Do czego doprowadziło nawrócenie abortera…

Były aborter dr John Bruchalski otworzył przed paroma dniami nową siedzibę założonego przez siebie centrum ginekologiczno-położniczego. Jego ambicją jest, by ośrodek w Fairfax w stanie Wirginia łączył najwyższe dostępne standardy medyczne z szacunkiem dla świętości życia każdego człowieka.

Reklama

Bruchalski pochodzi z pobożnej katolickiej rodziny. W czasach studenckich uznał, że można być dobrym katolikiem, a jednocześnie nie zgadzać się z nauczaniem Kościoła w sprawie aborcji, antykoncepcji, homoseksualizmu czy rozwodów. Przekonali go o tym – niestety - jego wykładowcy z katolickiego (sic!) college’u. Ukończył potem medycynę, wyspecjalizował się w ginekologii. Wykonywał aborcje, sterylizacje i inne „usługi”, niemające nic wspólnego z nauczaniem moralnym Kościoła.

– Nie widziałem w mojej przychodni szczęścia czy radości. Gdzie było więcej aborcji, antykoncepcji, tam było więcej zniszczonych relacji, więcej zakażeń, więcej destrukcji, więcej rozbicia – opowiadał  serwisowi lifesitenews.com.

Pierwszym zwiastunem przełomu była wizyta w sanktuarium w Guadalupe. Amerykański lekarz usłyszał tam skierowane do niego pytanie Matki Bożej: „Dlaczego mnie ranisz?” Nie był jednak wtedy gotowy na udzielenie odpowiedzi.

Dwa lata później matka zabrała go do Medjugorja. Tam młoda Belgijka, która modliła się w intencji ochrony życia, podeszła do niego i powiedziała, że ma dla niego przesłanie, dotyczące Matki Bożej. Mówiła też o dotyczących go sprawach. – To zmieniło moje życie – wspominał dr Bruchalski.

Wrócił potem do Stanów. Powiedział swojemu profesorowi, że nie będzie już wykonywał aborcji. Nawiązał kontakt z lekarzami, którzy postanowili łączyć służbę na rzecz pacjentów z służbą Jezusowi, m.in., z twórca naprotechnologii dr Thomasem Hilgersem. W 1994 r. w piwnicy swego domu założył przychodnię ginekologiczną, której nazwę - Tepeyac - zapożyczył od wzgórza, na którym miały miejsce objawienia Matki Bożej z Guadalupe.

Przed paroma dniami przychodnia Tepeyac przeprowadziła się do nowej siedziby. Mieści się w niej 12 gabinetów, w tym takie, w których wykonuje się zabiegi chirurgiczne. Jest też pracownia diagnostyki obrazowej, ośrodek naturalnych metod planowania rodziny i leczenia niepłodności – wszystko to w zgodzie z nauczaniem moralny Kościoła. Do tego hospicjum perinatalne dla rodzin spodziewających się dziecka, które umrze w czasie porodu albo krótko po nim, a także placówka charytatywna dedykowana Bożemu Miłosierdziu. Leczą się w niej pacjentki, które nie są ubezpieczone albo które nie stać na pełną opiekę ginekologiczno-położniczą (obecnie stanowią one 1/3 pacjentek Tepeyac).

- Wielu z nas czuje się, jakbyśmy byli na duchowej pustyni. Ale ta pustynia jest tylko ścieżką dla chwały, która ma nadejść. Jeśli masz twarz, oczy i serce skupione na miłości i obliczu Jezusa Chrystusa, to Jego łagodne oczy stają się twoimi łagodnymi oczyma i możesz przełożyć to na pacjentów, którzy są przed tobą. To, co liczy się dziś bardziej niż cokolwiek innego, nie zawsze jest polityczne, nawet nie medyczne, ale jest przemianą serca, do której dochodzi, gdy zdajesz się całkowicie na Niego. A ponieważ jesteśmy na pustyni, to jeszcze bardziej wzmacnia prawdę, że nie jesteśmy samowystarczalni, że potrzebujemy Jezusa i Jego Miłosierdzia bardziej niż kiedykolwiek i że trzeba, żebyśmy robili to, co On stawia przed nami – powiedział dr John Bruchalski.

A oto historia nawrócenia amerykańskiego ginekologa, opowiedziana jego ustami:

Divine Mercy Care Dr. Bruchalski's Conversion Story

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

  • Gość
    30.03.2017 19:11
    Zadziwiające, że grzechem aborcji ludzie się chwalą publicznie.
  • Gość
    30.03.2017 22:09
    Nie chwali się publicznie, tylko pokazuje swoje nawrócenie pod wpływem Bożego Miłosierdzia i przesłania Matki Bożej. Chwaliła się kiedyś M. Czubaszek i jakaś tam piosenkareczka. Trzeba czytać ze zrozumieniem.
  • Gość
    31.03.2017 08:57
    "– Nie widziałem w mojej przychodni szczęścia czy radości. Gdzie było więcej aborcji, antykoncepcji, tam było więcej zniszczonych relacji, więcej zakażeń, więcej destrukcji, więcej rozbicia (...)." - reklamuje się to jako szczęście...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama