30 proc. małżeństw można było uratować

Nie wiedzą, dlaczego się rozwiedli. Wstydzili się szukać pomocy. Za późno reagowali na kryzys.

Reklama

85 proc. badanych wierzy w miłość na całe życie, a jednak rocznie w Polsce rozwodzi się 68 tys. małżeństw. Jednocześnie 30 proc. osób rozwiedzionych deklaruje, że ich związek był do uratowania - wynika z badań zaprezentowanych przez Fundację Mamy i Taty.

Fundacja zaprezentowała dziennikarzom "Strategię Odbudowy Rodziny. Rozwód 2:0" (SOR), adresowaną do rządu, polityków, samorządów oraz organizacji i stowarzyszeń pozarządowych. Strategia została opracowana na podstawie badań przeprowadzonych w marcu przez dr hab. Dominikę Maison, dziekan Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Jak wynika z badań D. Maison, 85 proc. ankietowanych deklaruje, że wierzy w miłość na całe życie, ale "nie za wszelką cenę". Większość badanych uważa, że rozwód jest dopuszczalny, jeżeli w małżeństwie "coś się nie układa". Jednocześnie 71 proc. respondentów uznaje rozwód za porażkę, a 70 proc. za "wirus, który trawi polskie społeczeństwo". 30 proc. ankietowanych po rozwodzie odpowiedziało, że ma poczucie, iż ich małżeństwo dałoby się uratować, gdyby na wczesnym etapie kryzysu otrzymali wsparcie i pomoc z zewnątrz.

Jak zaznaczyła D. Maison, w polskim społeczeństwie rozwód nie jest już tematem tabu, wciąż jednak wielu osobom ciężko jest przyznać, że przeżywają kryzys w małżeństwie. "To dlatego nie proszą o pomoc na wczesnym etapie kryzysu. Kiedy sytuacja staje się niemożliwa do rozwiązania, decydują się na rozwód" - podkreśliła. Jak dodała, większość badanych przyznała, że nie jest w stanie określić, co było bezpośrednią przyczyną rozpadu małżeństwa. "Mówili, że problem narastał latami i w końcu wydawał się nie do rozwiązania. Pomoc w postaci mediacji lub psychoterapii dotarła do nich za późno" - powiedziała D. Maison. Jak stwierdziła, "większość małżonków deklaruje, że nad związkiem trzeba pracować, jednak tak naprawdę niewielu wie, jak konkretnie ta praca miałaby wyglądać" - podkreśliła.

Prezes Fundacji Mamy i Taty Marek Grabowski mówił, że może się wydawać, iż sytuacja polskich rodzin jest dobra, jednak najnowsze dane GUS pokazują, że w dużych miastach na 100 zawieranych małżeństw przypadają 43 rozwody, co plasuje Polskę "w samym środku Europy w skali liczby rozwodów". Podkreślił, że liczba rozpadających się w ciągu roku w Polsce małżeństw to ok. 68 tys., a co czwarte dziecko w Polsce rodzi się poza małżeństwem. Polska notuje też ujemny bilans małżeństw - rocznie zawieranych jest 180 tys. nowych związków, a 205 tys. się rozpada, najczęściej na skutek śmierci jednego z małżonków, ale też z powodu rozwodu.

Grabowski zaznaczył, że dzieci lepiej rozwijają się w pełnych rodzinach, a statystyki GUS pokazują, że w związkach małżeńskich rodzi się ich więcej. Dodał, że Polska ma od lat bardzo niski współczynnik dzietności (1,31), który nie gwarantuje zastępowalności pokoleń. "Dlatego Fundacja Mamy i Taty postuluje reorganizację polityki państwa na tzw. family mainstreaming. Nowa strategia ma polegać na rozpatrywaniu każdego z aktów prawnych nie tylko pod kątem skutków ekonomicznych, lecz również tego, jak wpływa na rodzinę. Chodzi o to, by polityka państwa koncentrowała się na wzmacnianiu rodziny" - podkreślił. Celem "family mainstreaming" ma być ograniczenie liczby rozwodów o 30 proc. - do 45 tys., czyli do poziomu z 2000 r., budowanie pozytywnej kultury prorodzinnej, zachęcanie do zawierania małżeństw oraz ograniczenie emigracji.

Zdaniem M. Grabowskiego, liczbę rozwodów da się zmniejszyć poprzez wprowadzenie obowiązku mediacji oraz obowiązkowych kursów przedmałżeńskich dla osób zawierających związki cywilne (obecnie to ok. jedna trzecia małżeństw). Również kursy przedmałżeńskie, które są obowiązkowe dla narzeczonych myślących o ślubach konkordatowych, powinny zawierać - oprócz treści teologicznych - także te praktyczne, dotyczące wzajemnych relacji, dynamiki związku. Kolejne propozycje Fundacji Mamy i Taty to wprowadzenie ulg podatkowych za staż małżeński, promocja małżeństwa i rodziny w mediach oraz wspieranie budownictwa mieszkaniowego dla rodzin. Prezes fundacji zaproponował też wprowadzenie do edukacji szkolnej przedmiotów takich, jak komunikacja interpersonalna oraz promowanie w szkole pozytywnych wzorców rodziny. "Z badań wynika, że największe problemy w małżeństwie powoduje brak komunikacji pomiędzy małżonkami. Zawierając związek małżeński, ludzie nie są świadomi, z jakimi wyzwaniami będą się mierzyć i jak sobie z nimi radzić. Warto, by szkoła uczyła tych umiejętności" - powiedział M. Grabowski.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

  • Brabra
    06.06.2017 08:45
    Jestem obiema rękami za, świetna inicjatywa, bardzo potrzebna i na czasie, i dobre postulaty.
  • Brabra
    06.06.2017 09:04
    Odnośnie kursów przedmałżeńskich z komunikacji i dynamiki związku- super sprawa, miałam szczęście korzystać z czegoś takiego przed ślubem (wtedy to była taka egzotyczna nowinka) na wyjazdowym kursie przedmałżeńskim u małżeństwa Gajdów (psychoterapeuci). Do dziś korzystamy z wiedzy i umiejętności tam ćwiczonych, nawet teraz przydają nam się coraz bardziej.. Szczególnie metody komunikacji (jejku, czemu to tak łatwo na codzień kopać??) i konspekt do regularnej (najlepiej comiesięcznej) rozmowy małżeńskiej o kilkunastu podstawowych sferach małżeńskich. Jeśli mobilizujemy się do tej rozmowy wystarczająco często to BARDZO rozładowuje narastające w ukryciu napięcie, jeszcze zanim zmieni się coś w problem. Inne kwestie zostały nam wtedy tylko zasygnalizowane jako nasze indywidualne potencjalne słabe punkty na które musimy szczególnie w naszym małzeństwie uważać- taka indywidualna diagnoza pary która w sumie wyszła wtedy sama, ale też byłoby super gdyby każda para coś takiego dostała "na drogę", ZANIM te problemy zaczną dokuczać. U nas np okazało się że nie umiemy się prawidłowo kłócić - lecz zamiast tego jesteśmy dla siebie słodcy, manipulując emocjami, aż nagle pękamy nieadekwatnie. To wtedy niby nie było nic takiego, zakochanym gołąbkom to nie przeszkadzało, ale teraz to są życiowe codzienne drobne różnice co do których nie potrafimy się adekwatnie "ustawić" i jeszcze patrzą na to dzieci.. Ale nas to nie zaskakuje i nie załamuje- wiedzieliśmy od początku że to jest nasz słaby punkt (a nie że to nasz związek jest słaby ;) i musimy na to w końcu wypracować metodę. Ogólnie polecam każdemu. Też małżeństwom bez problemów
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama