Polacy potrzebują wspólnoty

Anetta i Jarosław Radeccy opowiadają, jak w Wielkiej Brytanii propagowali Spotkania Małżeńskie.

Reklama

Ks. Przemysław Pojasek: Czym są Spotkania Małżeńskie i do kogo są skierowane?

Anetta: To ruch rekolekcyjny pogłębiający więzi małżeńskie. Dzięki opracowanej formie dialogu małżonkowie mogą lepiej się rozumieć, rozmawiać o tym, co ich łączy. Organizowane co jakiś czas trzydniowe spotkania mają przede wszystkim uczyć jak pogłębiać i rozwijać miłość małżeńską.

Jarosław: Dla mnie działania SM są odpowiedzią na hasło roku duszpasterskiego „Idźcie i głoście”, które jest głęboko wpisane w charyzmat naszego ruchu. My ze swoją ofertą wychodzimy wszędzie tam, gdzie to tylko możliwe. Zdarzają się takie przypadki, że pracujemy z osobami niewierzącymi. Mamy też formy pracy dla par niesakramentalnych. Chcemy wychodzić na te opłotki, by jak najlepiej pomagać tym, którzy tego potrzebują. Warsztaty są na tyle uniwersalną metodą działania, że równie dobrze można je wykorzystać w relacjach między narzeczonymi czy między pracodawcą a pracownikiem. To merytoryczna wiedza psychologiczna podparta życiem wiary.

Jak to się stało, że trafiliście do Zarządu Krajowego Spotkań Małżeńskich?

Anetta: Mieliśmy zaufanie liderów, bo już wcześniej prowadziliśmy razem weekendy pogłębiające i inne spotkania. Jarosław: Dla mnie to była kontynuacja zaangażowania w ruch Spotkań Małżeńskich. Biorąc w nich udział jako uczestnik, a później współprowadząc te weekendy, czułem, że ma to wpływ na nasze małżeństwo. Widzieliśmy też, że to, co robimy, pomaga innym. Kiedy pojawiła się propozycja, żeby się bardziej zaangażować, nie miałem wielkich oporów.

Jaka jest wasza rola w zarządzie?

Anetta: Odpowiadamy za zespół misyjny. Naszym zadaniem jest rozpropagowanie Spotkań Małżeńskich w tych rejonach Polski, gdzie ich jeszcze nie ma, oraz poza granicami naszego kraju.

Jarosław: Spotkania Małżeńskie od wielu lat są ruchem międzynarodowym, dzięki różnym kontaktom istnieją ośrodki w innych krajach za naszą wschodnią i zachodnią granicą. Są też takie kraje jak Wielka Brytania, gdzie od wielu staramy się stworzyć ośrodek z liderami, zarządem krajowym itd.

Jakie było wasze zadanie w Anglii?

Jarosław: Uczestniczyliśmy w tzw. weekendzie podstawowym. To krok ku temu, żeby ośrodek SM został formalnie powołany tam do życia.

Anetta: Jechaliśmy tam jako para doglądająca. Parą główną było małżeństwo z Londynu. My mieliśmy wspierać ich, pomagać w organizacji oraz czuwać, żeby weekend przebiegał prawidłowo.

Czy takie spotkania są potrzebne Polakom w Anglii?

Anetta: W Wielkiej Brytanii jest duże środowisko polonijne. Nasi rodacy spotykają się ze sobą nie tylko w pracy czy na ulicy, ale często także w kościołach. Potrzebują wspólnoty, a Spotkania Małżeńskie mogą być taką propozycją. Teraz trudno powiedzieć, czy tworzy się tam ośrodek brytyjski z udziałem Brytyjczyków, czy raczej będzie on skupiał głównie londyńską Polonię.

Czy Polacy mają za granicą podobne problemy jak w kraju?

Anetta: W organizacji takich spotkań problemów mają więcej niż my w Polsce. Oprócz standardowych małżeńskich problemów, często nie radzą sobie z adaptacją w nowym kraju, ze sprawami finansowymi wynikającymi z różnych uwikłań.

Jarosław: Dla wielu małżeństw największą trudnością jest znalezienie kogoś do opieki nad dziećmi. U nas sytuacja jest prosta – mamy rodziców, rodzeństwo, które może poświęcić chwilę naszym pociechom. Tam często ludzie nie mają nikogo. Opowiadali nam, jak wiele osób – przyszywanych cioć i wujków – musieli zaangażować w czasie weekendu, żeby zapewnić opiekę dzieciom. Rzeczywiście wyrwanie się na trzy dni z domu jest tam nie lada wyczynem.

Jak wygląda możliwość dalszego rozwoju w tej dziedzinie?

Jarosław: Ci, którzy przeżyli już weekend podstawowy, mogą wyjechać na tzw. turnus rodzinny, na którym nie tylko można odpocząć czy pobyć w gronie ludzi wyznających podobne wartości, ale także udoskonalić swój małżeński dialog. Informacje znajdują się na ogólnopolskiej stronie internetowej ruchu. W najbliższym czasie odbędzie się również weekend dla narzeczonych. W połowie sierpnia w Pieszycach u sióstr salezjanek przygotowujemy weekendowe spotkanie, które jest jednocześnie tzw. kursem przedmałżeńskim. To szansa dla tych par, które nie mogą skorzystać z tradycyjnych form tego przygotowania. Więcej informacji na jego temat również można znaleźć na stronie ruchu.

Warto było pojechać do Anglii?

Anetta: Warto, bo sądzimy, że owocem tych starań będzie powstanie kolejnego ośrodka SM. W Polsce jest ich już 26, a za granicą jedynie kilka: na Ukrainie, Białorusi, Litwie, Łotwie, w Mołdawii, w Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Beneluksie, w Rosji. Trwają przymiarki do krajów skandynawskich, gdzie już jeżdżą nasi animatorzy.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama