Kochamy... siebie?

Dlaczego nawet małe dziewczynki nie akceptują siebie? Jak z tym walczyć?

Reklama

Rozmowa autobusowa dwóch dziesięciolatek na temat wyglądu i ubrań. Trochę, przyznam, podsłuchana. Dziewczynek filigranowych, ślicznych, z wdziękiem. I wielkim fochem. Bo mówią tak: „Mam słabe ciuchy, mam okropne włosy, jestem za gruba, brzydka jestem, nic mi nie wychodzi, beznadzieja”. I tak dalej... Ile jest w tym głupawej kokieterii, a ile złego obrazu samej siebie? Trudno stwierdzić. Ale jeśli przyjąć, że w choć część tego opisu dziewczynki wierzą, ponuro może wyglądać ich przyszłość jako dorastających dziewcząt, a potem kobiet.

Jakiś czas temu jeden z instytutów zajmujących się rozwojem dzieci przeprowadził badania, z których wynika, że polskie nastolatki postrzegają siebie jako brzydsze i gorsze niż podobna grupa wiekowa dzieci mieszkających w krajach zachodnich. Młode Polki brzydkie i głupie? Niestety, we własnych oczach... Jeśli komuś wydaje się to małym problemem albo fanaberią, to chyba nie zastanawia się, jakie konsekwencje dla całego społeczeństwa może mieć negatywne postrzeganie siebie przez jednostkę. Czy raczej wielu niezadowolonych z siebie jednostek. Jeśli wychowamy pokolenie sfrustrowanych, zakompleksionych, złych na cały świat, a przede wszystkim nielubiących siebie kobiet, jak będzie wyglądała za kilka czy kilkanaście lat przestrzeń wokół nas? Akceptacja siebie to podstawa, gdy chcemy akceptacji innych ludzi. Lubienie siebie to warunek, by lubić świat, chcieć dla niego pracować i go zmieniać. Bez szacunku do samego siebie, samej siebie jakże trudno szanować drugiego człowieka...

I tu nie chodzi o pychę czy zbytni autozachwyt. Bo to drugi i równie szkodliwy biegun niewłaściwej oceny samego siebie. Tu raczej chodzi o nauczenie dziecka (a może i siebie?) zdroworozsądkowego podejścia do własnego wyglądu, umiejętności, perspektyw. I do zasady, że choć sprawy urody to rzecz względna, to z jednej strony warto o siebie zadbać, a z drugiej... nie warto popadać w przesadę. Bo to niszczy. Mądra miłość samej (samego?) siebie, choć być może jest trudna, jest konieczna. Jeśli chcemy iść przez świat swobodnie i twórczo, pomagając innym, a nie rzucając kłody pod nogi. Kłody i belki wyrzeźbione z własnych lęków i uprzedzeń.

Kochajmy się! – żeby zacytować, w nieco innym kontekście i znaczeniu, wieszcza. Po wielokroć warto i wszystkim się opłaci. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • SCR2
    06.04.2017 10:16
    Cała rola w tym, by dziewczynki i kobiety akceptowały siebie spoczywa w rękach ojców (bez podtekstów pedofilskich), a potem kandydatów na męża, by ci często mówili swoim kobietom, że są piękne. Chociaż w przypadku kandydatów na męża to będzie o wiele trudniejsze, bo kobiety muszą im na to pozwolić, a z tym różnie bywa, bo czasem za ofiarowane kwiaty i komplementy kobieta potrafi znienawidzić.
  • Maluczki
    06.04.2017 10:21
    "Kochajmy się! " Tak mi odpowiedzieli pewnego razu jehowi, gdy przyszli mnie "nauczać", a ja spytałem ich co to jest miłość. -------- Pani Agato! Rozmowa tych dziewczynek, to odzwierciedlenie mentalności ich matek i środowiska w jakich one żyją. Tu żadne nauki nie pomogą. Musimy po prostu zacząć żyć po Bożemu, to wtedy Pani usłyszy inna rozmowę dziewczynek. Np. takie: Wiesz, wczoraj z mamusią robiłyśmy soczki truskawkowe z naszych truskawek, a ja potrafię już prawie jak mama. Albo takie: Byłam wczoraj z tatusiem na grzyby i nazbieraliśmy podgrzybków, borowików i kurek, a po przyjeździe do domu, z mamą część grzybów dałyśmy do suszenia, a część zagotowałyśmy do słoików.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama