Nowożeńcy

Aldona – drobna i efemeryczna. Tomasz – potężny chłop. Na własnym ślubie próbowali nie płakać.

Reklama

Sobota, 22 lipca, parafia Maryi Królowej na poznańskiej Wildze. Godzina Miłosierdzia Bożego. Pod kościół podjeżdża eleganckie auto. Wychodzi drobna blondynka w – jakże modnej tego sezonu – krótkiej białej sukience. Elegancka: subtelny makijaż, fryzura i manikiur. Lekkie pantofelki i przepiękny bukiet dopełniają całość. Pan młody – wysoki i dobrze zbudowany, w eleganckim garniturze. Otacza narzeczoną ramieniem. Wchodzą do kościoła, a wraz z nimi wzruszeni goście.

Ci, którzy Aldony i Tomka nie znają, nigdy by nie uwierzyli, skąd przyszli i kim są. Ot, zakochani i szczęśliwi. Bo i prawda. Zakochani, szczęśliwi, choć... bezdomni.

W świętego Józefa…

Adrian Pakuła jest koordynatorem wielu projektów w poznańskiej Fundacji „Pro Publico – W służbie ubogim”. – Działamy w trzech obszarach: po pierwsze, w odnowie duchowej parafii, organizując Dni Ewangelizacyjne. Po drugie, ewangelizujemy poprzez media. Trzeci obszar to wsparcie ubogich i bezdomnych: działamy w jadłodajniach, noclegowniach. A każdy projekt, który podejmujemy, najpierw omadlamy i prosimy o błogosławieństwo naszego księdza założyciela i biskupa miejsca. Inaczej nic by nam nie wyszło – opowiada Adrian.

Fundacja współorganizuje też Święto Ubogich. Jest modlitwa, jest agapa. Przychodzi nawet 200 osób. – Pomoc materialna to jednak tło dla pracy wewnętrznej, duchowej. Bezdomność wynika z braku więzi z człowiekiem i Bogiem. I właśnie w tym obszarze chcemy działać. Tworzymy przestrzeń do wchodzenia w relacje z osobami, które chcą naszym podopiecznym pomóc. Tworzymy też przestrzeń, by zbliżyli się oni do Boga.

Fundacja organizuje również wyjazdy, np. do Warszawy. – Niedawno byliśmy na rekolekcjach na Stadionie Narodowym. We wrześniu rozpoczynamy działalność w duszpasterstwie osób bezdomnych przy jednej z parafii. Może i nasi nowożeńcy, Aldona i Tomek, skorzystają? Choć mam nadzieję, że niedługo z bezdomności wyjdą.

Bo para młoda od lat brała udział w wydarzeniach organizowanych przez fundację. Jak mówi pan Adrian, to świetni ludzie: pracowici, spokojni, poważni. – Na wspólnym wyjeździe podczas szczerych rozmów okazało się, że Aldona i Tomasz chcą wziąć ślub kościelny! To było 19 marca, czyli we wspomnienie św. Józefa. Może to ich patron, który pobłogosławił? Jak mogliśmy im nie pomóc?

Bezdomność

Aldona i Tomasz są tuż po czterdziestce. Poznali się wiele lat temu. Czternaście lat żyli na kocią łapę. – Nawet myśleliśmy o ślubie cywilnym. Ale jakoś nie wychodziło. A potem, jak straciliśmy mieszkanie, to w ogóle wydawało się, że ślub to nie dla nas. Nie mówiąc już o weselu – uśmiecha się pogodnie Aldona. – A tu proszę: taka cudowna niespodzianka od życia…

Przez jakiś czas mieli mieszkanie. Sprawy się jednak źle potoczyły, jakieś konflikty, jakieś nieporozumienia i jakże bolesna ludzka nieuczciwość spowodowały, że stracili dach nad głową… Zamieszkali najpierw w Ogrzewalni Caritas, potem w Domu Charytatywnym „Przystań”. – My nie jesteśmy awanturujący się, pijący. Ot, życie tak się dziwnie potoczyło – mówi Aldona. A Tomasz dodaje, że zrobi wszystko, by stanąć na nogi. Teraz ma nowe siły, by walczyć. Siły dla ukochanej żony.

A ślubne sprawy potoczyły się szybko. Gdy para zwierzyła się z planów, przygotowania do sakramentu rozpoczął ks. Sławomir Kostrzewa.

– Z wielkim zaangażowaniem przygotowywał ich duchowo. Wykonali ogrom wewnętrznej pracy – opowiada pan Adrian. – Wszystko po to, by w dojrzały sposób przyjąć sakrament. Oni zresztą już wcześniej się modlili i tak jak potrafili, żyli wiarą. Teraz mają wiele spraw ugruntowanych, przemyślanych. Nawet otoczka medialna wokół nich im nie szkodzi. Bo gdy jest solidny duchowy grunt, „sława” na portalach społecznościowych do głowy nie uderza.

Bo to było tak: pięć dni od daty ślubu pan Adrian z narzeczoną Dagmarą zajęli się organizacją ślubu i wesela. Jak? Tak jak zawsze, metodą opatrznościową, czyli ludzką i Bożą jednocześnie. Przy wykorzystaniu współczesnych mediów. Na Facebooku, na profilu fundacji, pisali o potrzebach pary: że przydałoby się jakieś miejsce na wesele albo jakieś wsparcie. Nie liczyli na wiele. Tysiące ludzi udostępniało prośbę.

– Dwa dni przed ślubem niby nie mieli miejsca na wesele. A w dzień uroczystości okazało się, że będą… dwa przyjęcia. Jedno zorganizowała Caritas w Restauracji Tumskiej, drugie my, w Fundacji Barka.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama