Jak Matt uratował Grzegorza

Nieszczęśliwa miłość, a potem ciężka choroba. Ale Talbot nad nim czuwa.

Reklama

Grzegorz Jakielski jest informatykiem, marketingowcem, grafikiem. Taki z niego, jak sam mówi, człowiek orkiestra. Zrobił więc stronę o Talbocie, założył profile na portalu społecznościowym. Wydaje obrazki, gazetkę, a nawet sam skleja medaliki z wizerunkiem sługi Bożego. I stara się, by postać irlandzkiego robotnika była w końcu szerzej znana w Polsce. – Sam go poznałem w 2012 roku. Uratował mi życie – mówi Grzegorz, pokazując dokumentacje medyczną. I rzeczywiście, było z nim źle. Bardzo źle.

Ślubu nie będzie

Długa to historia z wątkiem romantyczno-tragicznym w tle.

– Poznałem dziewczynę, zakochałem się. Planowaliśmy ślub. Moja narzeczona była DDA, czyli dorosłym dzieckiem alkoholika. Mnie to najpierw nic nie mówiło, ot, tajemniczy skrót, bo w naszej rodzinie się nie piło. Ja sam w zasadzie byłem abstynentem. Jednak okazało się, że te trzy literki – DDA – to poważny problem. Jej, mój i nasz. Codzienne spory, okropne kłótnie zaczęły być normą. Aż w końcu ślub odłożyliśmy. To odłożenie okazało się rezygnacją. Miałem 26 lat, życie mi się zawaliło.

Grzegorz wpadł w silną depresję. – Złamało mnie. Firma mi padła, życie wydawało się bezsensowne. Było coraz gorzej... Pozostała jeszcze wiara: 26 sierpnia, wraz z rodzicami, pojechali do Niepokalanowa. – Pierwszy raz chyba szczerze się modliłem. Prosiłem: „Jezu, pomóż”. W księgarni była rozdawana gazetka na temat problemów alkoholowych. 

Już w domu przeczytał jeden z artykułów – o Mateuszu Talbocie, o którym wcześniej nie miał pojęcia. – To był pierwszy przełom: miałem przedziwne uczucie, że po prostu muszę się o Talbocie dowiedzieć czegoś więcej. 

I zaczął szukać. Okazało się, że w Płocku-Trzepowie przy kościele znajduje się pomnik Talbota. Jedyny w Polsce. A tamtejszy proboszcz ks. Zbigniew Kaniecki krzewi kult sługi Bożego. – Miałem dziwne uczucie takiego przynaglenia, taki Boży ciąg, żeby tam pojechać. Pojechałem raz, drugi. Zacząłem czytać dostępne informacje o słudze Bożym Mateuszu. I z każdym dniem ta postać mnie coraz bardziej fascynowała. Wcale nie wyłącznie dlatego, że był alkoholikiem, a przestał pić. To człowiek wielkiego serca, ogromnej skromności, mistyk. W poznawaniu go pomógł mi też płocki proboszcz.

Na odchodne Grzegorz dostał obrazek z wizerunkiem sługi Bożego i modlitwą. – Ten obrazek... nie spodobał mi się. Taki niezbyt estetyczny. Wiedziałem, że powinienem zrobić godniejszy. Przygotowałem projekt i zleciłem znajomej drukarni. Zawiozłem potem obrazki do Płocka, zostawiłem sto sztuk. Tak po prostu, z potrzeby serca.

Od tych stu obrazków się zaczęło. Potem Grzegorz drukował jeszcze więcej obrazków z wizerunkami sługi Bożego, który za życia miał zrobioną tylko jedną fotografię. A potem przyszedł czas na stronę internetową poświęconą Talbotowi, profile na portalach społecznościowych.

Płocki proboszcz raz w roku organizuje tzw. Spotkania z Talbotem. To czas dla rodzin i osób dotkniętych problemem alkoholowym. Jest Msza św., świadectwa walki z nałogiem i wielki grill na koniec. – Nigdy nie miałem styczności ze środowiskiem AA. Pojechałem tam jednak. Okazało się, że to świetni ludzie, otwarci i ciepli. Śmiali się nawet, bo byłem jedyną osobą niedoświadczoną alkoholowym tematem. Rozdawałem materiały dotyczące Talbota. Wielu bardzo dziękowało, jak mówili, postać sługi Bożego jest im szczególnie bliska, a jego wsparcie daje siłę do walki.

Bo jak ma nie dawać? Talbot wpadł w alkoholizm w wieku 13 lat. Był biednym irlandzkim dzieckiem, robotnikiem. Pił przez kilkanaście lat na umór. Stoczył się i po ludzku właściwie nie było dla niego ratunku. I wtedy, w poczuciu absolutnego dna, postanowił przestać pić. Uczepił się Eucharystii jak najlepszego lekarstwa, uczepił się Maryi. Za Talbota modliła się też jego matka. Pierwsze trzy miesiące w pełnej abstynencji były koszmarem. I regularną walką. Ratowała go Komunia Święta. I ciągłe przebywanie w kościele. Wytrwał cudem. Kolejne miesiące i lata to powolne stawanie na nogi, ale też pogłębianie wiary.

– Prawda, że wielki hart ducha? – pyta retorycznie Grzegorz. Ktoś nawet mu powiedział: „Powołanie do Talbota pan ma”. I chyba to racja, bo skąd nagle taka życiowa konieczność, by niepijący wspierał... pijących? – W życiu trzeba coś za sobą pozostawić. Nie chciałbym ot tak przeminąć, bez misji i bez celu. Wyprodukowałem sam ponad 10 tys. obrazków. Głównie za własne pieniądze. Dostawałem też czasem datki na kolejne druki. Wtedy jeszcze pracowałem...

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama