30 kg wspomnień

Od dwóch miesięcy w Domu Polonii przebywa ponad 150 kazaskich repatriantów. Od Pułtuska zaczyna spełniać się ich sen.

Reklama

Przybyli aż z północnego Kazachstanu. – Są u nas 152 osoby, czyli ok. 50 rodzin. To rodziny wielopokoleniowe: babcia, mama, dzieci, wnuki. Są czwartym, a nawet piątym pokoleniem urodzonym z dala od ojczyzny, ale widać, że to Polacy – mówi Michał Kisiel, dyrektor Domu Polonii.

Polskość zachowaliśmy

Większość z nich mówi po rosyjsku, nieliczni mówią po polsku, ale dużo rozumieją. – Obecnie uczą się języka. Dla nas to duże wyzwanie pod względem logistycznym i formalnym. Najgorsza jest procedura urzędnicza, bo trzeba załatwić wszelkie formalności z tłumaczeniem, wpisem do akt itp. Naszym rodakom oferujemy pełną opiekę związaną z życiem codziennym. Repatrianci mają pozwolenie na roczny pobyt i czekają na poświadczenie ich polskiego obywatelstwa. Od tego czasu zacznie się ich nowe życie w Polsce, z dowodem osobistym. Wielu z nich chciałoby powrócić do polskiego nazwiska, na przykład do nazwiska panieńskiego matki, czy zmienić imię. Po otrzymaniu dowodu osobistego będą też mogli korzystać w ofert lokalnych pracodawców – dodaje M. Kisiel.

– Jedna z rodzin przywiozła książeczkę do nabożeństwa, która pochodzi z czasu deportacji, z 1936 roku. Oni często powtarzają, że gdyby nie wiara w Pana Boga i ufność w Jego sprawiedliwość, nie przetrwaliby tam. Wciąż są blisko wiary. Dzisiaj może słabo mówią po polsku, ale uczą się i robią duże postępy.

– Czuję się tutaj tak dobrze, jak w swojej ojczyźnie. Wiem, że te bariery językowe są tylko czasowe. Potrzebujemy teraz czasu, aby swobodnie nauczyć się polskiego. Mamy nadzieję, że nowy rozdział naszego życia zaczniemy z perspektywą lepszego rozwoju dla naszych dzieci – mówi Antoni Siedlecki, który do Polski przyjechał z żoną Rusłaną i dwoma synami.

Pan Antoni pochodzi ze wsi Podolskoje w północnym Kazachstanie. Jak opowiada, u siebie nie mieli żadnych perspektyw na jakikolwiek awans czy rozwój. – Trudno było się zdecydować na wyjazd. Życie w Podolskoju nie było łatwe. Ja pracowałem w małej szkole na wsi przez ponad 8 lat, dodatkowo studiowałem informatykę, żona zaś pracowała w przedszkolu. Mieszkaliśmy razem z rodzicami. Nasza pensja była tak mała, że nie pozwalała nam na kupno mieszkania. Nasze wynagrodzenie wynosiło zaledwie 350 euro. Za te dwie pensje musieliśmy wyżyć. Było różnie, ale takie właśnie było życie na wsi – opowiada.

Wszystkie swoje rzeczy zostawili w Kazachstanie. Do Polski przyjechali z małym bagażem. – To, co już otrzymaliśmy, mamy dzięki wierze w Boga. Jego Opatrzność dostrzegamy już w tym, że tutaj jesteśmy – dodaje Antoni Siedlecki.

Docenia, że mieszkańcy Pułtuska tak bardzo angażują się w pomoc dla nich. – Cieszymy się, że ludzie organizują dla nas akcję zbiórki ubrań, z których możemy korzystać. Dzięki temu czujemy się jak wśród swoich, w rodzinie. Oni przynoszą to, co nam potrzebne, nie oczekując niczego w zamian, dlatego wierzymy, że życie tutaj będzie o wiele łatwiejsze i ludzie przyjmą nas jak prawdziwych Polaków. W końcu tę polskość zachowaliśmy dzięki wierze – dodają Rusłana i Antoni.

Niczym sen

Antonina Grabowska z zawodu jest nauczycielką języka polskiego. Przez długie lata mieszkała w miejscowości Szczucińsk. Wraca do Polski jak do domu. – Potomkowie zesłańców zgodnie mówią, że powrót do Polski był marzeniem całych pokoleń. Dużo ludzi przyjeżdża w nadziei na lepsze życie i pracę. A ja po prostu wracam do domu ojczystego – wzrusza się pani Antonina. – Moje korzenie są polskie i wszyscy w rodzinie są Polakami, tylko że wywiezionymi do Kazachstanu w 1936 r. z powodów politycznych. W Polsce bywała wielokrotnie, bo studiowała na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Kiedy dowiedziała się o możliwości wyjazdu do Polski, w ciągu miesiąca zostawiła wszystko w Kazachstanie.

– Wróciłam do mojego polskiego domu. Tutaj mam wielu przyjaciół. Dla mnie to powrót do korzeni i nowy początek. Przecież nasze życie to zapisywanie wciąż nowych kart. Zabrałam ze sobą zaledwie 30 kilogramów rzeczy osobistych i moich wspomnień, nic więcej. Zaczynam od zera. Zaczynam od poznawania otoczenia, języka, kultury – opowiada Antonina.

Jakie były jej pierwsze wrażenia? – Kiedy dotarłam do Pułtuska, to było niczym sen. Nie mogłam uwierzyć, że przybyłam na zamek. W informacji brzmiało tylko: ośrodek adaptacyjny, a na miejscu przeszło to moje najśmielsze oczekiwania. Wszystkie rodziny polskie, które zostały w Kazachstanie, są asymilowane i tracą częściowo swoją polskość. A tu na nowo ją odzyskujemy – dodaje.

Jak przyznaje pani Antonina, wsparcie, zwłaszcza na początku drogi, jest im bardzo potrzebne. Chodzi o towarzyszenie emocjonalne, duchowe, ale i to praktyczne. – Przez 15 lat oczekiwałam wyjazdu do Polski. Kiedy się spełnia moje marzenie, to wiara daje mi poczucie bezpieczeństwa. Nie ma we mnie strachu, że zaczynam coś od nowa. Kończy się okres kazachstański w moim życiu. Ufam, że Chrystus będzie mnie dalej prowadził – wyznaje A. Grabowska.

Tam jest wasze miejsce

Państwo Ochmanowie przez 14 lat pracowali przy swoim kościele parafialnym. Pan Dimitrij był kościelnym, a pani Wiktoria gotowała na plebanii. – Rodzice przekazali nam wiarę i polskie, katolickie tradycje. W Kazachstanie nie mieliśmy wielkich możliwości na rozwój. W podjęciu decyzji o wyjeździe kibicowali nam rodzice, którzy zachęcali nas: „Jedźcie, musicie wrócić, bo tam jest wasze miejsce” – wspominają Ochmanowie.

– Studiowaliśmy w Lublinie, ale wtedy nie było możliwości zostania na stałe w Polsce. Musieliśmy wracać do naszej wioski Czkałowo. Dziś nasze marzenia się spełniają. Mamy obawy, bo nie mamy jeszcze pełnej stabilizacji i pracy, ale jest w nas dużo dobrej nadziei. Mamy ze sobą tylko cztery walizki i nic więcej. Chcemy znaleźć tu swój szczęśliwy kąt. Tam wszystko kręciło się wokół tego, aby przetrwać. Jesteśmy młodzi i chcemy żyć jak normalna rodzina, pełnią życia – mówią ze wzruszeniem Wiktoria i Dimitrij.

Dla wielu rodzin z Kazachstanu przyjazd do Polski to całkowita zmiana ich stylu życia. – Staramy się im stworzyć rodzinną atmosferę. Mówimy, że są w dobrych rękach. Chcemy, aby pieniądze, które ze sobą przywieźli, zatrzymali na swój start, gdy otrzymają już mieszkanie, dlatego teraz chcemy im zapewnić maksymalnie wszystko – podkreśla dyrektor Domu Polonii. – Chodzi o to, aby powstała interakcja społeczna: by Polacy w Polsce poczuli się w obowiązku i pomogli swym rodakom przybywającym ze Wschodu. Myślę, że spotkanie z naszymi rodakami jest ogromną lekcją pokory dla każdego z nas – mówi Michał Kisiel.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama