Darek jak Albert

Przez niektórych nazywana jest śląską Joanną Berettą Mollą. Jej historia wzruszyła pewnego roweromaniaka.

Reklama

Mieszka w Jastrzębiu-Zdroju. Ma męża Roberta i córkę Klarę. Od 12 lat choruje na rzadkie schorzenie: nowotwór tkanki łącznej i nabłonkowej, atakujący głównie mięśnie. Gabrysia Klimek, bo o niej mowa, przyjęła już 30 cykli chemii…

Ważniejsze „ty”

W tym czasie, co z medycznego punktu widzenia jest nie do wyjaśnienia, zaszła w ciążę i urodziła zdrową piękną córkę. Podczas ciąży zrezygnowała z leczenia. Przed porodem, który nastąpił w 8. miesiącu, powiedziała lekarzom, żeby najpierw ratowali jej dziecko…

„Kochana Mamusiu, dziękuję Ci, że nauczyłaś mnie, że trzeba kochać, żeby być kochanym. Trzeba się wsłuchać, o czym bliźni marzy, lub odgadnąć marzenie tylko z jego twarzy. Trzeba odgadnąć, że »ty« jest od »ja« ważniejsze, że serce kochające nie boi się być mniejsze” –  te słowa 9 marca, a więc w dniu 44. urodzin Gabrysi, napisała jej 7-letnia córka.

Historia Gabrysi, Roberta i Klary wzruszyła Dariusza Kmiecia, 45-letniego mieszkańca Rudy Śląskiej, na co dzień pracującego w Holandii. Chce im pomóc. A że kocha rower – postanowił, że wybierze się na przejażdżkę… z Holandii do Polski. W drodze będzie mówił o Gabrysi.

Wcześniej do polskich parafii oraz instytucji zrzeszających Polaków mieszkających na trasie jego przejazdu wyśle pocztówki. Z jednej strony są one ozdobione rysunkami dzieci z rudzkich przedszkoli i podstawówki, z drugiej – zawierają konto fundacji, za pomocą której można wesprzeć leczenie Gabrysi Klimek. Dariusz Kmieć z Holandii wystartuje 9 maja. W Polsce, a dokładnie w Jastrzębiu-Zdroju, ma być mniej więcej 10 dni później. Na finiszu, w okolicach Śląska, ma do niego dołączyć Niniwa Team. A na 22 maja w rodzinnej parafii Gabrysi, pw. św. Alberta, zaplanowano dla niej festyn. Ma w nim wziąć udział także „nasz” rowerzysta. „To jakiś znak: Rok św. Alberta, parafia św. Alberta, a ty, Darek, prawie jak ten św. Albert – chcesz pomagać” – usłyszał od Gabrysi.

Darek pojedzie szlakiem EuroVelo. To międzynarodowa trasa rowerowa, która poprowadzi go przez Niemcy do Polski. Rowerzysta pokona ok. 1230 km drogi. Nie wie, gdzie będzie spać. Na pewno chce odwiedzić 2 albo 3 polskie parafie. Do swojego roweru, klasycznego górala, podepnie przyczepkę, do której właduje 30-kilogramowy bagaż. Zabierze ze sobą namiot, śpiwór, coś do przebrania, kuchenkę… Po obfitym śniadaniu będzie w stanie przejechać ok. 50 km. Później będzie musiał się posilić. – Jeżdżąc na rowerze, trzeba jeść, zanim jest się głodnym, pić, zanim chce się pić, i odpoczywać, zanim jest się zmęczonym – wyjaśnia.

Wszystko przez kolano

Darek jest prawdziwym roweromaniakiem. Kiedyś „na kole” pokonywał rocznie 9–11 tys. kilometrów. W zeszłym roku przejechał 5,7 tys. km. Jego pasja rozpoczęła się w 2002 r. – Byłem po dość poważnej operacji kolana, a w zasadzie tych operacji było aż sześć. Mam pośrubowane kolano, przeszczep więzadła krzyżowego – tłumaczy.

Potem zaczęła się jego rehabilitacja. Najpierw na rowerze stacjonarnym, później – na prawdziwym. – Pamiętam, w kwietniu chodziłem o kulach, a w lipcu przez przypadek wziąłem udział w mistrzostwach Rudy Śląskiej w kolarstwie górskim – opowiada. – Tak mnie to wkręciło... Kiedy zaczęła się rehabilitacja, dowiedziałem się, że nie będę mógł jeździć na nartach, grać w piłkę nożną. Trochę mnie to zdołowało. Trafiłem na nowo otwierany oddział rehabilitacji w Szpitalu Wojewódzkim w Rybniku. Byłem jednym z trzech pierwszych pacjentów. Pamiętam, pierwszy pacjent, który tam leżał, to był 40-letni mężczyzna, który ścinał drzewo w ogrodzie i dostał kawałkiem gałęzi. Przez pół roku był nieprzytomny, uczył się mówić, chodzić. Była też 18-letnia dziewczyna po wylewie, połowę ciała miała sparaliżowaną. I wtedy powiedziałem: „Kurczę, stary, z tobą nie jest tak źle!”.

Już w szpitalu u Darka pojawiła się chęć większej pomocy drugiemu człowiekowi. Dwa lata temu zbierał pieniądze dla Majki, której potrzebny był aparat słuchowy. Miał dla niej przejechać Polskę – z Wisły do Gdańska, ale pokonały go upały. Dla Gabrysi pojedzie w maju. – To dla mnie najpiękniejszy miesiąc. Wszystko budzi się do życia. Nie ma upałów, chłodno też nie powinno być. Nigdy tego nie analizowałem, ale pomaganie innym sprawia mi przyjemność... – przyznaje.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama