Dzieci z okna Pana Boga

Milenka na pieprzyk na stopie w tym samym miejscu co mama Asia. No i ta szczęka – wypisz wymaluj tata Paweł. Kiedy Kasia poszła do lekarki z Olą, ta od progu rzuciła: „Cała mama!”. A każdy, kto patrzy na 19-miesięcznego Franka, nie ma wątpliwości: skóra zdjęta z taty Marcina. Tyle że... te maluchy nie mają nawet odrobinki genów swoich rodziców.

Reklama

Był koniec stycznia 2013 r., kiedy Joanna i Paweł Bercalowie z Rzyk zdecydowali się pójść porozmawiać z ks. Tomaszem Sroką, ówczesnym wikarym w ich parafii. – Wiedzieliśmy, że pomógł on w adopcji jednej rodzinie w naszej parafii, więc poszliśmy porozmawiać, bo ta sprawa dawała nam coraz mocniej o sobie znać – uśmiecha się Joanna.

Katarzyna i Jerzy Jaroszowie z Wadowic znali ks. Tomka Srokę z pracy w szkole. – Ksiądz jest po prostu przyjacielem. Gdzieś w czasie rozmowy pojawił się nam ten temat... Powroty z pracy do pustego domu i tęsknota za śmiechem dziecka. To był 2014 rok – wspominają.

Agnieszka i Marcin Srokoszowie z Oświęcimia są od 15 lat małżeństwem. Pięć lat temu znajomi z pracy powiedzieli im o Ośrodku Adopcyjnym w Bielsku-Białej – że wspaniali ludzie tam pracują, że pomogą spełnić się ich miłości i oczekiwaniu na dzieciątko. – Poszliśmy tam. Od chwili złożenia naszych dokumentów czas się nam bardzo ciągnął – przyznają.

Dziś Joanna i Paweł są rodzicami 4-letniej Milenki, Kasia i Jerzy – 5-letniej Oleńki, a Agnieszka i Marcin – 19-miesięcznego Franka. Wszyscy byli uczestnikami drugich rekolekcji dla rodziców adopcyjnych i par, które przygotowują się do adopcji dzieci lub zastanawiają się nad nią. Pierwsze odbyły się rok temu w Międzybrodziu Bialskim, tegoroczne – w ośrodku Caritas w Szczyrku-Czyrnej. Przygotowali je Joanna Bercal, ks. Tomasz Sroka i Lucyna Hoffmann-Czyżyk, szefowa Ośrodka Adopcyjnego „Żar” w Żarach.

Serce otwarte na miłość

Współinicjatorką pierwszych rekolekcji była Katarzyna Kożuch, mama pierwszego dziecka, które znalazło dom w Rzykach po jej rozmowie z ks. Tomaszem Sroką. Katarzyna zmarła nagle w styczniu tego roku, ale stała się nieobecną patronką kolejnego spotkania rodziców adopcyjnych. To dzięki świadectwu Kasi, później także Joanny, w trzytysięcznych Rzykach swój dom znajdowało coraz więcej dzieci z ośrodka w Żarach. Dziś ich rodziny chcą się swoim szczęściem dzielić i pomagać innym.

Podczas trzech dni w Szczyrku małżeństwa spotykały się na konferencjach związanych z adopcją, rozmowach z zaproszonymi terapeutami i rodzicami, którzy już dzieci adoptowali. O stronę duchową troszczył się ks. Tomasz Sroka. Wśród uczestników spotkania były małżeństwa i pary niesakramentalne. Łączy je serce otwarte na miłość – adopcję: uznanie za swoje dzieci zostawionych przez biologicznych rodziców. Pierwszego wieczoru w Szczyrku spotkało się ok. 20 małżeństw, które już wychowują adoptowane dzieci. Nazajutrz dołączyło do nich kolejne 30 – pary po kursach przygotowujących do adopcji i te, które o niej dopiero zaczynają myśleć.

Trafiła się nam bajka

– Mijają cztery lata, a ja mam cały czas poczucie ogromnej wdzięczności i uważam, że teraz ja powinnam oddać to, co zostało mi dane – pomóc rodzinom, które są po tej stronie, po której my byliśmy cztery lata temu – mówi Joanna Bercal. – Jesteśmy pierwszą rodziną z Rzyk, która dzięki ks. Tomaszowi trafiła do ośrodka w Żarach i tą drogą w naszym domu cztery lata temu znalazła się sześciotygodniowa Milenka.

Dziewczynka jest dla nich prawdziwym prezentem z nieba. Joanna wspomina, że ich córeczka urodziła się 13 maja 2013 roku. Dziewięć miesięcy wcześniej mama Asi poprosiła ją, by dołączyła do jednej z róż różańcowych. – Podjęłam wtedy intencję – o moją drogę. O pewność, co mam zrobić, w którym kierunku iść – wspomina.

Zaczęło się od luźniej rozmowy z księdzem pod koniec stycznia. – Tamtego wieczoru już mieliśmy od niego telefony kontaktowe. Końcem kwietnia uzyskaliśmy kwalifikację do adopcji, a w czerwcu mieliśmy już w domu dziecko. Ja wiem, że trafiła się nam bajka, której każdemu życzę, ale zdaję sobie sprawę, że z reguły realia są inne i na dziecko czeka się dłużej – mówi Joanna. – My mieliśmy szczęście – nasze dziecko miało sześć tygodni, kiedy je poznaliśmy. Dziś ma cztery lata i nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej... Nikt nie mógł wiedzieć, jak Milenka będzie wyglądać, kiedy ją poznaliśmy. A ma pieprzyk na stopie dokładnie w tym samym miejscu co ja. A budowę szczęki dokładnie jak tata.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama