Jaskinia Goryla i grób Rummla

– O UFO w Gdyni wiedzą chyba wszyscy, ale ilu ludzi, tyle na ten temat teorii. Bo niektórzy zarzekają się nawet, że na miejskiej plaży widzieli postać w dziwnym kombinezonie... – uśmiecha się Michał Miegoń.

Reklama

Laboratorium Innowacji Społecznych zaproponowało gdynianom cykl, który cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem. – Mieszkańcy są bardzo ciekawi historii Gdyni, zwłaszcza tej mało znanej, której nie można znaleźć w encyklopedii czy w internecie – mówi Aleksandra Dylejko, rzecznik prasowy LIS.

Pasja, która trwa

Michał jest muzykiem, producentem, miłośnikiem Gdyni, a także najmłodszym członkiem Koła Starych Gdynian. – Kiedy z okazji 90. urodzin miasta zgłosiło się do mnie Laboratorium Inicjatyw Społecznych z pytaniem, czy poprowadziłbym warsztaty, podczas których opowiem o historii Gdyni, nie mogłem odmówić – opowiada pasjonat. Wybiera miejsca, które są historycznie niewyeksploatowane. – Ich odnajdowanie daje ogromną satysfakcję – podkreśla. Rozpytuje starszych mieszkańców o dane rejony i wydarzenia z nimi związane. W głowie ma tysiące historii, m.in. tę związaną z UFO.

– To opowieść z pogranicza miejskiej legendy i autentycznego zdarzenia. Bo fakty wskazują, że do incydentu doszło w 1959 r., kiedy to coś, co przypominało satelitę albo inny okrągły obiekt, wpadło do Basenu Portowego. Świadkowie pracujący przy magazynach portowych „Posti”, jak i na statku „Stanisław Dąbrowski”, który stał na redzie, potwierdzili, że taka „katastrofa” miała miejsce – opowiada.

Przewodnik podkreśla, że dopiero później historia staje się mniej prawdopodobna, gdyż niektórzy mówią, że widzieli istotę w niezidentyfikowanym kombinezonie na plaży gdyńskiej, która miała zostać przewieziona do szpitala, wówczas wojskowego, w Redłowie. – Władze szukały tego, co do wody wpadło, bo jedna z teorii mówi, że był to amerykański satelita, czyli bardzo interesujące dla ówczesnego ZSRR technologie, które mogły być natychmiastowo przechwycone, a niektórzy twierdzą, że wpadło tam coś z innego świata – z innej planety. Prawdy się raczej nie dowiemy, a historia nadal wywołuje wiele emocji i kontrowersji – mówi Michał.

Jednak „Gdynia nieznana” to nie tylko opowieści o UFO. To także garść bardzo konkretnych i historycznie potwierdzonych informacji. – Warto się wybrać do nigdy nie ukończonego największego na Pomorzu Ogrodu Botanicznego, który znajduje się w dzielnicy Kolibki, między Bernadowem a Orłowem. W tamtejszych lasach znaleźć jeszcze można resztki konstrukcji altanek i pięknych sadzonek. Odkrywając je, przenosimy się do nieznanych czasów połowy XX wieku, do czasów pionierów Gdyni – opowiada przewodnik. Niedaleko znajdowały się też strzelnica i magazyny wojskowe wykorzystywane przez Niemców do transportu torped i bardzo ciężkiej amunicji między Gdynią a Babimi Dołami, gdzie nadal znajduje się torpedownia.

To niejedyna opowieść z wojskiem w tle. Michał wspomina o klubie przy Akademii Marynarki Wojennej na gdyńskim Oksywiu. – To tam znajdował się kadłub ćwiczebny łodzi podwodnej dla Kriegsmarine. Był zamknięty w budynku, który przypominał wiejski dworek. Budynek w środku był zupełnie pusty i stanowił doskonały kamuflaż dla Niemców, którzy spokojnie ćwiczyli, a alianci nie mogli ich zobaczyć z powietrza – wyjaśnia Michał. Do dziś zachowały się resztki betonowych wsporników, na których prawdopodobnie umieszczony był dźwig do wyciągania kadłuba i przemieszczania go w inne miejsce.

Krzaki i knieje

Cykl „Gdynia nieznana” bardzo spodobał się mieszkańcom. Wykłady przyciągają pasjonatów historii w różnym wieku. Są młodsi i starsi. Zadają pytania i wymieniają się poglądami. Łączy ich miasto i jego mało znane zakątki. Frekwencja jest nadal duża, a tematów prowadzącemu nie brakuje. – Bo Gdynia ma tyle fantastycznych zakamarków, że jeszcze długo będę mógł opowiadać jej mniej znane historie – mówi.

Michał swoich słuchaczy „zabiera” w rejony miasta, o których nie przeczytają w przewodnikach. Wynajduje dawno zapomniane ciekawostki. Przyznaje, że od dziecka „kręciły” go bunkry, schrony i wszystkie te miejsca, do których wstęp był kategorycznie wzbroniony. – Zaowocowało to tym, że w wieku młodzieńczym zacząłem zadawać pytania: „Dlaczego to miejsce jest opuszczone?”, „Co działo się tam wcześniej?”, „Czemu tu akurat stoją parterowe domy, kiedy obok są wieżowce?” – mówi.

Zainteresowany procesem urbanizacji Gdyni zastanawiał się, co te wszystkie miejsca mogą o sobie opowiedzieć. – W liceum zacząłem drążyć temat. Chodziłem i pytałem ludzi – starszych gdynian, co o danym ternie wiedzą. Dosyć wcześnie dołączyłem także do Koła Starych Gdynian jako najmłodszy jego członek – dodaje. Będąc na studiach, zaczął gromadzić biblioteczkę, na którą złożyły się rozmaite opowieści i historie związane z miejscami ominiętymi przez szlak modernizmu.

– W przewodnikach i publikacjach nierzadko pomija się te mniej prestiżowe miejsca, a w nich kryje się wiele ciekawostek – mówi Michał. Obecnie cykl „Gdynia nieznana” to spotkania odbywające się średnio raz w miesiącu. To Michał dobiera tematy. – Otwieram nieznane furtki – uśmiecha się. Skąd bierze wciąż nowe tematy? – Sporo spaceruję. Jeżeli napotykam na swojej drodze zaniedbany budynek czy inny obiekt, to jest bardziej niż pewne, że będę chciał poznać jego historię – mówi. Tak odnalazł najstarszą w Gdyni tablicę informacyjną na skrzyżowaniu ulic Warszawskiej i Słupeckiej. – Widnieje na niej napis: „Ubezpieczono w Towarzystwie Ubezpieczeń Polonia”. Było to jedyne TU, które przetrwało słynną polską recesję w okresie międzywojennym – wyjaśnia.

Fani historii

Ostatni wykład dotyczył Działek Leśnych. – Jest to dzielnica, w której znajdują się nieopisane w publikacjach schrony tunelowe z czasów II wojny światowej – mówi Michał. Tunele są, niestety, niedostępne dla zwiedzających, dlatego przewodnik zdecydował się pokazać słuchaczom materiał filmowy i zdjęcia. – Obiekty te robią piorunujące wrażenie. Ogromne sztolnie, gdzie można by spokojnie wyjechać małym samochodem – opowiada.

Położone na wzgórzach morenowych Działki Leśne kryją też inne tajemnice – domki na drzewach. – Jest ich już coraz mniej, ale na tych, które pozostały, znaleźć można niemieckie napisy i charakterystyczny znak łódki. Ich historia może być związana z dziećmi niemieckich oficerów, którzy, po wysiedleniu Polaków, mieszkali tu w czasie II wojny światowej – wyjaśnia pasjonat.

Szybko jednak dodaje, że nie jest to jedyna teoria związana z tymi budowlami. – Jeden z mieszkańców dzielnicy sugeruje, że domki powstały po wojnie, kiedy kwaterowano tu na powrót Polaków. Niejednokrotnie kilka rodzin trafiało do jednego domu. Panował ścisk – brakowało miejsca. Stąd rodzice budowali dla swoich dzieci takie domki, żeby te miały gdzie spać – mówi.

Przez Działki Leśne przebiegała również wąskotorówka. Funkcjonowała w pozycji góra–dół. – Dzielnica była rozbudowywana przez Towarzystwo Budowy Osiedli i często nawet konno trudno było się dostać na szczyt tych wzgórz. Stąd tory i kolejka, aby praca szła szybciej. Pozostałości niektórych można jeszcze znaleźć, ale trzeba się pospieszyć, bo szukają ich także złomiarze – dodaje Michał.

Pasjonat prowadzi również spacery, w czasie których zabiera zainteresowanych w podróż do miejsc, o których niewiele osób wie. Jednym z nich jest Jaskinia Goryla w Kempie Redłowskiej. To jedna z dwóch jaskiń, które mieszczą się na terenie Gdyni. – Nie tylko Groty Mechowskie są geologiczną chlubą Pomorza. Jaskinia swoją nazwę wzięła od gangstera o ksywie „Goryl”, który w latach 70. XX wieku trzymał tam swoje łupy – wyjaśnia. Michał od urodzenia mieszka w Gdyni. Łączy pasję do muzyki z miłością do historii miasta.

Wspaniałe gdynianki

W cykl włączyła się także Małgorzata Sokołowska, autorka książki „Kobiety Gdyni”. Zainteresowanie historią miasta wyniosła z domu. – Mama była dumna z Gdyni. Ta duma bardzo szybko udzieliła się także mnie. Zaczęłam czytać, a także sama odkrywać to, co zapomniane – mówi. Tak odnalazła grób Juliana Rummla, pioniera idei Gdyni, organizatora i pierwszego dyrektora Żeglugi Polskiej. – Przeczytałam w lokalnej gazecie, że został pochowany na Powązkach. Ta informacja wydawała mi się mało wiarygodna. Pomaszerowałam więc na cmentarz Witomiński i okazało się, że tam znajduje się zaniedbany i nieopłacony grób naszego pioniera – mówi pani Małgorzata.

Pasjonatka opowiada także przedwojenne historie gdynianek. – Te kobiety robiły fantastyczne rzeczy. To nie jest tak, jak po wojnie pisano, że malowały paznokcie i siedziały u Fangrata (kawiarnia w przedwojennej Gdyni). Potrafiły zakasać rękawy i ciężko pracować – wyjaśnia pani Małgorzata. Szyły ubrania, organizowały dożywianie dla najuboższych dzieci, a nawet prowadziły własne biznesy.

– Działało wiele kobiecych organizacji. Jedną z nich był Związek Pracy Obywatelskiej Kobiet. Panie działały tak prężnie, że w 1938 r. zabrakło w Gdyni ubogich dzieci do obdarowania świątecznymi paczkami – dodaje. Takich historii jest więcej, a M. Sokołowska z pewnością podzieli się nim w trakcie kolejnych spotkań z cyklu „Gdynia nieznana”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama