Kultura niepicia

– Kolega z imprezy mnie nie zaakceptował, ale wie jednocześnie, że ze mną nie wypije – mówi z dumą Damian Giczewski.

Reklama

Idea sierpnia jako miesiąca trzeźwości zrodziła się jeszcze w czasach komunizmu. Było to wołanie Kościoła o opanowanie i okazanie solidarności z tymi, którzy utracili swoją wewnętrzną wolność. To przesłanie nie jest dziś może tak ostre, ale nadal aktualne, kiedy wiele osób nie wyobraża sobie wakacyjnego wieczoru bez kieliszka wódki lub butelki piwa. Ideę solidarnej trzeźwości podtrzymuje od lat Krucjata Wyzwolenia Człowieka, której pomysłodawcą był ks. Blachnicki.

Dar we wspólnocie

– Krucjata Wyzwolenia Człowieka jest bardzo mocno wpisana w formację Ruchu Światło–Życie, ponieważ rekolekcje II stopnia Oazy Życia są związane z przyjęciem tzw. kroków ku dojrzałości chrześcijańskiej. Jest ich dziesięć, a jednym z nich jest „nowa kultura”. Chodzi o budowanie kultury człowieka nowego, wyzwolonego. Wszyscy uczestnicy są zapraszani do podjęcia czasowych zobowiązań abstynenckich – krucjaty kandydackiej. Nie ma przymusu, ale jest zachęta – mówi ks. Paweł Roszyński, diecezjalny moderator Ruchu Światło–Życie w archidiecezji warmińskiej.

Kapłan zwraca uwagę, że krucjata nie jest celem samym w sobie, ale jest nim budowanie nowego człowieka, wolnego wewnętrznie. Chodzi o szersze rozumienie abstynencji – nie tylko o powstrzymanie się od picia alkoholu, ale o kontrolę nad wszystkim, co może zniewalać. – Chcemy pokazać młodym krucjatę jako element postawy, która daje wolność. W ten sposób wyrabia się mechanizm osobistego wyboru, a nie poddanie się temu, co proponuje świat – tłumaczy ks. Paweł. A jest coraz trudniej, bo problem uzależnień dotyka coraz młodszych pokoleń.

– Kiedy na rekolekcjach proponujemy krucjatę gimnazjalistom, często mają z tym problem. Jest sprzeciw i bunt. Ale jednak wielu wstępuje do krucjaty. Prowadziłem ostatnio rekolekcje oazowe dla 69 osób i większość z nich włączyła się w to dzieło – mówi ks. Roszyński. Ważne jest również, aby spojrzeć na krucjatę jak na dar z siebie, aby ktoś inny mógł zostać wyzwolony. Abstynencja dla samej abstynencji to za mało. Chodzi o dobrowolne wyrzeczenie się rzeczy – samej w sobie jeszcze nie złej i nie zakazanej – z miłości do Boga i bliźniego.

– Mówimy młodym, żeby wybrali sobie kogoś, kto ma problem z używkami, i w jego intencji ofiarowali krucjatę. A chyba w otoczeniu każdego z nas jest ktoś taki. Ważny jest również aspekt wspólnotowy. Doświadczenie tego, że nie jestem sam, ale są wokół mnie osoby myślące tak jak ja i ofiarujące to co ja – mówi warmiński kapłan.

Szpaler wolnych dłoni

– Krucjata Wyzwolenia Człowieka to jeden z elementów formacyjnych oazy, do której należę. Dlatego stwierdziłem kiedyś, że jeśli chcę być w Ruchu, to powinienem podjąć to wyzwanie. Wstąpienie do krucjaty, choć wymaga wysiłku, daje także wiele radości i przynosi konkretne owoce duchowe – mówi student Damian Giczewski. Formacja oazowa jest dla niego sposobem na dobre życie. Niedawno rozpoczął krucjatę kandydacką, która trwa rok.

Damian ma świadomość, że nie zawsze będzie mógł liczyć na zrozumienie rówieśników w kwestii podjętych przez siebie zobowiązań abstynenckich. Życie żaków – zwykło się uważać – nierozerwalnie związane jest z alkoholem, a tu pojawia się ktoś, kto podczas towarzyskiego spotkania mówi: „Przepraszam, ale ja nie piję”. – Nie muszę daleko szukać, oto przykład z wczoraj. Byłem na małym spotkaniu towarzyskim, podczas którego jeden z kolegów aż się zdenerwował, kiedy dowiedział się, że nie piję alkoholu. Moja postawa była dla niego dziwna. Wiadomo, jakie jest środowisko studenckie – alkoholu nie brakuje. A tu taki „rodzynek”. Kolega z imprezy nie zaakceptował mnie, ale wie jednocześnie, że ze mną nie wypije – uśmiecha się olsztyński student.

Krucjata Wyzwolenia Człowieka jest właśnie dawaniem świadectwa, bo powstała z myślą o osobach uzależnionych od alkoholu. Swoją wstrzemięźliwością uczestnicy tej drogi pomagają tym, którzy nie potrafią żyć w wolności. – To jest mój post w intencji osób potrzebujących pomocy. Jest ich w Polsce sporo – uważa Damian. – Kiedy zastanawiałem się, czy podpisać krucjatę, pomyślałem o mojej wolności. Czy jestem w stanie zrezygnować z picia alkoholu, z częstowania nim? Jeśli tego nie potrafię, to nie jestem do końca wolny. Z taką myślą podpisałem krucjatę, aby walczyć o moją wolność i zobaczyć, na ile jestem wolny w swoich wyborach – mówi Damian Giczewski.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama