwarcia rachunku dla dziecka jest posiadanie rodzicielskiego konta, za pomocą którego zarządza się kontem syna lub córki. Młody właściciel rachunku powinien też znać zasady bezpieczeństwa: pilnować karty, nie trzymać razem z nią zapisanego numeru PIN ani nie podawać go kolegom.

Jest co odkładać

Część rodziców daje dzieciom pieniądze na konkretny cel. Inni wypłacają kieszonkowe. Z badań NBP wynika, że statystyczny 6-klasista dostaje miesięcznie 87 zł. W praktyce jednak wysokość kieszonkowego jest różna. Niecałe 40 proc. uczniów ma do dyspozycji od 51 do 100 zł. Nieco mniejsza grupa dostaje od 26 do 50 zł. Więcej niż co piąty 12-latek może liczyć na więcej niż 100 zł miesięcznie (1 proc. ma ponad 300 zł). 7 proc. dostaje nie więcej niż 25 zł albo w ogóle nie ma własnych pieniędzy.

Starsi dostają więcej. Gimnazjaliści otrzymujący miesięcznie od 101 do 300 zł to 36 proc. przebadanej grupy. Kieszonkowe 32 proc. uczniów gimnazjum wynosi od 51 do 100 zł, a 24 proc. – od 26 do 50 zł. W przypadku licealistów odsetek tych, którzy otrzymują więcej niż 300 zł, rośnie do 10 procent. 40 proc. może liczyć na kwotę niższą, ale także trzycyfrową.

Niektórym uczniom udaje się odłożyć część kieszonkowego na później. Oszczędza mniej więcej jedna trzecia badanych nastolatków. Około 50 proc. oszczędnych nastolatków zbiera na konkretny cel. Część planuje w przyszłości większe zakupy, ale jeszcze nie wie, co to będzie. Zapał do odkładania bez wyznaczonego jasno celu spada z wiekiem. Robi to 37 proc. uczniów szkół ponadgimnazjalnych, 45 proc. gimnazjalistów i 47 proc. 6-klasistów.

Lokata? A co to?

Dzieci często nie wiedzą, jak gospodarować pieniędzmi, bo nikt nie pokazuje im, jak to robić. Joanna Mrożek z Fundacji Młodzieżowej Przedsiębiorczości podkreśla, że rodzice często nie uczą dzieci zarządzania finansami. – Raporty ewaluacyjne, które robimy po zakończeniu poszczególnych projektów, pokazują, że takich rozmów często nie ma – mówi. Wspomniane badania wykazały, że młodzi ludzie słabo oceniają swoje kompetencje ekonomiczne. Tematyka finansowa wydaje się trudna i zagmatwana, nawet tym, którzy mają wiedzę większą od rówieśników. Dlatego wybór właściwego konta bez pomocy rodziców może okazać się skomplikowanym zadaniem dla wielu nastolatków. O ile z codziennym dysponowaniem pieniędzmi nie mieli problemów nawet najmłodsi badani, o tyle porównanie różnych lokat było już dla wielu zadaniem ponad siły. Autorzy zwrócili uwagę, że kłopoty nie brały się z trudności z obliczeniami. Młodzież nie radziła sobie raczej z językiem finansowym i nie znała ogólnych zasad, według których funkcjonują rachunki płatnicze.

Nie da rady, bo nie próbował

Niektórzy rodzice obawiają się powierzyć dzieciom zadania związane z pieniędzmi, choćby takie jak zrobienie zakupów. – Często widzę, że dzieci mające 6 lub 7 lat nie potrafią sobie poradzić w sklepie – mówi Ewa Kruk. Dla dziecka w tym wieku wyjście do sklepu jest lekcją samodzielności. – Maluch musi zapisać sobie, co kupić albo zapamiętać listę zakupów. Musi odnaleźć się w przestrzeni sklepowej, czyli zorientować się, gdzie stoją jogurty, a gdzie mleko. Potem trzeba wybrać jeden z kilku rodzajów masła i sprawdzić, czy kasjer nabił taką cenę, jaka była na półce – wylicza Ewa Kruk.

Dla starszych dzieci lekcją samodzielności może być zarządzanie własnymi pieniędzmi. – Decyzje dziecka nie zawsze będą racjonalne i tak ma być – podkreśla Ewa Kruk. – Trzeba się uczyć na błędach i małych kwotach. Znam wypadki, kiedy rodzice oprócz kieszonkowego przelewają na konta dzieci pieniądze przeznaczone na opłatę za telefon czy bilet miesięczny. To przyzwyczaja do systematyczności i uczy, że nie można zapominać o stałych opłatach albo wydawać wszystkiego naraz.

Znicz czy aplikacja?

Ekonomiczną szkołą życia są przedsięwzięcia takie, jak konkursy ekonomiczne dla dzieci. Jednym z nich jest „Młodzieżowe mikroprzedsiębiorstwo” organizowane przez Fundację Młodzieżowej Przedsiębiorczości. W ramach tego konkursu licealiści zakładają firmy działające na wzór spółki jawnej. Mają wszystkie potrzebne dokumenty, a produkty lub usługi rzeczywiście są sprzedawane. Kasę trzyma rada pedagogiczna, a oprócz tego przedsiębiorstwo ma dorosłego opiekuna. Kilkumiesięczna działalność jest oceniana przez jurorów. Najlepsza dwudziestka (z ponad 300 firm) przechodzi do finału odbywającego się w Warszawie. W zeszłym roku triumfowali młodzi biznesmeni z branży IT. Licealiści z Bydgoszczy opracowali aplikację służącą do planowania zajęć szkolnych, uwzględniającą lekcje i zastępstwa. Autorzy mogli się pochwalić prostotą obsługi aplikacji oraz jej przejrzystością. Konkurs pokazuje, że przedsiębiorczej młodzieży nie brakuje pomysłów. W zmaganiach brały udział firmy prowadzące zajęcia z zumby i sprzedające znicze. W zeszłym roku za bydgoszczanami uplasowali się uczniowie z Gdańska, którzy sprzedawali naturalne kosmetyki własnej produkcji. Trzecie miejsce zajęli licealiści z Ostrołęki, twórcy firmy „Przerwa na sok”. Pomysł – produkcja soków ze świeżych owoców i warzyw – był prosty, ale z promocją trafiliby zapewne w gusta warszawskich hipsterów. Soki nie zawierały konserwantów, stabilizatorów ani żadnej innej chemii. Sklep od początku przynosił zyski. W kwietniu i maju wyniosły one po ponad 1,2 tys. zł (przychód przekraczał 3 tys. zł). Sukcesy nastoletnich biznesmenów pokazują, że młodzi Polacy potrafią sobie poradzić w świecie ekonomii. Problemem bywa to, że nie każdy ma możliwość poznania jego realiów odpowiednio wcześnie. – W efekcie bywa tak, że kiedy 20-latek wyjeżdża do innego miasta na studia, jest w kłopocie, bo nagle sam musi zarządzać całym swoim budżetem – stwierdza Ewa Kruk.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama