Nie ma minimalnej dawki

– Warto zawalczyć o każde dziecko i mówić o tym, jak bardzo alkohol szkodzi mu podczas życia płodowego, by kobiety zrozumiały wagę problemu, bo statystyki zatrważają – mówi dr med. Janina Lankosz-Lauterbach.

Reklama

Dwa lata temu przeprowadzono ankietę wśród kobiet ciężarnych oraz tych, które wcześniej przechodziły ciążę lub ją planują. Pytanie było proste: czy w tym czasie piją (piły lub będą pić) alkohol. Niechlubny rekord twierdzących odpowiedzi należał do Wielkiej Brytanii (28 proc. kobiet), a na drugim i trzecim miejscu znalazły się Rosja i Szwajcaria. Polki z wynikiem poniżej 20 proc. pozytywnych odpowiedzi zmieściły się w średniej europejskiej, wynoszącej 16 proc. To o dużo za dużo.

Nawet jeden kieliszek

– Najdramatyczniejsze są wyniki badań z ostatnich miesięcy – najczęściej i najwięcej w czasie ciąży piją kobiety mające dobre wykształcenie, atrakcyjną pracę, pieniądze, pozycję społeczną. Prowadzą towarzyski tryb życia i często uczestniczą w różnych spotkaniach zawodowych, podczas których sięgają po alkohol – opowiada dr Lankosz-Lauterbach, neonatolog, pediatra i specjalista medycyny ratunkowej.

Mając wieloletnie doświadczenie lekarskie (pracowała m.in. w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Prokocimiu), dobrze wie, jak duże jest to zagrożenie dla rozwijającego się dziecka. – W kontekście II wojny światowej mówiło się, że kto uratował jedno życie, uratował cały świat. I w kwestii FASD, czyli alkoholowego zespołu płodowego, trzeba walczyć o uratowanie każdego dziecka – przekonuje pani doktor. A że jedyną szansą na to jest ciągłe budzenie świadomości społeczeństwa, postanowiła włączyć się w kampanię „Mamo, nie krzywdź! Nie pij! Kochaj!”, prowadzoną przez krakowską Fundację „Ad Vocem”.

Fundacja od 2005 r. działa na rzecz dzieci krzywdzonych (na różne sposoby), a ostatnio zaprosiła przedszkolanki, pracowników socjalnych, pedagogów szkolnych i inne osoby pracujące z małymi dziećmi na specjalistyczne szkolenia podejmujące także tematykę FASD. – Chcemy, by ich uczestnicy byli ambasadorami problemu, który wciąż jest zbyt mało obecny w debacie publicznej, ponieważ panuje ciche przyzwolenie na picie alkoholu w ciąży. Dlatego planujemy dotrzeć z tym tematem także do uczniów szkół średnich i studentów, do poradni zdrowotnych i poradni przedmałżeńskich, by każdy dowiedział się, że niebezpieczeństwo czyha nawet w jednym kieliszku wina – tłumaczy Anna Grajcarek, prezes „Ad Vocem”.

Wino krwi nie poprawia

– Nie ma takiej dawki alkoholu, która byłaby minimalna i bezpieczna dla dziecka, bo nawet w tzw. piwie bezalkoholowym znajduje się 0,4 proc. alkoholu – przestrzega dr Lankosz-Lauterbach i dodaje, że problem jest tym poważniejszy, że FASD został odkryty i opisany przez amerykańskich naukowców dopiero w 1973 r. – Od tego czasu zaczęło się o nim stopniowo mówić, jednak studiując w latach 70. XX w., nie uczyłam się o tym. To dlatego przez lata wielu ginekologów radziło swoim pacjentkom (a niektórzy nadal to robią!), by wypiły kieliszek czerwonego wina „na poprawę morfologii w czasie ciąży” – zaznacza.

Największe spustoszenie w organizmie dziecka alkohol wyrządza w pierwszym trymestrze ciąży (wtedy dochodzi do poważnych zniekształceń w obrębie czaszki), jednak i później powoduje on uszkodzenia w centralnym układzie nerwowym i tworzących się narządach. Co więcej, im późniejszy okres ciąży, tym bardziej po urodzeniu u noworodka może wystąpić tzw. zespół odstawienny, objawiający się nerwowością i niepokojem. Brakuje mu bowiem alkoholu, którego dostarczała mu pijąca mama.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama